Netanjahu: zawieszenie broni w Syrii nie powinno pozwolić na umocnienie w Syrii obecności Iranu i jego sojuszników

Premier Izraela Benjamin Netanjahu wyraził zadowolenie z zawieszenia broni w Syrii, ale ostrzegł, że “nie powinno ono pozwolić na umocnienie w Syrii obecności Iranu i jego sojuszników, a zwłaszcza na południu kraju”, gdzie zaczęło w niedzielę obowiązywać.

“W ubiegłym tygodniu miałem zasadnicze rozmowy z amerykańskim sekretarzem stanu Rexem Tillersonem i prezydentem Rosji Władimirem Putinem, którzy powiedzieli mi, że rozumieją stanowisko Izraela i wezmą pod uwagę nasze postulaty” – oświadczył Netanjahu na cotygodniowym posiedzeniu rządu.

Szef izraelskiego rządu zaznaczył, że jego kraj “zdecydowanie pilnuje czerwonych linii” ustanowionych w celu “niedopuszczenia do umocnienia się szyickiej milicji Hezbollah w Syrii, a zwłaszcza uzyskania przez nią broni precyzyjnej”.

Nieprzekraczalne czerwone linie – wyjaśnił Netanjahu – to “zajęcie przez Hezbollah pozycji wzdłuż naszej granicy lądowej i pojawienie się sił wojskowych Iranu w Syrii”.

Podobnie jak Izrael, również Jordania formułuje obawy przed rozszerzeniem się konfliktu zbrojnego między siłami walczącymi po stronie syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada – m.in. Hezbollahem, siłami irańskimi i innymi – w strefach zbliżonych do jej granic.

Prezydenci USA i Rosji porozumieli się w piątek w Hamburgu podczas szczytu G20 w sprawie częściowego zawieszenie broni w Syrii. W niedzielę w południe (godz. 11 czasu polskiego) weszło ono w życie w południowych prowincjach – Kunejtra graniczącej z Izraelem oraz Dara i As-Suwajda przy granicy z Jordanią.

W ciągu ostatnich tygodni w następstwie większego nasilenia walk w Syrii wzrosła liczba pocisków rakietowych, które eksplodowały na Wzgórzach Golan okupowanych przez Izrael od 1967 roku.

Incydenty te na ogół są wynikiem przypadkowego ostrzału podczas wymiany ognia między walczącymi siłami, ale Izrael ocenia niektóre jako umyślny ostrzał i odpowiada na nie ogniem lub bombardując pozycje wojsk rządowych, wychodząc z założenia, że to Damaszek ponosi odpowiedzialność za sytuację w strefie. (PAP)


Szczerze pisząc nie wierzę, aby to zawieszenie broni trwało zbyt długo. Tam jest tyle stron konfliktu, które mają tak różne interesy, że Putin i Trump nie bardzo mogą ręczyć za kogokolwiek. Moim zdaniem prawda, dotrzymywanie słowa, to są obce zjawiska cywilizacjom innym niż chrześcijańska. Przecież w konfliktach nie chodzi o to aby był pokój, ale aby uzyskać dla siebie jak najwięcej. Na bliskowschodnim teatrze wojny jestem w stanie ufać tylko Żydom i Amerykanom. Moim zdaniem nikt inny nie jest zainteresowany spokojem w tym regionie świata, a szczególnie Iran. Przecież przywódcy irańscy publicznie wygłaszają słowa, o konieczności zmazania Izraela z mapy świata. Jak można ufać ludziom, którzy posługują się fanatyzmem religijnym jako systemem rozumowania.

Czas pokaże…

  • JA

    Przywódcy irańscy (pomimo ich faszystowskiego światopoglądu) nie mówią publicznie o eksterminacji Izraela, mówią, że holokaust Żydów nie może być wytłumaczeniem dla okupacji Palestny oraz, że w przypadku napaści Izraela na ich kraj wymażą go z powierzchni ziemii. Sugeruję posłuchać tego co mówią ich przywódcy, a nie tego co Netanjahu mówi na te temat. Izrael to głosi filozofię pokoju? Bojówki irańskie ze sponsorowanym przez nich Hezbollah oczywiście sieją agresję i destabilizują trzęsący się od niepokoju region ale największymi agresorami w rejonie są Izrael i Arabia Saudyjska. Izrael prowadzi aktywną okupację innego narodu, nazywając ofiary własnego reżimu terrorystami (tak jak Gestapo nazywało AK), a Arabia Saudyjska sponsoruje Pakistański program nuklearny, a także ze względu na dobrobyt rodziny królewskiej wspiera najbardziej agrysywne bojówki islamskie. Co ciekawe brak jest otwartych konfrontacji saudyjsko izraelskich – pomimo dwóch skrajnych światopoglądów. Temat jest zastanawiający.