Policyjne bezprawie w postępowaniach o pozwolenie na broń – społeczna determinacja jest w stanie je demaskować i powstrzymać.

nowości.com.pl: – Będziemy się domagać od komendanta kujawsko-pomorskiej policji zadośćuczynienia za krzywdy, wyrządzone poprzez bezpodstawne cofnięcie pozwoleń na broń – precyzują poszkodowani. Pozwów mogą być setki, bo strzelcy są zdeterminowani.

– Czteroletnia walka z bezprawnym działaniem naczelnika Wydziału Postępowań Administracyjnych KWP w Bydgoszczy, akceptowanym przez kolejnych komendantów, przyniosła nam szkody moralne i materialne – przekonują członkowie Bydgoskiego Towarzystwa Strzeleckiego „Kaliber”. Mówią o sprzedawanych za grosze karabinach i pistoletach oraz o opuszczaniu macierzystych klubów strzeleckich przez tych, którym policja cofnęła zezwolenie na broń lub zagroziła ich zabraniem.

– Naczelnik Krzysztof Stefański z KWP w Bydgoszczy i jego przełożeni zignorowali art. 4 znowelizowanej ustawy, który stanowi, że „zachowują ważność dokumenty, potwierdzające legalność posiadania broni, wydane przed wejściem zmian w życie” i nie mając ku temu podstaw, zażądali od nas aktualnych patentów i licencji z PZSS – słyszymy od strzelców z cofniętymi zezwoleniami. Jest wśród nich Andrzej N., któremu komendant wojewódzki odebrał nabyte legalnie prawa, uzasadniając to „ustaniem okoliczności faktycznych, które stanowiły podstawę wydania pozwolenia na broń” i tym, że „z uwagi na brak aktualnej licencji Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego w interesie publicznym nie leży zachowanie stronie pozwolenia na broń palną do celów sportowych”.

– Komendant Główny Policji stanął na stanowisku, że interpretacja przepisów w Kujawsko-Pomorskiej Komendzie Policji była prawidłowa, bo gdyby uznał inaczej, uchyliłby naszą decyzję – zauważa Monika Chlebicz, rzeczniczka K-P KWP w Bydgoszczy. Rapkiewicz był w szoku, gdy kolejni członkowie BTS „Kaliber” dostawali z KWP wezwania do dostarczenia licencji i patentu, wydanych przez… Polski Związek Strzelectwa Sportowego.

– Chcą zrobić z tego stowarzyszenia monopolistę, zmuszając inne związki strzeleckie do wstępowania w szeregi PZSS i do obowiązkowego kupowania tam patentów i licencji za kilkanaście milionów rocznie – twierdzi Rapkiewicz.

Skąd taka kwota? – 17 tys. Polaków ma pozwolenia na broń sportową. Egzamin na patent strzelecki kosztuje w PZSS 400 zł, a wydanie plastikowej karty patentu – 60 zł. Coroczne odnawianie licencji to opłata rzędu 50 zł, a za udział w zawodach, świadczący o aktywności posiadacza broni, płaci się od 50 do 200 zł od każdej konkurencji, więc PZSS zarabia na każdym nowym członku kilkaset złotych rocznie – wylicza prezes Narodowej Federacji Strzeleckiej i BTS „Kaliber”, organizacji, które do PZSS wstępować nie chcą.

– Polskie prawo stanowi, że nikogo nie wolno zmuszać do udziału w konkretnym stowarzyszeniu, więc jak to się dzieje, że policja próbuje wymusić obowiązek wstąpienia do Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego na członkach innych strzeleckich stowarzyszeń? – zastanawia się Rapkiewicz. Jego stowarzyszenie BTS „Kaliber” działa od 1992 r., ma własną strzelnicę, szkoli i organizuje imprezy strzeleckie.

Naczelny Sąd Administracyjny, rozpatrując skargi członków BTS „Kaliber”, którym cofnięto pozwolenia na sportową broń, uzyskane przed zmianą ustawy z 2011 r., nie zostawił suchej nitki na poczynaniach szefa kujawsko-pomorskiej policji. „Skarżący otrzymał pozwolenie na broń palną sportową w czasie, gdy uzyskanie pozwolenia na posiadanie tego typu broni nie wiązało się z koniecznością uprawiania sportu o charakterze strzeleckim. To pozwolenie nadal zachowuje swoją moc i nie ma żadnego przepisu, który pozbawiałby je mocy prawnej, bo podstawą wydania skarżącemu pozwolenia na broń palną sportową była jego deklaracja o zamiarze podnoszenia umiejętności strzeleckich i tylko ustalenie, że zaniechał on doskonalenia tych umiejętności, mogłoby być podstawą do cofnięcia mu pozwolenia na broń, przyznanego decyzją Komendanta Wojewódzkiego w Bydgoszczy” – czytamy w uzasadnieniu wyroku NSA z 6 października 2016 r., uchylającego decyzję KWP w Bydgoszczy o cofnięciu pozwolenia Waldemarowi S. Więcej…

(źródło nowosci.com.pl)


Krótki komentarz. Niezwykle mnie cieszy, że takie sprawy mają miejsce i wychodzą na światło dzienne. Ta i podobne jej sprawy obrazują skalę policyjnego bezprawia w sprawach o pozwolenie na broń. Okazuje się też, że społeczna determinacja przeciwko samowoli policyjnych urzędników przynosi zwycięstwo. Prawo triumfuje nad bezprawiem. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, bo nie do pojęcia jest stawianie znaku równości pomiędzy policyjnym działaniem, a bezprawiem, jest to najszczersza prawda.

Policja tylko w 2015 roku cofnęła ponad 900 pozwoleń na broń w celu sportowym. Ile cofnięto na przestrzeni 5 lat od dnia wejścia w życie ustawy o zmianie ustawy o broni i amunicji (marzec 2011 r.)? Ile spraw miało tożsamą podstawę z opisaną w powyższym artykule? Jestem przekonany, że są to poważne ilości.

Naczelny Sąd Administracyjny kontynuuje orzecznictwo, które opisywałem we wpisie Strzelectwo sportowe można uprawiać bez posiadania patentu i licencji wydawanych przez PZSS. Myślę jednak, że aby definitywnie zmienić to co wywołuje niezadowolenie – działalności policyjnych decydentów, konieczna jest zmiana prawa i odebranie Policji kompetencji do wydawania pozwoleń na broń. W demokratycznym państwie prawa, człowiek nie ogłupiony wszechogarniającym go bezprawiem, nie byłby w stanie zaakceptować faktu, że po 5 latach od dnia wejścia w życie prawa dopiero zaczyna być należycie stosowane.

Policja nie zdała egzaminu, okazała się przysłowiowym „państwem w państwie”. Przyczyn tego jest cały szereg, piszę o tym nieustannie. Po pierwsze Policja instytucjonalna aparatu komunistycznego bezpieczeństwa. Po wtóre kontynuacja kadrowa i przejście milicjantów do Policji, a za nimi nawyków i szacunku do stanowionego prawa. Po trzecie patologiczna ustawa o broni i amunicji z 1999 roku, będąca w istocie kopią komunistycznej ustawy z 1961 r., napisana w ten sposób, aby ten co miał mieć, broń posiadał. Po czwarte bezkarność wysokich policyjnych urzędników za stwierdzone naruszenia prawa. Tak można by jeszcze pewnie kilka przyczyn znaleźć. Moim zdaniem czas na zmiany i nadarza się ku temu stosowna okazja, projekt nowej ustawy już w Sejmie.

Tylko czy PiS – władza, która deklarowała, że będzie po stronie obywatela, rzeczywiście stanie po stronie Polaków? Po stronie Polaków przeciwko patologiom wykonywania prawa, przeciwko korporacjom, co ciągną poważne pieniądze z konieczności przynależności do tych czy innych związków. Czy też PiS już się zaprzyjaźnił z kim trzeba i do czego im potrzebne opowiedzenie się po stronie Polaków…