Wojsko ze wschodu walczyło z rozkazu Stalina i nie o wolną Polskę!

Niedziela, za oknem nawet ładna pogoda. Trochę zimno, ale słońce świeci. Tak piękna panorama przed moim domem, jak na zdjęciu. Dobrze się pisze w takich okolicznościach przyrody.

Tylko co mi po pięknych widokach, gdy prawda jest dzisiaj w Polsce fałszowana, gdy o prawdę każdego dnia trzeba wojować. Wczoraj prezydent Andrzej Duda zrównał żołnierzy i generała Andersa i żołnierzami i samym tow. Berlingiem stwierdzając, że jedni i drudzy walczyli za wolną Polskę. W swoim przemówieniu wygłoszonym podczas obchodów 72 rocznicy forsowania Odry, stwierdził:

Powiedział to pan prezydent Andrzej Duda o Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, która wprost po zdobyciu Berlina zajęła się zwalczaniem “band kontrrewolucyjnych” czyli mordowaniem żołnierzy Wojska Polskiego, których dzisiaj czcimy jako Żołnierzy Wyklętych, utrwalaniem władzy ludowej, która ujarzmić miała Polaków. O taką “wolność” walczyli żołnierze tow. Berlinga jaką zapewniali Żołnierzom Wyklętym. O taką “wolność” walczyli żołnierze tow. Berlinga, jaka była w Polsce przez dziesięciolecia PRLu. Nie kupuję “prawdy”, że PRL to była wolna Polska. Taka “prawda” powinna być pisana cyrylicą – правда.

(za Twitter prof. Sławomir Cenckiewicz)

W mojej głowie nie bardzo chce się zmieścić rozdwojenie jakie aplikuje do głów Polaków pan prezydent Duda. Zawsze żyłem w przekonaniu, że wojsko nazywane polskim, które przyszło do Polski ze wschodu z sowietami, nie walczyło o Polskę, z całą pewnością nie o wolną Polskę. Może nazwa Polska gdzieś tam powiewała, ale to nie była Polska wolna, przyjazna Polakom. To co oni nam przynieśli na swoich bagnetach to terror, mordy, totalitaryzm, stalinowskie sądy, niesprawiedliwość, z której do dzisiaj trudno jest nam się wyzwolić. Tow. Berling i jego żołnierze walczyli o to, aby Polska w ramach ZSRR mogła w sposób pełnowartościowy się rozwijać. Tow. Berling i jego żołnierze nie służyli ani Polsce, ani Polakom, tylko swemu genialnemu wodzowi ludu pracującego i narodów uciśnionych, czyli tow. Stalinowi, ujarzmiając Polskę i Polaków. Tak właśnie mówił i pisał tow. Berling, sowiecki pachołek zwerbowany przez ruską agenturę aby realizować ruskie interesy, obywatel ZSRR, skazany na śmierć za dezercję z Wojska Polskiego. Niech mi nikt nie wciska правда, że to był żołnierz polski.

(za Facebook Wojskowe Biuro Historyczne)

Generał Władysław Anders walczył o Polskę, tow. Berling był sowieckim obywatelem i sługusem tow. stalina. Mamy święty obowiązek widzieć tą różnicę. Nie możemy pozwalać na ogłupianie Polaków choćby milczeniem, które jest przyzwoleniem na sączenie fałszu. Krew przelana przez wojsko, które weszło do Polski ze wchodu nie była krwią przelaną za wolną Polskę! Wiem, że tam byli szeregowi żołnierze i nie każdy wszystko pojmował, może byli tacy co myśleli, że za Polskę giną. Może to jest prawda. Tylko to nie Ci żołnierze decydowali o czymkolwiek. Nawet gdyby wydawało im się, że walczą o Polskę, było to przekonanie błędne. Może w dobrej wierze, może usprawiedliwione ogłupiającą propagandą, ale błędne, fałszywe, pokazały to fakty – terror, mordy, totalitaryzm, stalinowskie sądy, niesprawiedliwość, poddanie Polski sowieckim interesom. Wierząc w jedno, przynieśli nam drugie – to, co dowódca kazał, dowódca kazał to, co chciał tow. Berling, tow. Berling chciał co kazał wódz i geniusz Stalin. 

Co ciekawe w swej narracji pan prezydent Duda nie jest osamotniony. Taką samą myśl jak pana Prezydenta wygłaszał już wcześniej tow. Leszek Miller oraz współautor stanu wojennego, absolwent przeróżnych sowieckich uczelni tow. генерал Franciszek Puchała:

(za Twitter Aleksandra Ściosa twitter.com/SciosBezdekretu)

Takie zbieżne myśli… Osobiście trudno mi uwierzyć, że to jedynie przypadek. W myśl bowiem biblijnej reguły: z obfitości serca mówią usta człowieka. A w podsumowaniu dla wszystkich czytelników, słowa generała Władysława Andersa o wojsku, które zdaniem pana prezydenta Dudy było wojskiem polskim, przelewającym krew za wolną Polskę.

 

No i znowu będzie awantura o to co tu napisałem. Trudno, ważniejsza jest prawa, ważniejsze są zasady, niż czyjś spokój ducha i niezakłócone oglądanie widoków jak za moim oknem…

 

  • Adam Dera

    Część żołnierzy LWP miała wybór- albo zgnić gdzieś na Syberii, albo przyjść i walczyć. Dzielenie żołnierzy na lepszych i gorszych jest poniżej pewnego poziomu, to byli Polacy. Uważam, żę każdy ma prawo być dumny jeżeli jego dziadek walczył w LWP tak samo jak ma prawo być dumny ten, kogo dziadek służył w AK. Wśród obu tych organizacji zdarzali się zdrajcy, bandyci i mordercy, a wybielanie jednej grupy i oczernianie drugiej jest zwyczajnym zakłamywaniem historii.

    • Andrzej Turczyn

      Nie zgadzam się z tym, że można być dumnym z kogokolwiek, kto jako żołnierz LWP walczył z Wojskiem Polskim, nazywanym bandy kontrrewolucyjne. To nie powód do dumy, a do wstydu.

      • Adam Dera

        No tak, lepiej było zgnić na Syberii niż wrócić do kraju i walczyć z ówczesnym okupantem. Utwierdzam się w przekonaniu, że niestety nie ma sensu nawet z Panem dyskutować bo zamiast odwoływać się do faktów zawsze przywołuje Pan emocje. Równie dobrze mogę stwierdzić, że bycie dumnym z kogoś kto uczestniczył w okradaniu i terroryzowaniu cywili to powód do wstydu. Takie sytuacje bardzo bardzo rzadko, ale miały miejsce wśród dawnych członków AK po wojnie- nie każdy był bohaterem. Dwaj moi pradziadkowie służyli w AK, a mimo to uważam, że oceniać powinniśmy ludzi jako jednostki, a nie przez pryzmat ich dowództwa czy samej organizacji do której przynależeli. Równie dobrze można uznawać, że żołnierze na zachodzie Europy walczyli nie dla Polski, a dla Francji i UK.

        • norfonde

          “[…] Równie dobrze można uznawać, że żołnierze na zachodzie Europy walczyli nie dla Polski, a dla Francji i UK.”

          Tylko, że na zachodzie proces formowania Polskich oddziałów był inicjatywą oddolną, a nie odgórną i polityczną potrzebą stworzenia armii mięsa armatniego, którego ocalałe resztki ku wdzięczności sowieckiej dobroci miały stworzyć nowe państwo dla nowego socjalistycznego ludu pracującego.

          Jak chcesz podyskutować o faktach to najpierw te fakty poznaj.

          O ile potrafię się zgodzić, że dołączenie do “ruskiej” armii było nie najgorszą metodą na powrót do kraju, o tyle resztę wyjaśnił już -Minuteman- dwa posty niżej.

          • Grajec1

            Perfidia dysponentów Polskiej masy zarówno tych z zachodu jak i ze wschodu była jednakowa.Zawsze nas rozgrywali przeciw sobie, zgodnie i w porozumieniu od czasów powstania styczniowego co i dotychczas dzięki naszej głupocie i zaślepieniu czynią nadal ku korzyści swojej nacji.

          • TakieTamLicho

            OTÓŻ TO ! A całej dyskusji by nie było,gdyby Pan Andrzej i politycy “prawicowi” potrafili łaskawie odróżnić służbę w LWP od służby w KBW i weteranów od poległych. Oczywiście po wojnie również część wojskowych z LWP było wysyłane do walki z wyklętymi.I przez pierwsze lata właściwie obie strony – i “wyklęci” i ludzie z LWP nie mieli wielkich chęci do siebie strzelać.Były nawet przypadki dezercji i przyłączania się do oddziałów “wyklętych”.
            Dlatego komuniści włączali żołnierzy do oddziałów KBW oraz oddawali żołnierzy LWP pod dowództwo UBków.Dodatkowo nie zapominajmy,że za “tchórzostwo” wobec podziemia komuniści często nawet i ROZSTRZELIWALI żołnierzy LWP.

            LWP to było wojsko komunistyczne,w sztabach siedzieli komuniści ale jeśli chodzi o szeregowych żołnierzy – nazwanie ich wszystkich bez wyjątku zdrajcami to DUŻE NADUŻYCIE.

          • Grajec1

            Może wypowiedz Pana Prezydenta to zapowiadana a tak wyczekiwana zmiana w sposobie widzenia prawdy i przyczyny naszej niedoli narodowej w podziale na tamtych i naszych.
            Może w końcu dojdą do tego, że włażenie na siłę w d… do niczego nie prowadzi a stajemy się na około pośmiewiskiem.Znałem członków AK, WIN, NSZ służących w LWP oraz w milicji po wojnie, jedni przeżyli inni nie. Dzielenie narodu w/g formacji,poglądów, pochodzenia, koloru skóry jest zbrodnią przeciwko Polsce.
            Tak bo każdy podział osłabia nas a nie naszych wrogów !

          • Mozets

            Zamieszczę jedno z moich opowiadań ze zbioru “Stefek z Rozwadowa”. Jak wyglądała często organizacja Milicji o mało co nie Obywatelskiej tuż po wejściu ACZ i NKWD na wschodnie tereny (obecnej) Polski.

            **************
            Jasiek milicjant- obrońca
            miasteczka Stefka

            /// W miasteczku Stefka pojawia się nowa władza. Władza
            rekrutuje się z dołów społecznych – bo inteligencja jest już w dużej mierze już wybita, ( i mordowana sukcesywnie) . Resztki przedwojennej udają nieudolnie proletariat. Więc czasem na zwykłego stójkowego wyznaczany jest imbecyl.
            Wyznaczają oni poziom intelektualny władzy. (“Kadry decydują o wszystkim” ( a kucharka może rządzić państwem…) – jak powiedział tow.Władymir Iljicz Uljanow ksywa “Lenin”).///

            ***

            Jasiek był dużym, zwalistym, młodym chłopem z wioski
            niedaleko miasteczka. Miał niebieskie oczy i gęstą jak strzecha – jasną czuprynę, poza tym był bardzo silny.
            Chodził powoli, mówił powoli i myślał – także powoli.
            Z tego powodu na miejscowych festynach nie miał zbyt wielu
            kolegów chyba, że wywiązywała się bójka. Wtedy wszyscy chcieli mieć Jaśka w swojej ekipie i po swojej stronie.
            Jasiek wtedy gdy się mu pokazało kto jest nieprzyjacielem, włączał swoje ramiona jak potężne cepy i po jego przejściu , na
            łące przy festynowych deskach zostawało pobojowisko ciężko poturbowanych. Którzy mieli czelność i odwagę stawić opór
            Jaśkowi. Po wykonaniu tej pracy, Jasiek był szczodrze częstowany piwem i poklepywany po potężnych plecach przez
            swoich mocodawców.
            Był wtedy szczęśliwy.
            Natomiast drużyna przeciwna wycofywała się w pobliskie
            krzaki – klnąc i złorzecząc Jaśkowi, oraz źle wspominając wszystkie kobiety w jego rodzinie do 3 pokolenia wstecz.
            Z matką włącznie.
            Z chwilą zainstalowania w miasteczku nowej władzy
            robotniczo-chłopskiej , wystąpiło duże zapotrzebowanie na osobników w rodzaju Jaśka – jako pierwszej linii obrony ( i ataku) władzy ludowej.
            Osobnicy o inteligencji wyższej od Jaśka, nie nadawali się
            do takiej roboty i dlatego rezygnowano z ich usług.
            Zresztą do kierowania takimi monstrami jak Jasiek, używano
            innych egzemplarzy. Najczęściej byli to przedstawiciele rdzennej polskiej ludności o charakterystycznych słowiańskich cechach.
            Tzn. byli to bruneci
            o dużych haczykowatych nosach i mówiący wczesnosłowiańskim slangiem „jidysz”.
            Posiadali wspaniałe polskie nazwiska
            jak : Różański, Poznański, Warszawski, Holenderski, Amsterdamski, Krynicki, itp. Wszystkim tym osobnikom
            (płci męskiej) przydarzył się w dzieciństwie niegroźny wypadek, po którym zostali pozbawieni tzw. napletka.
            Złośliwcy twierdzili, że to pozostałość po chrzcie – przy użyciu scyzoryka.
            Do pomocy jako instruktorów mieli także rdzennych Polaków,
            posługujących się z kolei innym narzeczem
            – z rozkosznym wschodnim zaśpiewem. W piśmie nazywano to cyrylicą. Zastępy tych instruktorów szkolone były już od 1917 roku i posiadały wysoki poziom wyszkolenia. Planowano ich użycie na terenach polskich już w 1920 roku ale z powodu niechętnego marszałka Piłsudskiego ich etaty uruchomiono dopiero 24 lata później. Straty czasowe nadrabiano
            zwiększoną gorliwością i pracą w nadgodzinach. Np. praca w MBP trwała 24 godziny na dobę bez odpoczynku ( dla przesłuchiwanych).
            Wszyscy oni kochali naszą wspólną Ojczyznę i w trosce o jej niepodległy byt i szczęście , – wysyłali na Sybir niektórych chorych obywateli, którzy źle pojmowali wierność Ojczyźnie. Również do sanatoriów rozmieszczonych po całym dalekim
            wschodzie przyjaznego i opiekuńczego państwa – CCCP.
            Całkowicie bezpłatnie.
            Prewentoria organizowane były na miejscu w kopalniach węgla,
            uranu, oraz kamieniołomach – w najpiękniejszych miejscowościach na terenie całego kraju.
            Dla kogo zabrakło miejsca – umieszczano go w luksusowych
            piwnicach i lochach Urzędu Ministerstwa
            Bezpieczeństwa Publicznego. Tam stosowano wobec nich najnowsze rodzaje terapii i uzupełniano je grami towarzyskimi jak np.: wyrywanie zbędnych paznokci, polewanie na mrozie zimną wodą, zdrowotne kąpiele w fekaliach, czy niewinne łamanie kości i przypalanie papierosem. Bicie i kopanie było tylko przerywnikiem , niewartym wspominania. Niektórym brakowało w organizmie wielu cennych pierwiastków – jak np. ołowiu. Aplikowano go w jednorazowych dawkach – w tył głowy.
            Pomagało to zdecydowanie i chorzy powracali do obiegu
            użyźniając kąty więziennych podwórek, wysypiska śmieci, nieużytki, okoliczne lasy i bagna.
            Niektórzy mieli szczęście zakosztowania kąpieli
            dezynfekcyjnej w dużych dołach z wapnem palonym – tuż po kuracji ołowiem. Zmieniali się nie do poznania.
            Zapotrzebowanie na osobników podobnych do Jaśka było więc
            olbrzymie, ponieważ niejaki towarzysz Werfel hołdował zasadzie, iż „za mordę nie powinien brać Mosiek -Staśka , a
            Stasiek – Staśka”.
            I do tego nadawali się właśnie bardziej osobnicy pokroju
            Jaśka – bardziej debile niż inteligenci.
            Jasiek dostał więc karabin, kieszeń naboi, mundur i opaskę.
            Czapkę i kilka granatów.
            Był dumny i czuł się potrzebny.
            Miał teraz być autorytetem dla mieszkańców miasteczka –
            którzy przed wojną uważali go za niedorozwiniętego.
            Całe szczęście, że nowa władza poznała się na nim i
            powierzyła mu zaszczytną funkcję nauczania tej nierozgarniętej ideologicznie ciemnej masy miasteczka – nowego, internacjonalistycznego spojrzenia na byt. Jednak ta ciemnota była nie reformowalna i nic sobie nie robiła z opaski Jaśka, jego pięknego karabinu i blasku bijącego od funkcjonariusza. Nawet
            głupkowato się uśmiechali, pukali w czoło, a wyjątkowo niewychowani – nawet pluli na ziemię.
            Było to prymitywne chamstwo.
            Jasiek nic sobie z tego jednak nie robił, bo wstrętne,
            sanacyjne, przedwojenne czasy zahartowały go już na tą jawną niesprawiedliwość i krzywdę ludu.
            Chodził po rynku miasteczka i sama jego obecność owocowała w sposób zdecydowany o wzroście praworządności na ulicach.
            Nie było tylko z kim inteligentnie porozmawiać sobie jak
            Polak z Polakiem. Nagabywani nieostrożni kandydaci – natychmiast umykali w pierwszą boczną uliczkę.
            Jasiek postanowił więc udać się do miejscowej knajpy na rogu
            ulicy wylotowej z miasteczka.
            Usiadł w samym kącie przy drzwiach. Zauważył, że w jego
            pobliżu zaraz zrobiło się pusto i wszyscy amatorzy piwa przenieśli się z kuflami w drugi koniec sali.
            Jasiek zamówił piwo i czekał nudząc się niemiłosiernie.
            Postawił karabin w kącie i zaczął bawić
            się ręcznym granatem, który wyjął zza pasa.
            Po chwili stwierdził, że wyciągnął zawleczkę, a dodatkowo
            dźwignia granatu odskoczyła i spadła na ziemię.
            Dał się słyszeć trzask spłonki i nagle w powolnym umyśle
            Jaśka, jak na przyspieszonym filmie zaczęły jawić się obrazy zapamiętane z czasów okupacji. Pamiętał, że jeśli
            granat został uruchomiony – to z delikwenta albo zostawały nieruchome strzępy, albo brakowało mu później rąk , nóg i innych części ciała.
            Jasiek po raz pierwszy w życiu zrozumiał , że to on szykuje
            na tej sali coś, na co reszta nie zasługuje. Nawet pomimo, że nie chcieli z nim gadać.
            Nakrył więc granat swoim olbrzymim ciałem. Potężny wybuch
            podrzucił Jaśkiem do góry. A szyby w knajpie wyleciały na ulicę.
            I tak skończyła się obiecująca kariera Jaśka jako utrwalacza władzy ludowej. Jaśkowi udała się jednak pośmiertnie rzecz niebywała. Wszyscy uratowani z knajpy – jak jeden mąż przyszli na pogrzeb Jaśka.I stwierdzili zgodnie: „jednak nie był taki do końca głupi”… Była to najwyższa pochwała jaka go spotkała , mimo że za późno. I niestety nie mógł się nią choć trochę – podelektować…
            © M. Mozets

          • Grajec1

            Mój zapis i jego zawartość to raczej moje marzenie odnośnie naszych……. Znam nazwiska takich Jaśków i tych co Jaśkami kierowali. Jest tablica np. na byłym PUBP w S…. gdzie odważni dokładnie zapisali w brązie kto był Jaśkiem a kto Jaśkiem kierował.Dzisiaj w EMPIKU widziałem książkę jak dobrze pamiętam” Oddział ” gdzie są zdjęcia całego oddziału AK z bronią przed ujawnieniem i po i już na służbie jako f. MO.Na oko około 30 osób.

          • Mozets

            Jak zwykle wyjątki potwierdzają tylko regułę. Ale jej nie obalają.
            Byli AK-wcy , którym nawet dowództwo AK powierzało wstępowanie do MO i UB by mieć dostęp do informacji.

          • Ireneusz

            Kurteczka ! Jak pan żeś wytrzymał w mundurze ?

          • Mozets

            Wyjaśnia to zamieszczony urywek z powieści “Trepy”. Proszę się zapoznać. A poszedłem do wojska mając 17 lat i nie mając pojęcia o życiu. Ojciec żołnierz wrzesnia i jeniec stalagu ( z KOP Czortków) naopowiadał mi tyle o honorze oficeró września – że chciałem zostać takim jak oni. To były lata 60-te. Nie było komputerów, nie było telefonów. Nikt nie myślał ,ze sowieci kiedykolwiek opuszczą nasz kraj. Miałem ogromne zamiłowanie do broni, w wieku 16 lat skonstruowałem i wykonałem własnoręcznie pistolet ( później rewolwer- zniszczone przez mojego ojca, konstrukcje dość prymitywne – ale działające, zrobione w piwnicy na warsztaciku) . Myślałem by zostać konstruktorem broni, dlatego zostałem specjalistą uzbrojenia. Niestety rzucono do mnie liniówki – rakietówki ( scudy) . Tam poznałem bagno politruków i rozpocząłem odwrót z LWP. Udało mi się jeszcze wyrwać stamtąd do Instytutu Uzbrojenia. Ale zbliżał sie stan wojenny i było za późno. Treba było zwijać żagle. I odszedłem do cywila na własną prośbę.

          • Mozets

            Istotnie potępianie w czambuł zwykłych żołnierzy walczących w składzie Krasnoj Armii – jest dzisiaj dość proste. Czy aby nie za proste. Czy ci żołnierze gdyby mieli taką hipotetyczną możliwość nie woleliby wejść do Polski od strony Łaby a nie od Bugu? Jeśli nie zabijali Polaków swoich braci a Niemców ( sorry nazistów) to czy ich krew była mniej wartościowa? Załączam zdjęcie inteligentenej twarzy wzorcowego żołni https://uploads.disquscdn.com/images/9b9cc91ffa36020ff56e895b5bccc02c090837863758c4d7164af0c138c94196.jpg erza KBW.

          • Witek

            Prawda jak zwykle odbiega nieco od idealistycznych wizji. Przypadek w mojej rodzinie. Mój wuj został powołany do LWP pod koniec wojny na Lubelszczyźnie. Po jakimś czasie razem ze swoim plutonem zdezerterował i przeszedł do tych “wyklętych” . Rzeczywistość jednak okazała się mało patriotyczna, ci wyklęci w zasadzie od zwykłych bandytów różnili się tylko orzełkami na czapkach. Ponownie zdezerterował i przez długie lata ukrywał się na wybrzeżu pod fałszywym nazwiskiem przed jednymi i drugimi.

          • Jalu Kurek

            Sad but true!

          • Grajec1

            Tu też człowiek jest za swoje wypowiedzi tępiony.
            Smutne ale prawdziwe oraz żenujące zwłaszcza jak się wymaga od innych.

        • No właśnie: nie należy wrzucać wszystkich do jednego wora zdrajców i oprawców. Jakim zdrajcą jest polski szeregowiec albo nawet ten wyższy, który wyrzynał hitlerowców pod dowództwem JAKIMKOLWIEK?

      • Mozets

        Panie Andrzeju, wpis Pana Adama Dery być może nie powinien mówić o dumie jaką zwykły szregowiec LWP idący z krasnoarmiejcami przez Polskę na Berlin powinien odczuwać. Ale istotnie mieli wybór – śmierć w Gułagach , lub walka z bronią w ręku. Jasne ,że nie byli tacy głupi, by nie domyślać się jak będzie wyglądał radziecki raj. Ale takie były realia. W jakich przyszło im żyć i walczyć wskutek zdrady już nie samego Stalina ale również Rosevelta i Churchila. I ci szeregowcy nie mieli takiego”rozumu” jak Pan dzisiaj – tyle lat po wojnie i po wejściu do NATO. Bo nie wiedzieli do końca czy w ogóle przeżyją. Ja służyłem i w LWP i w NATO. Nie mogę powiedzieć bym był dumny , że po mojej jednostce czasem pałętają się sowieccy żołnierze. Którzy osobiście również nie mieli nic do powiedzenia ubrawszy mundur. I ja i oni tkwiliśmy w tym układzie bo nie było innego wyjscia. Lepiej jak ja szkoliłem naszych żołnierzyków niż jakby to mieli robić sowieccy oficerowie. Pana enuncjacje są zbyt daleko idące. Idąc tym tokiem myślenia i nie mówiąc już o wojsku Berlinga(?) i tego alkoholika Tanenbauma, nikt w Polsce włącznie ze mną nie powinien iść na szkołę oficerską. Bo szeregowcy wyboru już żadnego nie mieli. I tak polską armią (LWP po wojnie do 1989r.) dowodzili by Rosjanie. Zauważa Pan ten nonsens ? Ja niezbyt mądrze ale honorowo przed stanem wojennym podałem się do dymisji i oddałem “bezcennną” czerwoną tekturkę. Ale czy wszyscy moi “koledzy” z LWP powinni byli to zrobić? Zauważa Pan ten absurd ??? Liniowe oddziały LWP nie walczyły ze zbrojnym podziemiem a robiły to specjalne oddziały KBW – do których dobierano starannie dobrany głównie chłopski – komunizujący element. Obiecując im “szczastie i dobrobyt” i przedstawiający tym prostym młodym chłopakom ze wsi podziemie jako “bandytów”. Jasne , że ci co ich szkolili nie byli tak ciemni i durni – ci wiedzieli co robią. I co? Dzisiaj ich synkowie i wnuki, prawnuki stoją pod Sejmem (KOD i reszta) i ani Pan ani ja -natychmiast nie możemy nic z nimi zrobić. Zdobyli emerytury po 7000 zł i bronią ich. Jako prawnik jest Pan człowiekiem inteligentnym i “czepianie” się prezydenta Dudy , że nie próbuje w święto państwowe jątrzyć i tak trudną sytuację z tą postkomunistyczną hołotą – wygląda na to, że chciałby Pan mu wyświadczyć “niedźwiedzią przysługę”. By dał “ciała” . Czasem i parszywego psa trzeba pogłaskać – by nas nie pogryzł.
        kpt. M.Mozets (jnwsws).

        • Mozets

          https://uploads.disquscdn.com/images/49e305bf87548641e3ee06a22bd3013c2f2873eb6b021a4301861f2d2285d414.jpg A o swoich kabewiaków KBW dbało polecając ich Urzędom Bezpieczeństwa pod opiekę

        • Witek

          Można trochę odwrócić sytuację. Kiedy przesłuchiwano po wojnie człowieka , postawiono mu zarzut służby w sanacyjnej armii. Na pytanie dlaczego to robił , odpowiedział :” Bo przed wojną , innej niż sanacyjna, armii nie było”. Dzięki trepom którzy przewinęli się przez LWP nie musieliśmy formować wojska od podstaw po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. Teraz pięknie im się za to dziękuje. Za chwilę podejrzani będą wszyscy którzy chodzili do podstawówki w czasach PRL .

  • wombat

    Szczerze mówiąc, mam z oceną LWP duży problem – i to nawet nie tyle z LWP z czasów 2wś, ile z LWP ogólnie. Z jednej strony podlegało ZSRR, z drugiej strony walczyło z Niemcami. Z jednej strony w latach 70′ i 80′ było całkiem silne, z drugiej była to siła, którą dysponowali nasi wrogowie, komuniści. A do tego jeszcze kwestia ciągłości i to, że ludzie wywodzący się z LWP przysłużyli się naszej ojczyźnie w czasach III RP – i nie mówię tu nawet o kwestiach “medialnych”, jak istnienie GROMu, ale o pracy wielu zwyczajnych oficerów, podoficerów, szeregowych zawodowych. Przecież współczesne WP nie powstało od zera.

    Nie wiem, czy ta analogia jest tak zupełnie trafna, ale to trochę jak z dzieckiem ze zdrady małżeńskiej. Dowiadujesz się, że nie jest twoje i jest zonk. Trzeba sobie pewne rzeczy przewartościować – i to nie jest taka zupełnie prosta sprawa. Można się odciąć, można przyjąć jako swoje, ale to nigdy nie będzie to samo.

    Myślę, że słowa gen. Andersa są nadzwyczaj mądre. Spuścić na to zasłonę milczenia, przynajmniej jeśli chodzi o tradycję. Fakt, że “nasza” armia przez pewien czas nie była nasza to potworna klęska, której nie powinniśmy do owej tradycji wpisywać. A sam stosunek do historii niech pozostanie kwestią indywidualną. Można szanować i upamiętnić poświęcenie i miłość do ojczyzny indywidualnych żołnierzy i nienawidzić okupantów i zdrajców.

    • Mozets

      I cytat z mojej powieści “Trepy” . Oficer LWP spotyka w przedziale pociągu byłego oficera AK. I jak wygląda rozmowa obu oficerów. A rok był już 1977. Pan Andrzej miał wówczas 1 rok, albo pół roczku.

      ************************************************

      Na piechotę dotarł do dworca kolejowego. Pośpieszny pociąg
      na południe był pustawy. Wszedł do przedziału, w którym siedział starszy
      mężczyzna. Mężczyzna zmierzył go ostrym, badawczym wzrokiem. Odpowiedział na powitanie i odłożył czytaną gazetę. Gdy pociąg ruszył – niespodziewanie powiedział:
      “w moim oddziale – z tymi gwiazdkami, nie dożyłby pan wieczora – kapitanie!”
      Zdał sobie sprawę, że musi mieć do czynienia z jakimś byłym
      dowódcą z Armii Krajowej. Przedstawił się – ale mężczyzna nie podał mu ręki.
      Stanicki powiedział do niego:
      – wiem co pan myśli o obecnym wojsku – ale zapytam pana. Czy
      wolałby pan oficerów, nawet tak zniewolonego „ludowego” wojska, którzy mówili by tylko – tym rozkosznym, wschodnim zaśpiewem?
      Czy nie lepiej, jak polscy oficerowie szkolą naszych młodych
      żołnierzy? Między nimi także jest spora część, podobnych panu. Ale innego wojska na razie – nie ma. Może będzie dobrze jak nauczą żołnierzy strzelać. A w którą stronę – to się jeszcze okaże. Piłsudski to samo mówił w austriackim zaborze.
      Mężczyzna spojrzał na niego z zaciekawieniem. Siedział jakiś
      czas milcząc. Wreszcie wstał i podał mu rękę.
      Przepraszam pana, zagalopowałem się trochę. Na pewno i w tym wojsku jest część oficerów, którzy w duszy pozostają wolni. Ale współczuję panu. Z pana przekonaniami. Bo widzę, że nie jest pan durniem. Musi być panu ciężko w służbie. Mężczyzna wysiadł na jednej ze stacji.
      Siedział sam w przedziale pociągu i patrzył w ciemność za
      brudną szybą.

      Pociąg mijał Puławy.
      kpt. M.Mozets

    • Mozets

      W LWP istniała tajna organizacja oficerów “Viritim” buntujących się przeciw takiej organizacji wojska. Kilku z tych ludzi wcale nie tak dawno, już na przełomie “upadku komuny na 4 łapy” po prostu “zniknęło”. Nie ma ich i nikt nie wie gdzie są. Wszystkim odważnym daję to pod rozwagę. Jak szafować rozumem , wiedzą i odwagą. Materiały zespołu “Grupań” tej organizacji pokazują ilu w LWP było szpiegów, donosicieli i współpracowników Rosjan.

  • Minuteman

    A ja tam mam nadzieję, że tym razem żadnej awantury nie będzie. Wiele razy zdarza się Panu napisać coś niemądrego i nieprawdziwego, ale w tym konkretnym przypadku zgadzam się w całej rozciągłości. Wszystko co Pan tutaj napisał jest prawdą. Żołnierze LWP nie walczyli o żadną wolną Polskę, tylko o PRL, sowieckiego satelitę, komunistyczne, totalitarne państewko, które deprawowało, okradało, ogłupiało, niewoliło, mordowało, tłamsiło i szykanowało własnych mieszkańców. Kraj wrogi Polakom, który każdy normalny człowiek musi prędzej czy później potraktować jako terytorium nieprzyjaciela – trzeba z nim walczyć abo z niego uciekać.

    Moi przodkowie w większości byli zwykłymi cywilami, próbującymi przeżyć wojnę, ale miałem w swojej rodzinie bohaterów z AK, którzy po wojnie siedzieli w UBeckich więzieniach, jak również takich, których wcielono do LWP, którzy z ruskimi szli na Berlin i którzy po wojnie dostawali awanse, medale i fajne emeryturki (jeden został potem nawet jakąś szychą w ZBoWiD). Potrafię zrozumieć i uszanować punkt widzenia oraz motywacje wszystkich, ale za bohaterów uważam jedynie bohaterów.

    Jasne, że lepiej przyłączyć się do sojuszniczego Wojska “Polskiego” i dostać broń niż tkwić gdzieś na Syberii, zwłaszcza, że nie ma nic przeciwko strzelaniu do Niemców. Też bym tak pewnie zrobił. Ale nie ma w tym naprawdę nic, z czego polski patriota możne być dumnym, no chyba że jest się komunistą i sowieckim patriotą (jak tow. Jaruzelski).

    Ale jeśli się bierze potem udział w walkach “z bandami” (czyli w pacyfikacji wiosek wspierających partyzantkę i w eksterminacji żołnierzy AK i NSZ) to jest się zwyczajnym zbrodniarzem i zdrajcą. W takim wypadku mógłbym być dumny z przodka w LWP jedynie gdyby strzeliłby w plecy swojemu oficerowi i zdezerterował, najlepiej dokonując jeszcze przy tym jakiegoś dużego sabotażu.

  • norfonde

    PAD chyba przedawkował “czterech pancernych”…

    • Andrzej Turczyn

      🙂

    • TakieTamLicho

      Co do “czterech pancernych” to wy byście zamiast krzyczeć tylko “komunistyczna agitka” ogarnęli skąd na takiej Syberii się brały różne “Janki Kosy” i inne takie chłopaki.Wyjechali na wakacje do Związku Sowieckiego ?
      Agitką to było,że taki Janek syn Polskiego oficera mógł sobie chodzić ze strzelbą i był niby w ruskim kołchozie…

      Powtórzę – ci z LWP co służyli po różnych KBW to oczywiście godni są potępienia jako zdrajcy,ale zwykłym chamstwem jest zbiorcze opluwanie ludzi którzy w ten sposób dostali swą szansę wyrwać się z więzień i łagrów na Syberii i Kazachstanie i walczyć przeciwko Niemcom.To byli skazani przez sowietów i zesłani oraz ich dzieci.I wielu z nich nie dożyło jakichkolwiek walk z “wyklętymi”.
      Już pod Lenino rzucili ich wprost w Niemiecką maszynkę do mięsa. Przeżyło “aż” 3 na 4 – “tylko” 3000 zabitych.Za samo LWP potępiać zatem nie można.
      http://historia.wp.pl/title,Rzez-pod-Lenino,wid,16603781,wiadomosc.html?ticaid=11911b

      I zaznaczam: Prezydent Andrzej Duda mówi o tych “CO ZA OJCZYZNĘ POLEGLI” właśnie.Nie inaczej.

    • Maryjan Maryjanowicz

      A i “Stawki większej niż życie” też chyba sobie nie żałował. 🙂

    • TakieTamLicho

      PAD pisze chyba o POLEGŁYCH a nie o WETERANACH moi drodzy.I to jest ZASADNICZA różnica.Może i LWP było komunistyczne,może i komunistyczni oficerowie – ale szeregowcy to byli Polacy zwolnieni z ŁAGRÓW i WIĘZIEŃ. I ci ludzie nie trafili do tych łagrów i więzień za to,że byli komunistami kochającymi Związek (zd)Radziecki.Poza tym nie wszyscy weterani LWP to byli od razu bliźniakami Jaruzelskiego i Kiszczaka,nie wszyscy z nich mordowali “wyklętych” !

  • Missing link of (r)evolution

    Ech. 40 % żołnierzy PSZ na Zachodzie, to byli wehrmachtowcy (”dziadkowie Tuska”) wcielani po wzięciu do niewoli w latach 1943-1946. Per analogiam, to oni walczyli dla Hitlera. Ewentualnie dla Churchila. Rząd na Uchodźctwie można nazwać marionetkowym, bo kandytatów na premiera opiniowali i zatwierdzali (bądź nie) Anglicy i Francuzi (Sikorski).

    To naprawdę nie jest takie proste, a bawić się tak można długo.

  • Proszę uczciwie dodać, że dzięki Andersowi w Kanadzie piszą o Polskim SS Galicjen, bo to dzięki jego wstawiennictwu i potwierdzenia obywatelstwa Polskiego dla Ukraińców, którzy mordowali Polaków, nie odesłano ich Stalinowi, ale uzyskali azyl w UK i Kanadzie.
    Zdrajców było znacznie więcej, ale lepiej pisać o głupcach, którzy nie rozumieli co robią i w takiej kategorii widzę też LWP.
    Do tego grona trzeba dodać przedwojennego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, który miał pełna świadomość, że na życzenie Anglii wpycha Polskę w wojnę… W naszym interesie było wojnę oddalać i zgoda na włączenie Gdańska do Rzeszy byłaby wystarczającym gestem żeby wojnę oddalić, ale woleli żeby kilka milionów Polaków zginęło.

    • TakieTamLicho

      Co do Andersa zgoda – co do oddalenia wojny to niestety było to niemożliwe,a brednie “historyków” o współpracy z Hitlerem to zasługują po tym co się ostatecznie stało już tylko na sąd polowy i kulkę. Właściwie sytuacja Polski już była zła po tym jak Anglia i Francja oddały Hitlerowi Sudety,a zadanie Czechom ciosu w plecy na Zaolziu (nie ważne,że zajęli je jak zajęli,to BYŁ cios w plecy) i przejście nad zaistniałą sytuacją do porządku dziennego przypieczętowało sytuację Polski.

    • Witek

      To nie do końca tak. Anders wstawił się za żołnierzami SS Galizien , to prawda, ale chodziło o prostą zasadę, żeby nie wydawać w łapy sowietów polskich obywateli, nawet jeżeli Polski nie kochali. Anders był świadom zawiłości w relacjach polsko-ukraińskich w II RP. Publika widzi tylko skutki , Wołyń i SS-Galizien, mało komu chce się przyjrzeć przyczynom .

  • Slawek Slawek

    Panie Andrzeju zaczyna Pan pierdolić jak potłuczony. Mój pradziadek walczył w LWP, przeszedł cały szlak do Berlina. Został tam wcielony nie dlatego że chciał budować ZSRR. Walczył o Polskę i swoją rodzinę. Czy ty myślisz człowieku że wszyscy mieli wtedy wiedzę kto jest dobry a kto zły, większość z nich to byli prości ludzie .??. W tym czasie jego mały syn z rodzeństwem i prababcią uciekali przed rzezią wołyńską a byli w jej centrum. Łatwo jest komentować historie z za biurka ciepłego domu mając wiedzę jaką teraz posiadamy. ONI takiej nie mieli. Równie dobrze można powiedzieć że PW nie miało sensu z punktu widzenia historii i strategii wojskowej. Dla mnie miało. Każda osoba walcząca o nasz kraj jest bohaterem. Za 50 lat albo więcej ktoś może powiedzieć że był Pan osobą która doprowadzała do mordowania się ludzi z powodu popularyzacji broni palnej. W tym czasie i w tym miejscu to co Pan robi ma sens, a za 50-100 lat historia może się zemścić.

  • Rzeczpospolita niepodległości to do dzisiaj nie odzyskała i czy w ogóle odzyska? Był taki moment na początku lat 90 – to była historyczna szansa – niestety została zaprzepaszczona. To co obserwujemy dzisiaj jest chyba gorsze od czasów jawnego zaboru, a nawet niebytu państwowości. Dobrze chociaż, że jeszcze polski język nie umarł i nasze dzieci uczą się języka ojczystego.

    • TakieTamLicho

      Uczą się,uczą.Ale też angielskiego,niemieckiego itd.Wiesz ile ludzi wyjeżdża ? Mówi się o co najmniej 3 milionach – a to jest połowa z tego,co Polska straciła w II wojnie światowej ! Przypuszczam,że te 3 miliony to praktycznie na stałe.
      W szkole kuzynka ucząca historii zapytała się maturzystów czy po maturze idą na studia. 1/3 to zamierza wyjechać,a 9/10 to by chciało…

      I to są coraz częściej rodziny z dziećmi,ludzie jak by to powiedzieć młodzi,w wieku produkcyjnym i reprodukcyjnym ! Bo z czym tu zostać ? Niby gadka,że “rynek pracownika” a pracy często i tak nie ma a jak jest to minimalna, niecałe 1500 do ręki (z czego sam dojazd to czasem i 3 albo 4 stówki) i cześć.A nawet 2000 do ręki jak by dostać to ledwo żeby jakoś przeżyć. Sam jeszcze jakimś cudem w tym kraju pozostaję,ale jak długo to ja nie wiem. Może to dlatego,że “ściana wschodnia” ale…

      I w mojej rodzinie też tak jest.Kuzyni ze strony ojca – Niemcy i Anglia,oni choć jeszcze dzieci nie mają,kuzynostwo ze strony matki – mają dzieci,praktycznie tylko 1 został w Polsce a ich dzieciaki to już niektóre nie mówią niemal po Polsku! Patriotyzm ? Dobra,a najesz się nim i odziejesz ? Nawet komuniści – choć oni się starali – nie zrobili tyle szkód Polsce i polskości co taka “wolność”.

      • Mozets

        Pisałem na tym portalu jak mój bliski krewny mieszkał i pracował w Szwecji 16 lat. Urządził się. Oboje z żoną dobrze zarabiali . Mieli domek prawie spłacony. I wrócili do Polski. Muslimy i bałagan przez nich spowodowany ( socjaldemokratyczny rząd Szwecji) skłoniły go do powrotu do kraju. Zarabia tutaj 3 razy mniej – ale nie obawia się tego zalewu muzułmańskiego.

  • TakieTamLicho

    @andrzejturczyn:disqus : Jeśli chodzi o tych co potem walczyli z wyklętymi w ramach KBW to może pan ich do woli nazywać zdrajcami i ma pan do tego święte prawo – bo w najlepszym razie z ignorancji byli mało świadomym narzędziem komunistów,a co bardziej prawdopodobne – zdrajcami.Jeżeli jednak nazywa pan tych co poszli z Berlingiem zamiast zostać na Syberii zdrajcami – a kto wie,następnych w kolejności pewnie tych z Batalionów Chłopskich co złożyli broń bo w końcu dostali ziemię (reformę rolną obiecano już za pójście do walki przeciw bolszewikom w 1920,obietnicy rząd II RP zdradziecko nie dotrzymał) – to bardzo mi przykro,ale za takie uproszczenia,to strzelec i popularyzator strzelectwa czy nie – zasługuje pan by dostać “z liścia” i tyle.

    Nie każdy walczył w AK i w siłach na zachodzie.Nie każdy miał możliwość i nie każdy też zgadzał się z sanacyjnymi władzami – co nie oznacza,że od razu każdy kto się z nimi nie zgadzał był komunistą.Owszem – LWP była kierowana w dużej części przez ruskich politruków i oficerów – ale szeregowi żołnierze to byli co najmniej w dużej części ludzie uwolnieni z sowieckich łagrów i więzień ! Niedoszkolonych wysłano ich pod “Lenino” – gdzie jako mięso armatnie zostali zmasakrowani.

    Masz Pan – poczytaj pan i się zastanów.Pewnie że ta perspektywa pewnie zostanie przez Pana odebrana jako wręcz “komunistyczna” – ale tak to wyglądało:
    http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/gorsi-kombatanci/3gx48

    • Oczywiście byli tacy, zdrajcy, oprawcy itp, którzy zasługują tylko na potępienie, ale generalnie to historia jest o wiele bardziej pokomplikowana niż nawet w najmądrzejszych książkach. Dużym błędem wydaje się upraszczanie i wrzucanie wszystkich do jednego wora i osądzanie.

    • Maryjan Maryjanowicz

      Za niesubordynację względem Stalina nie traciło się dowództwa tylko głowę. O czym ma niby świadczyć, że fakt pozbawienia Berlinga stanowiska? Ano tylko i wyłącznie o tym, że gangsterzy pokłócili się między sobą. I o niczym więcej. Znam ludzi, którzy z uznaniem wypowiadają się o Trockim, “bo go Stalin kazał zamordować”. A to po prostu jeden bandzior wykończył drugiego bandziora. I tak samo należy postrzegać towarzysza Berlinga.

      • TakieTamLicho

        Że był gangsterem – nie przeczę.Że był zdrajcą skoro poszedł na współprace z sowietami – nie przeczę.A co do niesubordynacji – nie twierdzę,że to Berling zadecydował by iść na pomoc tym co walczyli w Powstaniu.Ale i nie przypuszczam,żeby Sowieci świadomie wysłali Polskich żołnierzy do próby forsowania Wisły po to,by pomóc powstańcom działającym wbrew interesowi sowieckiemu.A Polscy żołnierze z LWP to próbowali zrobić…

        Operacja zakończyła się niepowodzeniem,ale raczej była “politycznie niepożądana”. Dowodu na celową niesubordynację samego Berlinga nie ma,a i zabić osoby tak wysokiej stopniem z której niestety zrobiono symbol tej armii za coś takiego od razu nie mogli nawet komuniści.
        A tym bardziej nie mogli takiej rzeczy zrobić oficjalnie za próbę pójścia z pomocą Warszawie !

        Co zaś do konfliktu z Mincem i Bermanem resztą gangsterów – można go sobie różnie tłumaczyć,ale nawet jeśli nie wynikał on z choć odrobiny litości do żołnierzy podziemia niepodległościowego – to był on w najlepszym interesie narodu Polskiego.Ci syjoniści komunistyczni rządzący bezpieką i ich podwładni – często tej samej narodowości – odpowiadali za najbardziej brutalne zbrodnie przeciw Polakom.
        Moczar zresztą to samo i tak samo należy go oceniać jak Berlinga.Też komunistyczny trep,też walczył z podziemiem,ale chociaż w wyniku jego “nagonki” “kwiat UBecji” opuścił kraj.

      • TakieTamLicho

        Zależy kto i zależy jak wielką niesubordynację.Raczej wykluczam,by pójście na pomoc Warszawie było inicjatywą sowietów,a jeśli chodzi o Berlinga – świadoma taka decyzja wbrew sowietom też była mniej prawdopodobna.Ale jednak Polacy próbowali się przebijać do Polaków i jest to fakt niezaprzeczalny.

        A kwestia jeden bandzior drugiego – to nie wiesz waść co to za jedni byli Berman i Minc.A ci dranie to byli ludzie pokroju Berii i Jagody,choć oficjalnie nie kierowali MBP.Nawet jeśli próba ich wyeliminowania to była zagrywka “jeden drań drugiego drania” to była ona co najmniej tak korzystna dla Polski i Polaków jak “prześladowania” w 1968 pewnej grupy etnicznej motywowane wpływami politycznymi tej grupy – w czego wyniku “kwiat SBcji” okresu stalinowskiego został wyrzucony z kraju i to przez komunistów.

        A Trocki (Bronstein) wiem,że zbrodniarz.Facet jest narzędziem lewaków do rżnięcia głupa,że “oni nie odpowiadają za związek (zd)radziecki”,a dodatkowo to był syjonista i drań wcale nie lepszy od Stalina.

        • Maryjan Maryjanowicz

          Stalin wiedział, że AK rozpoczęła rozmowy kapitulacyjne z Niemcami i dlatego wysłał berlingowców do Warszawy, żeby te rozmowy przerwać, bo w jego interesie było wykrwawienie Polaków. No i Polacy widząc lądujące wojska te rozmowy przerwali, w efekcie czego rzeź trwała dalej. Zresztą ta sprawa już dawno została rozstrzygnięta przez historyków, więc pisanie o jakimś buncie Berlinga nie ma sensu.
          Zabicie generała przez NKWD stanowiło jakiś problem? Szanowny pan żartuje?

          • Mozets

            Dumnym z przodka walczącego w składzie pierwoj i wtaroj diwizji nie ma co być. Ale tak samo ( tyle że bez sowieckiego i azjatyckiego sznytu) Polacy idący z Zachodu zostali wykolegowani przez USA i Anglię. Rosvelt i Churchill zdradził nas ze Stalinem w Jałcie i Teheranie. Po wojnie nasi generałowie pracowali u nich jako magazynierzy i barmani. A żołnierzy wręcz obrażano i kazano im się wynosić z Anglii do Polski LUDOWEJ.
            Dzisiaj to samo będzie po Brexicie z Polakami w Anglii. Będą niepotrzebni. Muslimy – tak.

          • Maryjan Maryjanowicz

            Nie martw się. Muslimy już ostrzą noże i maczety……..

  • Maryjan Maryjanowicz

    PAD swoim działaniem w tej sprawie pogłębił zamęt w głowach wielu, szczególnie młodych ludzi, a że taki zamęt istnieje widać choćby po tej dyskusji. Co ma myśleć uczeń gimnazjum, którego zaprowadzą na Powązki widząc groby “Rudego” i “Alka”, a kilkanaście metrów dalej – Bieruta, Bermana czy Jaruzelskiego? Pomyśli sobie tak: “oni wszyscy walczyli o Polskę, mieli trochę inne poglądy, ale pragnęli wolnej Polski”. Znam wielu ludzi, którzy dokładnie tak myślą bełkocząc coś o tym, że “trzeba obiektywnie patrzeć”, że “jedni i drudzy mieli coś na sumieniach”, “to nie takie proste”, “takie były czasy” itp.
    Proponuję zrobić eksperyment: na przysłowiowych imieninach u cioci powiedzieć zebranym przy stole, że komunizm to zło, komunizm to zbrodnia, rabunek i kłamstwo. Zdziwicie się, ilu ludzi będzie z wami dyskutowało nie zgadzając się z takim kategorycznym poglądem. “Nie wszystko było złe”, “trzeba patrzeć obiektywnie”, “inkwizycja też mordowała ludzi”, “komunizm jest dobry, tylko ludzie go wypaczyli”, “przecież Jezus był pierwszym komunistą” – to tylko przykładowe brednie funkcjonujące w skołowanych umysłach wielu naszych rodaków. Major Bauman twierdził, że prawda nie istnieje i to przekonanie udało się zaszczepić w bardzo wielu umysłach. A PAD swoim ostatnim występem wpisał się w “filozofię”, że “wszystko jest względne” i “to były trudne czasy”…….

  • norfonde

    Rozpocznę nowy wątek, bo w poprzednim każdy rzucił się na mnie z praktycznie jednym argumentem.

    Zadam pytanie, które jest właściwie wraz odpowiedzią rozwiązaniem problemu “polskiego” wojska z dalekiego wschodu.

    Czy gdyby w czasie obecnym, wszyscy Polscy żołnierze na wschód od Wisły zostali wywiezieni w głąb Rosji i po 2 latach powrócili bez oficerów, pod ruskim przywództwem i zaczęli “pomagać” w uzyskaniu jedynie słusznej wolności to czy uznalibyście ich za Polaków, czy za zdrajców?

  • Mozets

    Na tym portalu i w tym temacie również istnieje wyraźna opozycja wobec obecnego rządu, widoczna nawet przez “jentelygentów” pokroju Jaśka z MO Rozwadów. Ja dyskutując o dostępie do broni – pod czym podpisuje się “wszystkimi ryncami” nie udaję wielkiego patrioty i intelektualisty. Co to zauważa każde słowo Prezydenta – a nie widzi jak razwiedka i postkomunistyczna hołota ( wcale nie tak bezbronna – bo razwiedka dalej rządzi Polską i Prezydent musi dokonywac cudów gimnastyki by wydobyć się powoli z jej uścisku) szaleje na tym portalu również. Stukacze i politrucy, ich pomiot ma wspaniałe narzędzie – bez podawania nazwisk, anonimowo – mogą prowadzić tutaj i nie tylko na tym portalu dezinformację, agitację i manipulację. Niby chcąc “naprawić” złe decyzje rządu. Ale jest to tak szyte grubymi nićmi – że nabiera się na to tylko nie znająca historii młodzież, ksero studenci i ” młodzi wykształceni” – też ksero – z dużych miast – z poparciem KOD. Ich mózgi – to ksero stereotypów i brudnej piany z PRL-owskiej wizji historii Polski. Kto lepiej zna to towarzystwo niż były oficer LWP-owskiego wojska. Któremu czerwona propaganada nie przeżarła mózgu – a odwrotnie – rozjaśniła w głowie.

    • Ireneusz

      “Złodziej nawet złapany za rękę – mówi – “to nie moja ręka”!!!” Bo złodziej – z racji zawodu – zna na wylot milicyjny dekalog. Kłamstwo, manipulacja, oszustwo, prowokacja, zaparte…