Szczepan Twardoch „Zabawy z bronią”, Sztuka możliwego.

Przeglądając dzisiaj książkę Szczepana Twardocha „Zabawy z bronią”. Przeczytałem z ciekawością rozdział zatytułowany Sztuka możliwego. Szczepan Twardoch z całą pewnością był i jest zorientowany w tematyce broni palnej w Polsce. Książkę wydał w 2009 roku, na tamten czas oceniał sprawy.

Minęło 8 lat od dokonania oceny i diagnozy, która moim zdaniem jest naprawdę celna. Jesteśmy niemal o dekadę dalej. W 2011 roku powstał Ruch Obywatelski Miłośników Broni, to może nie jest polskie NRA, ale chociaż marzenia takie w głowie majaczą. Czy udało się przerwać zaklęty krąg? Czy dyskusja o broni trafiła do świadomości Polaków? Co waszym zdaniem udało się osiągnąć, jak zmieniła się Polska, jakie możliwości przed nami, na co powinniśmy mierzyć w swoich zamiarach?

Zachęcam do przeczytania tego rozdziału i zapraszam do dyskusji.

A tak zupełnie na marginesie, to ta książka powinna stać się obowiązkowa lekturą szkolną!

 

twardoch2_Strona_1 twardoch2_Strona_2 twardoch2_Strona_3 twardoch2_Strona_4 twardoch2_Strona_5

 

 

  • Pawel W

    Bardzo aktualne. Też zgadzam się z autorem co do postawionych diagnoz, dlatego np.akcję pana Kolonko, uważam za niewypał w obecnej sytuacji. Obawiam się, że dopiero nagłe, powszechne zagrożenie sprawi, że ludzie przestaną myśleć – co by było, gdyby ten Kowalski z dołu miał broń, a zaczną myśleć – muszę mieć broń dla siebie, bo jest niebezpiecznie. Muszę mieć się czym w domu bronić!.
    Przytoczony fragment książki mógłby być datowany na 2016r.

    • Dariusz Sejud

      Jak napisał autor ksiązki , broń dla przeciętnego polaka to mityczne stworzenie, z natury złe i pokrętne. Jestem przekonany że wojna niczego by tu nie zmieniła.

      • Wojna by zmieniła bardzo dużo, ale jak zwykle byłoby o wiele za późno.

        • vilas

          nie zmieniła by myślenia feudalnego elit,
          zmieniła by o tyle, że ludzie co mają “pewne konserwatywne zasady” by przestali o nich mówić bo by zginęli

    • Jakub Cezary

      Nagłym powszechnym zagrożeniem jest kryzys uchodźczy, a pomimo to nie było zmiany w zachowaniu polityków i dostosowania obrony koniecznej i systemu reglamentacji broni do obecnej sytuacji geopolitycznej.

  • Minuteman

    Świetny artykuł. I bardzo aktualny, co niestety dowodzi tego, jak niewiele naprawdę się w tym temacie zmieniło.

    • Andrzej Turczyn

      Smutne to, ale prawdziwe. Zaczynając własne zaangażowanie w zmiany zasad dostępu do broni palnej w Polsce byłem przekonany, że to sprawa nieodległa. Myliłem się. Spustoszenie jakie jest w polskim społeczeństwie jest naprawdę poważne.
      Mam jednak wrażenie, że w bardzo krótkim czasie wiele udało się dokonać. Nie ze względu na zasługi moje ale z powodu dynamicznie zmieniającej się światowej rzeczywistości.
      Widzę również, że siła zła, mająca za cel utrzymanie rozbrojenia Polaków, potrafi dostosowywać się także do nowej sytuacji. Po wybuchu wojny na Ukrainie zdawało mi się, że zmiana zasad reglamentacji to kwestia krótkiego czasu. Nic z tego. Udało się wrogom wszelkiej wolności uśpić instynkt samozachowawczy i nadal grillujemy i cieszymy się ciepłą wodą w kranie, a do tego przecież mamy program 500+….

      • Robert N

        Powtórzę po panu – smutne ale prawdziwe

  • Jakub Cezary

    Tekst jak najbardziej aktualny poza jednym. Powszechna służba wojskowa to już przeszłość tak samo jak strzelanie z na lekcjach PO. Sam jestem z tych, którzy nie mieli w ręku broni z nadania państwa.

    Broń po raz pierwszy miałem w ręce na strzelnicy co było moją własną inicjatywą, a teraz mam wspomnianą broń CP Remingtona 1858.

    • Ja również na strzelnicy i z własnej nieprzymuszonej chęci, po raz pierwszy w życiu wziąłem do ręki prawdziwą broń palną bojową i z niej strzelałem. A efekt jest na razie taki, że czekam na licencję sportową strzelecką na 2017 rok i kiedy ją otrzymam (chyba w grudniu), to po Nowym Roku od razu na badania i papiery do komendy.
      Śmiem twierdzić, że podobnie jak ja, tysiące, a może miliony Polaków mogłoby się zarazić strzelectwem i miłością do broni po odwiedzeniu nawet jeden raz strzelnicy i po wystrzeleniu kilkunastu, kilkudziesięciu nabojów…

  • radekgo

    Romb nigdy polskim NRA nie będzie bo nie oferuje nic poza składka zwykłemu strzelcowi.
    Nie jest stowarzyszeniem kolekcjonerskim by ułatwić uzyskanie pozwolenia i nie chce nim być.
    Nie jest konkurencyjnym związkiem strzelectwa sportowego by oderwać się od działaczy , układów i wysokich kosztów utrzymania licencji.

    • Paweł Para

      “Nie jest stowarzyszeniem kolekcjonerskim (…) Nie jest konkurencyjnym związkiem strzelectwa sportowego”

      Tak samo jak NRA.

    • Andrzej Turczyn

      Tak, ROMB nie chce konkurować z żądnym stowarzyszeniem, bo nasza misja nie jest konkurowanie czy pomoc w pozwoleniach, a wpływ na zmiany prawa i świadomości społecznej.

    • PK

      Nie jest stowarzyszeniem kolekcjonerskim ani związkiem strzeleckim, nie pomoże też bezpośrednio uzyskać czy utrzymać pozwolenia. Ale nie taka jest jego rola. Chodzi o to, żeby duża liczba osób zainteresowanych tematem broni była zrzeszona w jednej organizacji. To jedyny sposób, żeby nasz głos coś znaczył – i na takiej zasadzie działa właśnie NRA, chociaż oczywiście skala zupełnie inna i trochę jeszcze czasu minie, zanim ROMB będzie miał taką siłę przebicia.

  • Andrzej Turczyn

    Poprosiłem Pana Szczepana Twardocha o kilka odpowiedzi, odmówił. Jestem co najmniej rozczarowany. No ale może ja nie wszystko rozumiem.

    Napisałem taką wiadomość:

    Witam
    Czy zechciałby Pan udzielić kilku odpowiedzi na pytania dotyczące broni palnej. Odpowiedzi w formie wywiadu z Panem chciałbym zamieścić na moim blogu trybun.org.pl ?
    Gdyby zechciał Pan, przedstawiam poniżej pytania:

    W swojej książce „Zabawy z bronią” w rozdziale „Sztuka możliwego”, zaprezentował Pan swoją ocenę społeczeństwa polskiego jako niezainteresowanego problemem broni palnej. Nastanie zmian prognozował Pan na dziesięciolecia. Proszę o Pana komentarz, czy niemal dekadzie od dokonania tej oceny dostrzega Pana jakieś zmiany. Jakie Pana zdaniem to zmiany i czym wywołane lub z jakiego powodu ich brak?

    W tej samej książce stwierdził Pan, że wszystko na co możemy liczyć to odebranie policji prawa do reglamentowania dostępu do broni i zniesienie urzędniczej uznaniowości w decyzji. (s. 117) Po wydaniu książki nastąpiła nowelizacja ustawy z 2011 roku. Co sądzi Pan o efektach tych zmian, których zamierzeniem było przecież odebranie uznaniowości?

    Czy Pana zdaniem Polacy powinni głośno i stanowczo domagać się zmiany prawa o broni, czy też po cichutku prosić o wysłuchanie?

    Poseł klubu poselskiego Kukiz’15 Bartosz Józwiak twierdzi, że pod projektem nowej ustawy o broni i amunicji zebrane są już podpisy posłów, a projekt lada chwila wpłynie do laski marszałkowskiej. Jak pan ocenia szanse uchwalenia nowego aktu prawnego, który po pierwsze ostatecznie zlikwiduje policyjną uznaniowość, a po wtóre przekaże pozwolenia administracji cywilnej, no i ustanowi zupełnie odmienny system reglamentacji pozwoleń na broń, nie według deklarowanego celu wykorzystywania broni, a według kryterium kompetencji posiadacza broni?

    Czy broń palna to dla Pana tylko przedmiot, czy to coś więcej niż urządzenie do rażenia celów na odległość?

    Nie mamy w Polsce NRA, ale w 2011 roku powstał Ruch Obywatelski Miłośników Broni, jakie przesłanie chciałby Pan przekazać naszym członkom i sympatykom?

    Czy czyta Pan czasem trybun.org.pl?

    • Pawel W

      Ja powiem tak – obecna ustawa nie pasuje do mnie, bo ja broń traktuję jako przedmiot użytkowy. Nie rajcuję się nią, nie interesuje mnie za bardzo historia ani kolekcjonowanie, nie chcę się jakoś szczególnie doskonalić w posługiwaniu nią, wystarczy, że będę w miarę bezpiecznie się nią posługiwał i celnie strzelał w sytuacji zagrożenia – zupełnie tak samo, jak traktuję samochód – nie jestem ani kolekcjonerem, ani kierowcą zawodowym/sportowym. Czekam na nową ustawę z niecierpliwością, wtedy pewnie wyrobię sobie uprawnienia do noszenia.

  • PK

    Sporo z tego tekstu zachowało aktualność, zwłaszcza jeśli chodzi o podejście władz do zmian w ustawie. Władza się co prawda zmieniła, ale to nic nie zmieniło. Co prawda docierają do mnie z różnych źródeł informacje, że prace nad zmianą ustawy trwają, ale brak w nich konkretów, a zmiany mogą być i na lepsze, i niestety na gorsze (chociaż mówi się raczej o zmianach w dobrą stronę).
    Druga kwestia – jak broń postrzega przeciętny Kowalski. W przytoczonym fragmencie autor wspomina o 10 strzałach na przysposobieniu obronnym i 20 w wojsku dla tych, którzy załapią się na pobór. To już niestety nieaktualne, a strzelanie w szkole średniej już wtedy (tj. 2009) raczej się nie zdarzało. Co za tym idzie większość osób nie ma nawet tego minimalnego doświadczenia z bronią.

    Jednak trudno nie zauważyć pozytywnych zjawisk, jakie zachodzą od tamtego czasu. Bardzo jest to widoczne np. w mediach. Jeszcze nie tak dawno gdy temat dostępu do broni pojawiał się w dyskusji, a było to za zwyczaj przy okazji kolejnej strzelaniny gdzieś w USA, to przekaz był jednoznacznie negatywny. Dyżurny ekspert Dziewulski opowiadał, jak to sąsiad będzie strzelał do sąsiada, bo pokłócą się przy grillu. Głosu z drugie strony nie było wcale, albo był zakrzyczany. Obecnie coraz częściej w tego typu programach biorą udział przedstawiciele środowisk strzeleckich, przedstawiają rzeczowe kontrargumenty i obalają kolejne mity od tak dawna obecne w świadomości Polaków. Dużą zasługę przypisuję w tej kwestii działaniom ROMB’u, który nie jest (jeszcze) pełnoprawnym odpowiednikiem amerykańskiego NRA, ale zasług w kierunku odkłamania rzeczywistości i propagowania kultury posiadania broni trudno mu odmówić (Swoją drogą grunt jest podatny, więc może czas na jakąś małą akcję promocyjną?). To sprawia, że powolutku opinia polaków o dostępie do broni się zmienia, tym bardziej że widzą, co się dzieje na świecie, i to już nie gdzieś w odległej Azji czy Afryce, ale tuż za progiem.
    Jeśli weźmiemy pod uwagę sam praktyczny dostęp do broni, to również widzę zmiany w dobrą stronę. Chociażby w tym, ile osób zapisuje się do naszego stowarzyszenia kolekcjonerskiego i uzyskuje pozwolenia tą drogą. Oczywiście wciąż jest to mała liczba w skali kraju, ale pamiętajmy że startowaliśmy praktycznie od zera. Ostatnio nawet grupa kilku osób ode mnie z pracy zapisała się do klubu, celem uzyskania pozwolenia drogą sportową.
    Jest też bardzo dużo osób, które co prawda nie starają się jeszcze o własną broń, ale przychodzą na strzelnicę, próbują “z czym to się je”, i co cieszy za zwyczaj wracają. Również na okazjonalnych imprezach chętnych do postrzelania nie brakuje. Na Warszawskim Pikniku Strzeleckim pojawiały się całe rodziny i strzelali nie tylko ojcowie, ale żony i dzieci też. Takie niezobowiązujące imprezy są idealnym sposobem na promocję strzelectwa.

    Podsumowując – jeszcze daleka droga przed nami, ale mimo wszystkich przeciwności uważam, że zmierzamy we właściwym kierunku. Może trochę nazbyt optymistycznie, ale mimo wszystko takie odnoszę wrażenie.