Połowa nauczycieli ma Glocka kal. 45, zgadnij którzy.

glock45

W coraz bardziej zlewaczałej Ameryce taka wiadomość przed szkołą. Bardzo to pozytywne zjawisko. Działa na wyobraźnię potencjalnego przestępcy. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.

To praktyczna realizacja hasła: Złego człowieka z bronią może zatrzymać tylko dobry człowiek z bronią. W tym konkretnie przypadku nawet nie trzeba używać broni, wystarczająca jest wiedza, że połowa nauczycieli ją ma.

  • Amerykańce to mają lekkiego zajoba! Wszystko muszą mieć wielkie. Po co im czterdziestka piątka – do obrony w zupełności wystarczy przecież stara dobra dziewiątka.

    • Andrzej Turczyn

      Kaliber 45 jest do obrony lepszy niż 9 mm. 45tka to taki grzmot z nieba, a 9 to osa. Ja wolę grzmot z nieba.

      • max-bit

        No nazwijmy rzecz po imieniu .45ACP zabija skuteczniej. Szczególnie te w wersji HP. Po trafieniu nawet jedną .45 w korpus to praktycznie gwarancja szybkiego udania się na tamtą stronę.
        Jak to się ładnie tam nazywa ma “większą moc obalającą”
        Swego czasu (połowa lat 80) w USA chcieli wprowadzić 10mm AUTO które w pewnych odmianach dawały ponad 1000J 🙂
        No jest jeszcze .44Magnum od 1000 – 2000J (znane z brudnego)
        Jak ktoś chce być lepszy od brudnego to jest .454 Casull (2200 – 2600J)
        No i słynne .50 S&W do prawie 4000J (tak 4kJ z pistola)
        Choć u nas nie dostępne już ze względu na to że przekracza 12mm.

        • Krzysztof Jabłoński

          Te wielkie kalibry rewolwerowe to już moim zdaniem przegięcie. Duża moc i prędkość wylotowa powyżej 450 m/s to ryzyko ofiar postronnych i niebezpieczne rykoszety, zwłaszcza jak jest amunicja płaszczowa. Za to 10mm auto z pociskiem 230 grain JHP jest sporo bezpieczniejsza dla otoczenia a w pół kroku zatrzyma nawet sowieckiego atletę na sterydach.

  • Szprogus75

    Co prawda to prawda. .45 jest zajebista. Kto nie strzelał nich spróbuje. To jest jak miłość od pierwszego wejrzenia :).

  • Tadeusz Pankracy

    W Polsce to chyba nie byłoby możliwe.
    Nie wiem czy w szkole znalazłoby się aż tylu (połowa) nauczycieli, którzy przeszliby badania psychologiczne. No chyba, że od moich czasów szkolnych coś się zmieniło 🙂