65 lat temu zapadły wyroki w tzw. procesie komandorów

65 lat temu, 21 lipca 1952 r., zapadł wyrok w tzw. procesie komandorów – siedmiu wysokich oficerów Marynarki Wojennej fałszywie oskarżonych o szpiegostwo i dywersję. Pięciu oskarżonych skazano na karę śmierci (wykonano trzy wyroki), pozostałych na karę dożywotniego więzienia.

Proces rozpoczął się 15 lipca 1952 r. przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie. Rozprawie przewodniczył płk Piotr Parzeniecki. Na ławie oskarżonych zasiedli oficerowie Dowództwa Marynarki Wojennej i Wydziału Marynarki Wojennej w Sztabie Generalnym WP: kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr por. Robert Kasperski, kmdr ppor. Wacław Krzywiec, kmdr Marian Wojcieszek, kmdr Jerzy Staniewicz i kmdr por. Kazimierz Kraszewski.

Wymienieni oficerowie w okresie międzywojennym służyli w Marynarce Wojennej. We wrześniu 1939 r. walczyli na Helu. W październiku po kapitulacji dostali się do niewoli niemieckiej.

Od wiosny 1940 r. do stycznia 1945 r. przebywali w oflagu II C Woldenberg. Po zakończeniu wojny powrócili do Polski i rozpoczęli służbę w odbudowywanej Marynarce Wojennej.

Wszyscy oni aresztowani zostali w okresie od września 1950 r. do grudnia 1951 r. Śledztwo przeciwko nim prowadził Główny Zarząd Informacji WP, jednak część zadań śledczych i operacyjnych wykonywał również Zarząd Informacji Marynarki Wojennej, którym kierował kmdr Jerzy Szerszeń, a jego doradcą sowieckim był kmdr por. Nikołaj Prystupa.

Aresztowanych oficerów Marynarki Wojennej traktowano w sposób wyjątkowo brutalny. Kmdr Wojcieszek całymi dniami trzymany był bez ruchu w jednej pozycji, sypiał do kilkunastu minut na dobę, dostając minimalne ilości pożywienia. Swój stan z tego okresu tak opisywał po kilku latach: „Pod koniec miesiąca dolne kończyny, siedzenie, oczy, gardło, struny, głosowe, język, a przede wszystkim umysł przestały funkcjonować. Nogi nabrzmiałe od opuchlizny, nabrzmiałe gruczoły w gardle. Na siedzeniu odciski nie pozwalające siedzieć bez ruchu. Zmęczenie wzroku takie, że przed sobą widziałem nie istniejące w świecie przeźroczyste rośliny i walące się na mnie wszystko, co mnie otacza. W głowie szum, ucisk i takie ogłupienie, że na zrozumienie najprostszych zdań potrzebowałem czasu. Stać bez oparcia nie mogłem, gdyż prądy bezsenności zwalały mnie z nóg. Stale zapadałem w halucynacje i przemijające początki obłąkania”.

Efekty podobnych przesłuchań tak przedstawiał kmdr ppor. Krzywiec: „W okresie najcięższym w moim życiu, będąc zupełnie załamanym, wyniszczonym moralnie i fizycznie utraciłem wiarę w sprawiedliwość, praworządność, uczciwość; w ogóle ludzi i samego siebie. Zostałem doprowadzony do stanu skrajnego upodlenia, skoro zeznawałem na innych i samego siebie same kłamstwa, bzdury sugerowane, perfidnie mi podpowiadane w czasie śledztwa. (…) Pod naciskiem władz śledczych powstawała historia, która nigdy nie miała miejsca…”.

W okresach, kiedy wobec oskarżonych nie stosowano psychicznych i fizycznych tortur, najczęściej odwoływali swoje zeznania. Wówczas śledczy ponownie wracali do stosowanych wcześniej metod.

Szczególnie brutalni, według zatrzymanych oficerów Marynarki Wojennej, byli szef sekcji śledczej mjr Eugeniusz Niedzielin oraz kpt. Mikołaj Kulik.

Do żadnych przestępstw nie przyznał się w śledztwie kmdr por. Kasperski, pomimo tego, iż był on przesłuchiwany w szczególnie okrutny sposób.

W akcie oskarżenia odczytanym w trakcie rozprawy sądowej stwierdzano m.in., że kmdr por. Przybyszewski i kmdr por. Kasperski już na początku 1946 r. zorganizowali w Szkole Specjalistów Morskich tzw. grupę bojową, która miała za zadanie „współdziałać z interwentami imperialistycznymi w wypadku starcia zbrojnego pomiędzy obozem socjalizmu a imperializmu”. Dołączyć miał do nich kmdr Mieszkowski. Wymienionym oficerom zarzucono stworzenie w Marynarce Wojennej dywersyjno-szpiegowskiej organizacji, „mającej na celu walkę o obalenie władzy ludowej”. Przyłączyć się miał do niej również kmdr Staniewicz.

Podobne „grupy bojowe” miały powstawać w innych jednostkach Marynarki Wojennej, m.in. w dywizjonie ścigaczy. W kwietniu 1947 r. nastąpić miało nawiązanie współpracy pomiędzy „konspiracją marynarską” a centralną konspiracją w Wojsku Polskim, wówczas to spotkać się mieli kmdr Mieszkowski i gen. Józef Kuropieska.

Akt oskarżenia zarzucał także kmdr Mieszkowskiemu, kmdr por. Przybyszewskiemu, kmdr por. Kasperskiemu, kmdr ppor. Krzywcowi, kmdr por. Kraszewskiemu i kmdr Staniewiczowi działalność „dywersyjno-szpiegowską”, do której zwerbować ich miał w październiku 1947 r. kmdr por. Tadeusz Perdzyński.

W trakcie procesu zeznania złożone w śledztwie odwołał kmdr Wojcieszek, mówiąc, iż były one składane w stanie fizycznego, nerwowego i psychicznego wycieńczenia.

Do zarzucanych mu czynów nie przyznał się również kmdr por. Kasperski.

21 lipca 1952 r. wyrokiem Najwyższego Sądu Wojskowego kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr por. Robert Kasperski i kmdr Jerzy Staniewicz skazani zostali karę śmierci. Kmdr ppor. Wacław Krzywiec i kmdr por. Kazimierz Kraszewski na karę dożywotniego więzienia.

Po wyroku skazani, z wyjątkiem kmdr por. Przybyszewskiego, napisali prośby o rewizję wyroków do Zgromadzenia Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego. Zwrócili się także z prośbą o łaskę do Prezydenta RP. Kmdr por. Kasperski i kmdr Wojcieszek nie przyznawali się do zarzucanych im czynów. Pozostali skazani tłumaczyli się nieświadomością szkodliwości swoich działań, deklarowali również chęć dalszej pracy dla Polski Ludowej.

Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego potwierdziło zasadność wydanego wyroku, nie widząc podstaw dla złagodzenia kary.

Prezydent RP 19 listopada 1952 r. zamienił kmdr por. Kasperskiemu i kmdr Wojcieszkowi karę śmierci na dożywotnie więzienie, natomiast nie skorzystał z prawa łaski wobec pozostałych skazanych, którzy zostali straceni – kmdr Staniewcz 12 grudnia 1952 r., a kmdr por. Przybyszewski i kmdr Mieszkowski 16 grudnia 1952 r.

24 kwietnia 1956 r. Najwyższy Sąd Wojskowy uchylił wyrok z 21 lipca 1952 r., a 26 kwietnia sprawa została umorzona z braku jakichkolwiek dowodów winy. (PAP)

(fot. wikipedia)


Mieszkam nad morzem, to o morzu też muszę wspominać. Straszliwa historia, ale ja chcę zwrócić uwagę na zdanie ostatnie. Kilka lat po sądowym zamordowaniu tych żołnierzy wciąż komunistyczny sąd uchyla wyroki i stwierdza, że umarza sprawę, bo nie ma jakichkolwiek dowodów winy. Jak łatwo w sądzie pod pozorem prawa uczynić z człowieka przestępcę. To nauka jak ostrożnie, także dzisiaj, trzeba podchodzić do orzeczenia winy przez sądy badające winę. Wyrok sądowy nie przesądza obiektywnie, choć może chcielibyśmy aby tak się działo. Wyrok sądowy bardzo często kiedyś, to wyrażenie woli politycznej panujących rządów. Komuniści bez skrupułów wykorzystywali sądy do nazywania niewinnych ludzi przestępcami, do obrzydzania ich pozostałym. Jest to szczególnie efektywny sposób. Człowiek nieobeznany z mechanizmami życia powie: przecież sąd ocenił, że ten ktoś jest złym człowiekiem – przestępcą.

Napisałem kiedyś wpis pt. Przyczyny upadku kultury posiadania broni palnej w Polsce, tam opisałem działanie dekretu Rady Ministrów z dnia 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa. W szczególności pisałem o art. 4, typizującym przestępstwo nielegalnego posiadania broni palnej. Rozgrzani komunistyczni oprawcy w mundurach szczególnie korzystali z tego przepisu. Zachęcam do przeczytania wpisu, gdzie podaję statystyki skazań.

Wykorzystywania sądów, wyroków do obrzydzania ludzi ludziom to nie jest tylko komunistyczna historia. To także ma miejsce dzisiaj, nie łudźcie się, że jest inaczej. Nie taką skalę jak niegdyś, nie tak bezczelnie wbrew faktom, jednak zdarzają się i dzisiaj sprawy, gdzie ludzie nienawistni, mali, podli usiłują przy pomocy skazań piętnować Bogu ducha winnych ludzi. Takim przypadkom nie zapobiega prawo. Prawo to tylko narzędzie, jak broń, można je wykorzystać dobrze i można wykorzystać krzywdząc drugiego człowieka. Zabezpieczeniem przed podobnymi zdarzeniami jest prawy człowiek. Nie wykształcony, nie z profesorskimi tytułami, nie doświadczony, a sprawiedliwość posiadający w sercu. Nie dajcie się zwodzić, że szczególna znajomość prawa to pierwszorzędna umiejętność jaką powinien posiadać sędzia. Najpierw trzeba mieć sprawiedliwość zapisaną w sercu, a później dopiero można korzystać z prawa.

  • Robert N

    amen

  • Mozets

    Sowiecki system upadlania istniał również w LWP jeszcze w latach 60, 70, i 80. Szczególnie miał ulubione obiekty do znęcania i wykańczania wśród odważnych , zdolnych , honorowych oficerów , którzy nie chcieli zachowywać się jak reszta motłochu robotniczo-chłopskiego w mundurach.
    Sporo potomków sędziów, prokuratorów ówczesnych , krewnych, i znajomych królika z tamtego okresu dalej pławi się w nimbie bezkarności obecnej IIIRP i w gabinetach Sądów najwyższych stopni.

  • Mozets

    Marynarz Stefan Półrul wyrok ś https://uploads.disquscdn.com/images/d19c67acf5cce32f91115e8121a8cc27c5ab6eee15e3716500a337104338e53d.jpg mierci za słuchanie WE na okrętowej rdst.

  • Ivan

    “Zabezpieczeniem przed podobnymi zdarzeniami jest prawy człowiek. Nie
    wykształcony, nie z profesorskimi tytułami, nie doświadczony, a
    sprawiedliwość posiadający w sercu. Nie dajcie się zwodzić,
    że szczególna znajomość prawa to pierwszorzędna umiejętność jaką
    powinien posiadać sędzia. Najpierw trzeba mieć sprawiedliwość zapisaną w
    sercu, a później dopiero można korzystać z prawa.”

    Dokładnie tak, nic dodać, nic ująć! Bardzo trafne i ponadczasowe.

    • EDiox

      Pewnie stąd idea przysięgłych w USA, oni decydują czy ktoś jest winny czy nie, dopiero potem sędzia bierze książkę i patrzy jaka kare wlepić.