W sobotni wieczór kilka słów o projekcie ustawy.

Komentarz na dzisiaj (30.01.2016 r.) Miałem nadzieję na spokojny wieczór w sobotę. Niestety, a może na szczęście trzeba pisać. W obronie prawdy i elementarnej uczciwości. Sprawa ponownie dotyczy społecznego projektu ustawy o broni i amunicji. Któraś tam z kolei wersja projektu pojawiła się w Internecie. Wersja jedna z wielu, bo tych było kilka i pewnie będą następne. To konsekwencja zupełnie oczywistej sprawy. Projekt stanie się ostateczny, gdy nadany mu będzie numer druku sejmowego, a to jeszcze dość odległa sprawa. Każdy w czyje ręce wpada projekt, a ma moc sprawczą nadania mu biegu na drodze sejmowej, może wpisać tam co zechce. Wobec każdego komu wręczamy projekt mamy jakieś oczekiwania, te muszą mieścić się w treści dokumentu.

Agenci wpływu i przeróżni dranie, którym zależy aby Polska i Polacy byli rozbrojeni, nie darowali sobie tej okazji. Bazują na tym, że wielu po prostu nie czyta kilkudziesięciostronicowego projektu, co nawet traktuję za zjawisko naturalne. Zatem ci co dbają o stan rozbrojenia Polaków, starają się wtłaczać Wam złośliwym językiem swoje przeinaczenia i wątpliwe interpretacje. To niestety czasem dobrze się przyjmuje. Sposób prowadzenia publicznej dyskusji w Polsce jest mało merytoryczny, a zwykle złośliwy. Kto posłuży się językiem faktu może nie znaleźć zbyt wielkiego zrozumienia. Kto zaś posłuży się złośliwością, zyskuje klakierów.

Z mniejszym zainteresowaniem internautów ale jednak z jakimś, pojawiła się ponowna dyskusja w internecie. Zachęcam do dyskutowania o pozytywach projektu, tych jest całkiem sporo. Proszę o  pomijanie tego co się komu nie podoba, bo to sprawia wrażenie, że projekt nie jest poszerzeniem prawa do broni dla zwykłych Polaków. Projekt to sprawia i jest to rzecz oczywista. Zarazem w tym projekcie nie dostrzegam niczego co byłoby wstecznym działaniem w prawie posiadania broni. Projekt idzie naprzód, porządkuje, racjonalizuje rozwiązania. Jest tym co dzisiaj w Polsce jest pilną potrzebą.

Nie miejcie mi za złe, piszę do tych co w nieświadomości i bez czytania tekstu projekt krytykują, że używam dość mocnych określeń. Wszelkie niedostatki projektu są niczym, wobec korzyści jakie niesie ze sobą w zakresie obywatelskiej karty broni, pozwolenia podstawowego i kryteriów z tym związanych. Nie chce mi się wierzyć, że po przeczytaniu tego dokumentu, można tego nie dostrzegać. Kto jednak uparcie tkwi w przekonaniu, że ten projekt jest gorszy niż obowiązujące prawo, ten wprost i z całą bezczelnością dba o to, aby Polacy byli bezbronni i kompletnie rozbrojeni. Gdybyśmy dyskutowali o grze w piłkę nożną, można by tylko z politowaniem, z uśmiechem, popukać się w głowę. Dyskusja jednak dotyczy śmiertelnie ważnej dla naszego społeczeństwa sprawy.

Na tym komentarz kończę. W ostatnim magazynie Strzał autor projektu Jarosław Lewandowski również napisał swój komentarz. Proszę uważnie go przeczytajcie.

STRZAL.styczen2016_Strona_1 STRZAL.styczen2016_Strona_2 STRZAL.styczen2016_Strona_3

  • Wojciech Pisarski

    Osobiście projekt, mimo wad, mi się podoba. Zgadzam się też z jego założeniami. Natomiast ewidentnie widzę tutaj błędy popełnione przez Pana i pozostałych jego autorów, a które można podsumować brakiem polityki informacyjnej.

    Mimo jego płynnego statusu należało dokonać przynajmniej o jednej więcej publikacji, przy okazji ogłoszenia, że trafił do zainteresowanych posłów, być może i większej liczby publikacji. To nie tylko dało paliwo złośliwcom, ale postawiło zwolenników w niemiłej sytuacji. Prawdziwy złośliwiec siać zamęt będzie zawsze, zwolennikowi da zwątpienie.

    Bardzo też proszę o nie wrzucanie wszystkich komentujących do jednego worka z miłośnikami sabotowania prac nad dobrym projektem. Nieprzekonani zawsze pozostaną, ale w ten sposób można tylko zwrócić część z nich jawnie przeciwko sobie.

    Pominę już taką drobnostkę, jak nieaktualna strona ROMB, chociaż wielu nieporozumień unikniętoby, gdyby na stronie głównej widniała prosta i zwarta deklaracja ideowa całego stowarzyszenia oraz dotycząca tego projektu. Dla Pana to się może wydawać oczywiste, ale wiele intencji da się odczytać jedynie między wierszami wpisów na tym blogu Przy czym i to bez przekonania, czy odczytało się je dobrze.

    Ponawiam też swoją gotowość do pomocy przy stronie i polityce informacyjnej jako całości. Nie wiem, czy ktoś czyta moje e-maile, co tylko potwierdza, że jest potrzebna. 🙁

    Nie ma w tym komentarzu osobistych zarzutów do nikogo, jedynie szczera chęć pomocy w realizacji misji stowarzyszenia.

  • marwin

    Zakładając, że projekt, który pojawił się w necie przedstawia kształt w miarę ostateczny, podpisuję się pod nim obiema rękami. Cieszy mnie fakt, że projektodawcy nie pozostali głusi na zgłaszane uwagi i wiele kontrowersyjnych zapisów skorygowali. Mi osobiście nie podobały się dwie sprawy, a po głębszym zastanowieniu, właściwie jedna. Pisałem o tym maila przed 19 grudnia. I uwaga została uwzględniona (uprawnienie egzaminatorów). Widzę, że chyba wszystkie zastrzeżenia strzelców czarnoprochowych również wzięto pod uwagę, choć mogę się mylić ,bo to nie moja bajka.
    No nie mam się czego czepić 😉
    Nie wątpię jednak, że znajdą się tacy, którzy dziurę w całym znajdą i zrobią z igły widły. Trudno. Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu…
    To są na prawdę świetne zapisy.. Rozwiązują dziesiątki problemów, łamią monopole, likwidują uznaniowość. A przy okazji odciążają finansowo strzelców sportowych i kluby strzeleckie.
    No to teraz tylko sejm, senat, prezydent i już 😉

    Szkoda jednak, że skrygowany projekt wyciekł zamast wisieć oficjalnie na strnach ROMBu.

  • Damian K

    Dla mnie projekt jest jak najbardziej ok i zachęcam znajomych do podpisywania się pod nim. Jedyny zarzut jaki można wskazać do ww. projektu to wykreślenie art. mówiących o braku obowiązku podchodzenia do egzaminów w przypadku posiadania uprawnień do łowiectwa oraz uprawnień sportowych. Rozumiem, że chodzi tutaj o chęć ukrócenia wszechwładności PZŁ oraz PZSS, ale wydaje mi się to nielogiczne, że osoba uprawiająca sport strzelecki będzie musiała zdawać egzamin, a ktoś kto przez 3 lata posiadał OKB i ani razu nie był na strzelnicy od takiego egzaminu będzie zwolniony. Wydaję mi się, że przepis mówiący o zwolnieniu z egzaminu osób posiadających uprawnienia z PZŁ oraz PZSS powinien zostać, gdyż jest on korzystny dla osób, które faktycznie mają pasje strzeleckie i realizują je w ramach ww. związków.

    • marwin

      Powiem szczerze, że mnie cieszy zapis o mocowaniu szaf. Mimo, że rozporządzenie nie przewiduje wymogu mocowania, wszechwiedzący z WPA załatwili sobie interpretację PKN na temat S1 i stworzyli z PN i Rozporządzenia własne prawo. Jeśli dać im choć cień szansy na interpretację przepisów, to z pewnością je wypaczą tak, aby móc szykanować posiadaczy broni.
      Inna kwestia to zachowanie proporcjonalności ułatwień i obostrzeń. Jeśli broni będzie przybywać, to dobrze byłoby, aby przy okazji nie spadało poczucie bezpieczeństwa. Pamiętajmy, że cały czas będą przeciwnicy broni. Fakt, że szafa waży ponad 80kg (moja 86). Ale jeżeli wniesienie jej na piętro w domu zajeło mi (z kolegą) 5 min, to zniesienie i wrzucenie na samochód zajmie 3 min. Ponadto, projekt nie przewiduje S1, czyli ciężkich szaf z podwójnym poszyciem drzwi. Takie proste szafy ważą ok. 50 kg, a więc może wynieść ją nawet jedna osoba. Sama szafa nie stanowi wystarczającego zabezpieczenia.
      Faktycznie problematyczny może być jednak zapis o sposobie mocowania. Posadzka betonowa, nawet ta najgrubsza, czy ściana działowa nawet z kilku warstw cegieł nie są elementami konstrukcyjnymi. Ale już drewniana belka czy słupek podpierający więźbę spełnia ten warunek. Zdecydowanie lepszym zapisem byłby wymóg mocowania do murowanych lub betonowych elementów budynku np kotwą rozporową min. fi 8mm i długości min 10cm w trzech punktach. Wtedy szans na różne interpreetacje by nie było

      Dwa słowa o egzaminach. O PZŁ nie wiem za dużo ale już o egzaminach na patent PZSS można by trochę powiedzieć. Jednak z wiadomych względów przemilczę szczegóły.

      Jeśli chodzi o noszenie, to tak jak i Pan, miałem na początku takie same wątkliwości. Tym bardziej, że zmiana ma dotyczyć mnie osobiście. Ale po wielu rozmowach i obserwacjach doszedłem do wniosku, że z czysto subiektywnych przesłanek, nie chcę aby każdy obecny sportowiec nosił broń bez sprawdzenia jego kompetencji. Pewnie 90% strzelców ma odpowiednie umiejętnosci ale bądźmy szczerzy…
      Sprawdzian co 5 lat za 50zł to żadne obciążenie. A można zakładać, że część obecnych sportowców, po likwidacji obowiązku startów w zawodach, przestanie regularnie ćwiczyć. Jeśli przyczyni się to do poprawy bezpieczeństwa choć w minimalnym stopniu, to myślę, ze warto.
      To wszystko to jednak drobiazgi. Ważne, aby po przejściu przez magiel na Wiejskiej choć główne założenia projektu zostały.

      • Damian K

        Co do zasady zgadzam się z Pańską wypowiedzią, tylko pozostaje małe ale. Jak najbardziej egzamin za 50 zł, który w założeniach ma sprawdzić czy potrafisz człeku trafić z dość bliskiej odległości w jakiś cel nie stanowi problemu dla osoby, która potrafi jako tako obsługiwać się bronią i strzelać – tylko nie rozumiem czemu został wprowadzony podział na lepszych i gorszych w kwestii noszenia broni. Skoro obydwie grupy posiadaczy na dzień dzisiejszy mogą nosić to wg. mnie obydwie grupy powinny móc nosić przez pierwsze 5 lat bez egzaminu, albo żadna. Wynika to z chęci “walki” z PZSS kosztem osób, które już posiadają pozwolenie. Druga rzecz – również kosztem ww. walki powodujemy utrudnienia dla ludzi, którzy jednak już egzamin na patent zdali (przecież musieli wykazać się wiedzą) i będą musieli znów zdawać drugi raz państwowy egzamin (płatny i to nie wiadomo ile – obecnie taki egzamin na kolekcjonerską 1150 zł…..). Czy jest sens rzucać ludziom kłody pod nogi, a po drugie robić sobie wroga nowej ustawy w dwóch ogromnych związkach strzeleckich jakimi są PZŁ i PZSS?

        • Nikifor

          Popieram. Jeżeli chcemy poszerzać dostęp do broni to powinniśmy pozostawić PZŁ i PZSS w spokoju (a dokładniej ich “przywileje”).
          W przeciwnym razie organizacje te będą zajadłym przeciwnikiem ustawy zwłaszcza PZSS, który wiele na tym straci.
          Zwracam uwagę, że ich strata nie będzie niczyją korzyścią. Sportowcy, którzy zostali sportowcami tylko po to by mieć broń przestaną nimi być w naturalny sposób (przynajmniej część z nich), ale powstrzymany zostanie napływ nowych chętnych do sportu strzeleckiego, a co za tym idzie popyt na instruktorów, sędziów, kluby etc. PZSS zrobi co w jego mocy by nie dopuścić do uchwalenia tej ustawy. Nie lekceważył bym ich, mają o wiele większy potencjał niż ROMB.

  • Marian Koncewicz

    Również niepokoi mnie wspomniane przez Kolegę Damiana mocowanie sejfów klasy S1 do elementów konstrukcyjnych -znów furtka do uznaniowości.
    Nie widzę też w ustawie zapisu o zwolnieniu z egzaminu osób ze służb mundurowych które na codzień posługują się bronią i mają przydzieloną broń służbową.
    Poza tymi drobnymi uwagami całość jest świetna i oby tego samego zdania byli rządzący, czego sobie oraz wszystkim Polakom życzę.

    • Karol Garbacz

      Bo takiego zwolnienia nie ma. Wręcz przeciwnie. Proszę przeczytać załączony tutaj artykuł Pana Lewandowskiego, mowa o tym jest na jego końcu.

    • Damian K

      Co do uznaniowości można wskazać jeszcze jedną rzecz – niestety nie usuwa się uznaniowości co do ilości przyznawanych sztuk broni. Musiałyby to być tzw. pozwolenia otwarte tzn masz człowieku pozwolenie na broń sportową i możesz jej mieć ile chcesz tylko zawsze uzyskaj promesę na każdą sztukę ale myślę, że to pozostaje niestety tylko w sferze marzeń 🙁

      • marwin

        Ze wcześniejszych dyskusji jak i z resztą samego projektu wynika, że nie będzie istniało coś takiego jak promesa. Pozwolenie ma umożliwiać zakup dowolnej ilości jedynie z obowiązkiem rejestracji każdej sztuki. To jest jeden z ogromnych plusów, które pozwolą na stworzenie w Polsce prawdziwego rynku broni i z rynkowymi cenami.
        Szlag mnie trafia jak widzę obecną cenę detaliczną za cywilnego akmsa w wysokości 2900 pln jeśli “przetwórca” płaci za “surowiec” full auto 700zł.

        • Damian K

          Jeżeli jest tak jak piszesz i przejdzie to w tej formie przez sejm to tym bardziej jestem za tym projektem ustawy.

        • Wojciech Pisarski

          To ja tu dodam, że trochę smuci mnie dodanie wymogu posiadania pozwolenia przez 5 lat do pozwolenia muzealnego, bardzo się cieszyłem, że będę w stanie od razu zacząć kolekcję nieupośledzonych pistoletów maszynowych.

          I ciągle mam wątpliwości, jak zostaną sformułowane wymogi do przechowywania broni kategorii A.

          • Andrzej Turczyn

            W projekcie nie ma ograniczenia czasowego na pozwolenia na broń, z wyjątkiem pozwolenia rozszerzonego czyli w istocie prawa noszenia broni załadowanej. Czyli inaczej: pozwolenie muzealne jest bezterminowe.

          • Wojciech Pisarski

            Źle mnie Pan zrozumiał, chodzi mi o Art. 17, punkt 1, podpunkt 2: “osobom posiadającym pozwolenie podstawowe od co najmniej 5 lat”. Oznacza to, że 5 lat będę musiał poczekać, żeby móc kolekcjonować broń maszynową.

          • Andrzej Turczyn

            taka jest wizja autora. im ktoś dłużej posiada broń, tym więcej mu można. to moim zdaniem słuszny kierunek. nie dla każdego wszystko, inaczej mówiąc

  • Paweł Rosiński

    W pierwotnej wersji ustawy broń broń do 1885 była w kategorii D z prawem kupna prochu czarnego oraz możliwością elaboracji do niej amunicji na proch czarny ze względu na nie traktowanie spłonek jako części amunicji wymagającej pozwolenia. Było to logiczne – broń historyczna bez pozwolenia to i amunicja napędzana “historycznym” materiałem miotającym jest bez pozwolenia.

    W najnowszym projekcie dochodzi do paradoksu z początku epoki strzelectwa czarnoprochowego w Polsce (czyli po roku 2004) czyli broń na historyczna na amunicje scaloną można będzie mieć bez pozwolenia, proch czarny do jej wyrobienia również (kategoria broni D) ale amunicji zrobić nie będziemy mogli zrobić gdyż spłonki będą w kategorii C więc na pozwolenie.

    Ideą projektu była racjonalizacja dostępu do broni i likwidacja patologicznych absurdów z nią związanych. W aspekcie broni historycznej w tym momencie następuje regres do absurdu.

    Proponuje wrócić do pierwotnego zapisu (umożliwienie elaboracji TYLKO prochem czarnym pomimo że współczesne repliki broni na nabój scalony można “napędzać prochem bezdymnym) lub wpisaniem broni na amunicję scaloną do kategorii C pozostawiając w niej broń rozdzielnego ładowania tak jak jest to dzisiaj.

    Dziwi mnie ten ostatni zapis projektu ustawy, z kąt ten absurd? Nie podejrzewam jej autorów o brak uwagi, roztropności lub złej woli.

  • Minuteman

    Projekt nie podoba się wielu ludziom, ponieważ odbiera im nadzieję. Nadzieję na to, że kiedyś wróci normalność, której nie mamy od czasu upadku I RP. Przekaz tego projektu jest bardzo jasny: mówi nam, że to co w nim zawarte, to wszystko na co my (zwolennicy liberalizacji dostępu do broni) możemy liczyć w obecnych, ponurych warunkach społeczno-prawnych.

    Projekt ROMBU jest daleko idącym kompromisem. Jest napisany tak, aby istniały jakieś szanse, że zostanie zaakceptowany przez nieprzyjaciół dostępu do broni (media, politycy, nieuświadomione masy, pożyteczni idioci, wroga agentura etc). Projekt jest próbą dogadania się z wrogiem i próbą partycypowania w znienawidzonym systemie państwowej kontroli dostępu do broni. Są ludzie, którzy po jego lekturze nie są usatysfakcjonowani jego treścią bo nie chcą kompromisów. Nie chcą się akomodować do obecnych realiów, tylko próbują uświadamiać innym, że trzeba te realia zupełnie zmienić. Chcą wspierać to co słuszne, a nie to co jest akurat możliwe. Nie chcą 29 stron szczegółowych regulacji, każdego aspektu nabywania, posiadania, przechowywania i użytkowania broni. Chcą daleko idącej deregulacji. To, że stara UOBiA ma 42 strony i bez wątpienia jest bublem prawnym, nie zmienia faktu, że istnieją ludzie, którzy nie chcą luźniejszej obroży, dłuższego łańcucha czy wygodniejszych kajdan. Oni chcą je po prostu zerwać.

    Kierownictwo ROMBu się tym ludziom zdecydowanie przeciwstawia (co wygląda jak zdrada i kolaboracja z wrogiem), mówiąc że to, czego oni oczekują jest nierealne (co wygląda jak sianie defetyzmu).

    Powoływanie się na rzekome ‘”wielkie osiągnięcia zwolenników reglamentowanego dostępu do broni” takie jak nowelizacja UOBiA z 2011 niestety tylko pogarsza sprawę. W oczach prawdziwego zwolennika szerokiego dostępu do broni takie “osiągnięcia” to jawna kpina. Niestety, pokazują one jedynie jak niewiele w ramach obecnego systemu można zdziałać. Używanie tego jako argumentu przeciwko innym propagatorom naszej jakby nie patrzeć wspólnej i słusznej sprawy tylko kompromituje tych, którzy go używają – wszak do normalności i do powodów do samozadowolenia jest jeszcze bardzo, ale to bardzo daleko.

    Trudno być wyrozumiałym wobec tych kilku drobnych błędów, które znalazły się w treści projektu, gdy zupełnie traci się zaufanie do jego autorów. Moim zdaniem powinniście trochę bardziej trzeźwo i z większym dystansem spojrzeć na swój dorobek i przemyśleć dotychczasową politykę informacyjną, bo tracicie zwolenników i zrażacie do siebie całe środowiska (sympatycy Hogi, Korwina, Brauna, Cejrowskiego, Kolonki – czy nam się podoba czy nie, potrzebujemy przecież tych ludzi po naszej stronie). Zupełnie inaczej wyglądałaby dyskusja wokół tego projektu, gdyby ROMB potrafił tych wszystkich niezadowolonych ludzi do siebie zjednać a nie wrzucał ich do jednego wora z internetowymi trollami i przeciwnikami liberalizacji dostępu broni.

    Podsumowując: autorzy projektu tak bardzo starali się przekonać do
    swojego pomysłu przeciwników dostępu do broni, że stracili z oczu, zaniedbują, dzielą i
    zrażają do siebie zwolenników dostępu do broni. I na tym chyba polega cały problem z popieraniem ich inicjatywy.

    Jeśli naprawdę nie da się zrobić więcej i lepiej, “bo takie są realia” to może powinniśmy zacząć myśleć jak możemy jednak te realia zmienić? Jeżeli jacyś źli, niedoinformowani lub ogłupieni ludzie stoją na drodze do realizacji naszych skądinąd słusznych pragnień i oczekiwań, to może zamiast próbować się do nich dostosować, powinniśmy raz na zawsze odsunąć ich od wpływu na nasze życie?

    • Wojciech Pisarski

      Dobrze opisane. Nie wolno tu jednak pomijać faktu, że po “drugiej stronie” też jest sporo braku dobrej woli. Zamknęliśmy się w sztywnych ramach myślenia, że możemy mieć ten projekt, powszechny dostęp lub nic i tego się kurczowo trzymamy. Mało kto zwraca uwagę na to, że przecież nawet przegłosowanie tego projektu nie jest ostatecznym wydarzeniem. Prawo zmieniać można nadal, również w stronę powszechnego dostępu i powinno być to łatwiejsze, bo nawet przy tych “słabych” przepisach strzelców przybędzie.

      Mam szczerą nadzieję, że ten projekt jedynie otworzy drogę w kierunku tego, co głoszą Braun, czy Korwin i że oni i im podobni pojmą, że to prawdopodobnie najlepsza droga jaką mamy, również do ich celów.

      • Piotr Petrus89

        Zgadzam się, gdyby ten projekt “przeszedł” – szczególnie część broni na Obywatelską Kartę Broni czy “broni na rejestrację” – i w rękach polaków znalazło by się trochę badziewia typu Radomki kalibru .22, jednostrzałowe strzelby itp… To za parę lat byśmy mieli “gruby” argument na miarę broni czarnoprochowej w dalszych dążeniach do normalności.
        Dzisiaj mówi się “Jest kilka tysięcy czarnoprochowych rewolwerów i nie ma z nimi incydentów”, a za 5 lat można by było powiedzieć “jest ileś tam tysięcy broni gładkolufowej i nic się nie dzieje”.
        …Pytanie tylko jakie są szanse na przepchnięcie przez komisje, trzy czytania w sejmie, senat i prezydenta, obecny projekt?

        • Pawel W

          A cóż to za argument? Na zebraniu ROMBu był pan z Niemiec, który w swoim wystąpieniu powiedział, że w latach 70tych Niemcy cieszyli się swobodnym, niereglamentowanym dostępem do broni gładkolufowej, ale po atakach RFA, która korzystała z “kałasznikowów”, pod pretekstem zwiększenia bezpieczeństwa, odebrano ludziom tę broń(tę o której wiedziano, bo była niereglamentowana i nierejestrowana), a potem wprowadzono reglamentację i rejestrację przy zakupie.
          Nie, nie mamy żadnych argumentów za, bo przeciwnicy nie poddają się racjonalnej argumentacji, tylko emocjonalnej. Jeśli mamy ich przekonać, to wydaje mi się, że racjonalne argumenty są najmniej skuteczne.

          • Piotr Petrus89

            Tym bardziej nieskuteczne będzie powiedzenie “Dajta nam powszechny dostęp”…

      • Andrzej Turczyn

        Braun to zwykły szaleniec, Korwinowi też niewiele brakuje,

        • Minuteman

          Jest pan prawnikiem, Panie Andrzeju, nie psychiatrą.

          Nie badał ich Pan i nie ma Pan żadnych podstaw by arbitralnie formować tak niegrzeczne i nieuprawnione stwierdzenia.

          Śledzę wypowiedzi i poczynania obydwu tych panów. Obaj mają wyraziste poglądy i choć w wielu sprawach bywają dość ekscentryczni i kontrowersyjni, to w sprawie dostępu do broni od dawna prezentują klarowne, jednoznaczne stanowisko, które konsekwentnie podtrzymują i które w racjonalny sposób potrafią wyrazić, obronić i uargumentować. Niezależnie od naszej ewentualnej wiary w szczerość ich intencji, to co mówią na temat broni jest logiczne i przeważnie broni się samo.

          Próbując ich zdyskredytować takim bezpodstawnym stwierdzeniem zachowuje się pan nieelegancko.

          Próbując Pan atakować głoszone przez nich idee stawałby Pan ramię w ramię z panem Dziewulskim i Sokołowskim.

          Ponieważ los ROMBu nie mi zupełnie obojętny, wolałbym aby jego prezes potrafił przedłożyć dobro wspólnej sprawy nad osobiste urazy i antypatie.

          • Andrzej Turczyn

            Bo też moja ocenia nie jest medyczna. To moja ocena ani jako prawnika, ani jako specjalisty, a ocena człowieka patrzącego z niepokojem na pana B.
            Czy poświęcił Pan czas na wysłuchanie pana B z konwencji ROMB? Zachęcam, zachęcam na zimną analizę. Ja nie będę juz powtarzał, bo trochę szkoda mi czasu na pisanie tego co musiałem słuchać.

    • Andrzej Turczyn

      Mam zupełnie prostą odpowiedź. Proszę dać receptę na zmianę.
      Nie da jej Pan. Tzn napisze różne opowieści, które w praktyce dokładnie nic nie będą znaczyły. Innymi słowami zachęca Pan do tego, aby być gdzie jesteśmy. Za hasłem, nie chcemy kompromisów, nic się nie kryje. Kryje się stanie w miejscu i patrzenie na rozbrojenie Polaków. Pisałem o tej postawie. To pięknie brzmiące słowa, za którymi kryje się pustka.
      http://trybun.org.pl/2015/04/15/osiagniecia-w-liberalizacji-dostepu-do-broni-palnej-w-polsce-2/

      • Minuteman

        Nie mówię tego wszystkiego by dawać Panu recepty (to wasze zadanie, aby wymyślać sposoby na uporanie się ze znienawidzonym systemem i tego się od was przecież oczekuje), ale jeśli już chce Pan jakąś usłyszeć, to proszę bardzo:

        Najlepszą receptą jest zmiana retoryki na taką, która nie będzie zrażać do was waszych sympatyków i która umożliwi stworzenie zjednoczonego, silnego lobby, w którym znajdą swoje miejsce WSZYSCY zwolennicy liberalizacji dostępu do broni zarówno ci “umiarkowani” jak i ci “radykalni”. Jesteście zbyt słabi i jest was zbyt mało by dzielić się na zwalczające się obozy. A do tego niestety Pana publiczne wypowiedzi często się przyczyniają. Przeciwnicy broni nie są może tak liczni jakby to sugerowały zakłamane media, niemniej jednak mają nad nami dużą przewagę, bo nie są podzieleni.

        Nie po to jednak zabieram głos. Próbuję jedynie zasygnalizować pewien problem i zachęcić do głębszej refleksji. Wyraził Pan brak zrozumienia wobec wielu zwolenników szerszego dostępu do broni, którzy po lekturze waszego projektu odnoszą się do pomysłów ROMBu z rosnącym sceptycyzmem i nieufnością. Próbuję jedynie pomóc Panu lepiej zrozumieć tych ludzi oraz ich rozgoryczenie i frustrację, gdy widzą jak bardzo projekt ten rozmija się z ich oczekiwaniami. Ich frustrację pogłębia obserwowanie jakie pomysły, wypowiedzi i argumenty wychodzą czasem spod pióra ludzi, którzy mienią się członkami Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Panie Andrzeju, to jest nazwa, która niesie ze sobą bardzo poważne zobowiązania. Reprezentuje Pan tych ludzi. Ludzi, których wrzuca Pan do tego samego zbioru co wrogów Polski. Dlatego, że dają wyraz swojemu rozczarowaniu waszymi poczynaniami. Pozwolę sobie zatem zaapelować o większą wyrozumiałość wobec postawy tych osób, bo ich nieufność i rozgoryczenie często nie są bezpodstawne.

        Jest wiele osób, którym nie podoba się, że w sporze ze zwolennikami powszechnego dostępu do broni stosujecie dokładnie tą samą szkodliwą retorykę i argumentację co przeciwnicy dostępu do broni.

        Wielu osobom nie podoba się dorabianie ideologii do kompromisu i fakt, że kierownictwo ROMBu przypisuje sobie cudze dokonania (które w oczach dużej części zwolenników wolnego dostępu do broni nie są żadnymi dokonaniami). Są tacy, których irytuje smutny fakt że używacie rzeczonych “dokonań” jako argumentu, który ma w ludziach wytworzyć fałszywe wrażenie, iż założyciele ROMBu z Panem Lewandowskim na czele, jako jedyni coś dla nas robią, w przeciwieństwie do całej reszty, która nic nie robi tylko gada. To jest próba manipulacji i oczywista nieprawda, taka postawa jest nieuczciwa, szkodzi wam wizerunkowo i zupełnie wam nie przystoi.

        Prawdziwe zasługi ROMBu leżą przecież gdzie indziej – przede wszystkim w sferze edukacji i publicystyki. Wykonujecie kawał dobrej roboty w walce z hoplofobią, w obalaniu mitów, w śledzeniu i komentowaniu istotnych zdarzeń, w inicjowaniu debaty w mediach, w popularyzacji strzelectwa, w upowszechnianiu wiedzy, w odkłamywaniu tematu broni w przestrzeni publicznej, w stopniowym zmienianiu świadomości Polaków oraz w popularyzowaniu inicjatyw i stowarzyszeń, które robią to samo.

        Jednak żeby móc robić to skutecznie, podobnie żeby zwiększyć swą siłę oddziaływania na rząd i forsowania projektów (takich jakie byście naprawdę chcieli a nie takich na jakie liczycie, że wam układ pozwoli), ROMB musi najpierw bardzo urosnąć i zatoczyć znacznie szersze kręgi. W tym celu powinien poprawić swój przekaz i strategię budowania wizerunku oraz nauczyć się prowadzić dyskusję ‘sine ira et studio’ ze wszystkimi ludźmi, którzy próbują zmierzać w tym samym kierunku w taki sposób aby ich do siebie zjednywać a nie odstraszać. W przeciwnym razie naprawdę niczym nie różnicie się od tych, którym zarzucacie że za ich słowami kryje się pustka.

    • Andrzej Turczyn

      Sprzeciwiam się takim postawom, bo są wrogie Polsce i Polakom. http://trybun.org.pl/2015/12/18/moja-deklaracja-ideowa-o-prawie-do-broni-palnej/
      Tak wrogie, nie obojętne, a wrogie, bo prowadzą do braku pozytywnej zmiany.

    • Andrzej Turczyn

      O tu mam podsumowanie tego jak bardzo zwodnicze są Pana wywody: http://trybun.org.pl/2015/12/16/slowo-na-dzisiaj/

      • Minuteman

        Co do zarzutu prężenia cudzych muskułów i przypisywania sobie nie swoich osiągnięć, to aby uprzedzić wszelkie pytania i wątpliwości, mam tu na myśli prace nad nowelizacją UoBiA z 2011. Strzelectwem zajmuję się od końca lat 90-tych i choć także odczułem jej skutki, to daleki jestem od entuzjazmu na temat jej dobrodziejstw oraz wdzięczności tym, którym je rzekomo zawdzięczamy.

        By nie być gołosłownym, polecam uważne wysłuchanie wszystkich relacji Pana Jarosława Lewandowskiego na Konwencji Programowej ROMBu. Przecież on sam uczciwie przyznaje czyja to była zasługa, co tak naprawdę zainicjowało te prace, kto tam miał ostatnie słowo, jak niewiele tam do powiedzenia miała oddolna inicjatywa społeczna i jak znikomy był jej wpływ na ostateczny kształt ustawy. Przypominam, złożony wówczas obywatelski projekt nie został w ogóle przyjęty przez rząd, a ci jego autorzy, którzy potem w charakterze ekspertów doradzali przy pracach nad zupełnie innym projektem rządowym wchodząc w skład Sejmowej Komisji nie mieli tam żadnej władzy ani odczuwalnego wpływu na to, co tam ostatecznie uchwalono.

        Smutna prawda jest niestety taka, że całe to “wielkie osiągnięcie” jakim jest zmniejszenie uznaniowości i zliberalizowanie starej ustawy (która nota bene była i przecież nadal jest żenującym, komunistycznym bublem prawnym) nie zawdzięczamy kierownictwu ROMBu (którego wtedy nie było) ani uporowi i determinacji oddolnych działaczy pokroju Pana Lewandowskiego (którzy byli bardziej obserwatorami niż uczestnikami tamtych wydarzeń), tylko zwykłemu fortunnemu zbiegowi przypadków, jakiejś unijnej dyrektywie (która wymuszała nowelizację) oraz grupie różnych (przeważnie drugorzędnych i tradycyjnie niekompetentnych) posłów z różnych ugrupowań parlamentarnych (głównie postkomuna), którzy nawet nie byli zwolennikami dostępu do broni (nawet reglamentowanego) i w dużej mierze nie mieli chyba za bardzo pojęcia co właściwie robią. Ale jeśli już mielibyśmy kogoś za to wszystko całować po rękach, to chyba właśnie tamten rząd i tamtych polityków, za to że jakoś im tak wyszło. A nie obecnych, aroganckich, zadufanych w sobie “zwolenników reglamentowanego dostępu do broni”, którzy są tak samo bezowocni i bezradni jak wszyscy inni, tyle tylko, że próbują to jakoś zamaskować.

        Osobiście, nie mam do ROMBu żalu, że tak mało robi w tej materii, bo doskonale zdaję sobie sprawę jak niewiele można zdziałać w ramach obecnego, patologicznego systemu. I nie miałbym nic przeciwko temu, że Pan Turczyn próbuje naciągać i wyolbrzymiać owe “wiekopomne dokonania” by mieć czym się pochwalić i nieco podnieść na duchu swoich sympatyków.

        Nie podoba mi się jedynie, że nader często Pan Andrzej używa tej całej mistyfikacji jako swoistego “młota na zwolenników powszechnego dostępu do broni”. Takie nieuprawnione wywyższanie się pogłębia podziały, zraża sympatyków i jest bardzo na rękę naszym wspólnym wrogom, którzy próbują zastosować na nas strategię “dziel i rządź”.

        • Andrzej Turczyn

          Wpis ciekawy, ale…. Ani mi się chce, ani mi przyjemnie dyskutować z przeciwnych stanowisk z posiadaczami broni palnej. Napisałem nie tak dawno moją deklarację ideową dostępu do broni palnej. o tu: http://trybun.org.pl/2015/12/18/moja-deklaracja-ideowa-o-prawie-do-broni-palnej/
          Wydaje mi się, że wyraziłem w tej deklaracji to, że ja to nawet jestem za powszechnym dostępem do broni palnej, ale widzę szansę na to taką, że trzeba iść powoli. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że jest bardzo dobrze, że są tacy co nie chcą tych małych kroków, a chcą już i teraz. Można nawet pomyśleć, że ich działanie to nasz wspólny interes. Oni już i teraz, ja powoli, małymi krokami, drogę pokonujemy wspólną w tym samym kierunku. Zdawałoby się….
          Ale, znowu ale. Ale i z nieznanych mi powodów, wielu zwolenników dostępu do broni palnej nie pojmuje powyższej zależności. Walczą o ten dostęp zwalczając tych co chcą iść w tym samym kierunku, ale wolniej. To dla mnie sprawa niepojęcie. Taki Braun dla przykładu, zarzuca nam, że my chcemy kaganiec Polakom nakładać. Nielogiczne to. To by było prawda, gdyby proponowane przez nas rozwiązania były bardziej restrykcyjne niż aktualne. Tak zaś nie jest. Zatem kaganiec nie chcemy nakładać, a luzujemy jego uwieranie, No i tego niektórzy pojąć nie mogą, nie chcą, sam nie wiem. Walczą ze mną, zamiast z wrogami wszelkiej wolności.
          NO to czasem odpowiadam, mrugając do nich oczami, aby zrozumieli. Napisałem moją deklarację i co, nadal trudno pojąć?

          • Minuteman

            Ja to pojmuję, próbuję jedynie zwrócić uwagę na możliwe przyczyny konfliktów nieporozumień w gronie ludzi, którzy myślą podobnie jak my. Po to aby móc je rozwiązać.

            Nie chcę stawać w roli adwokata pana Brauna ani tłumaczyć jego nieufnej i wrogiej postawy, ale wydaje mi się, że całe to nieporozumienie jest kwestią innej perspektywy. Projekt ROMBu jest lepszy, ale tylko relatywnie, na tle starej ustawy. Jeśli ktoś nie przeczytał uważnie starej UoBiA, ale za to dobrze zna kontekst historyczny (jak prawo do broni wyglądało w dawnych epokach) oraz zna rozwiązania prawne w bardziej cywilizowanych krajach niż Polska (USA, Szwajcaria, Finlandia etc), to po lekturze projektu ROMBu oraz po wysłuchaniu waszej argumentacji bardzo łatwo może odnieść błędne wrażenie, że projekt jest napisany i forsowany przez przeciwników dostępu do broni oraz propagatorów restrykcyjnej kontroli. Prawdopodobnie tak właśnie jest z panem Braunem, który nie zna Pana prywatnych poglądów i chyba naprawdę uważa was, za oszustów i amatorów konfitur warszawki.

            Dlatego uważam, że nie ma się co gniewać i obrażać. Trzeba pokazać im, że się mylą, ale nie odpowiadać atakiem na ataka. Trzeba cierpliwie i spokojnie tłumaczyć, szukając płaszczyzn porozumienia, i nie ustawać w próbach zjednania sobie tych ludzi. Od Pana, panie Andrzeju jako prezesa ruchu, który nas reprezentuje oczekuję, że będzie pan tym rozsądniejszym i pierwszym, który wyciągnie rękę do zgody ze wszystkimi środowiskami zwolenników broni, z którymi ROMB ma teraz złe relacje.

            Bardzo chciałbym, żeby ROMB potrafił dogadywać się z sympatykami JKM, Brauna, MMK, Hogi czy Cejrowskiego równie dobrze jak robi to z ze zwolennikami pana Pawła Chojeckiego.

            Może warto byłoby poważnie potraktować propozycję Pana BrzydkiegoBuraka i spróbować zaangażować się w zorganizowanie czegoś takiego?

            https://www.youtube.com/watch?v=0z4z6CBjqos
            (od 21:10 do 21:47).

          • Andrzej Turczyn

            Im więcej będzie głosów takich jakie prezentuje Pan, tym będzie to łatwiejsze. Nie mam co do tego wątpliwości.

  • Pingback: O projekcie ustawy o broni i amunicji, czyli o tym jak "Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły". | Andrzej Turczyn()

  • Artur P

    Po pierwsze – w kwestii formalnej. W art. 7 ust. 3 pkt 3 jest “broń gładkolufową, inną niż wymieniona w ust. 2 pkt 6”, a powinno być “broń gładkolufową, inną niż wymieniona w ust. 2 pkt 3”, bo pkt 6 to tłumiki dźwięku.
    A teraz merytorycznie. W art. 7 ust. 4 pkt 5 dodałbym na końcu “lub nabojów scalonych elaborowanych prochem dymnym (czarnym).” Jeśli zgadzamy się na cezurę 1885 roku, to powinniśmy zaakceptować to, że w owym czasie (już co najmniej od kilkunastu lat) używało się oprócz ładowania prochem czarnym “luzem” także nabojów scalonych. Wiele modeli broni sprzed 1885 roku konstruowane było już pod naboje scalone, elaborowane prochem czarnym (dymnym). Ograniczanie się wyłącznie do broni rozdzielnego ładowania jest według mnie nieuzasadnione, anachroniczne i ahistoryczne. Jest to błąd powtarzany za istniejącą ustawą.
    W art. 22 ust. 1 pierwsze słowa powinny brzmieć “Broń krótką załadowaną może nosić…”. W obecnym brzmieniu bez pozwolenia rozszerzonego nie będę mógł w ogóle przenosić swojej legalnie posiadanej (na pozwolenie podstawowe) broni krótkiej, nawet niezaładowanej.