Hilary Clinton w książce “Co się stało” odpowiedzialnością za klęskę wyborczą obarcza także NRA (Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki)

Hillary Clinton – dwukrotnie nie wybrana kandydatka na prezydenta wydała książkę „What Happend”. Przegrane wybory przypisuje w niej politykom, dziennikarzom, różnym organizacjom, krajom, a nawet technologii. Zwolenników posiadania broni zapewne „ucieszy” wiadomość, że NRA (National Rifle Association of America, tłum. Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki) w książce jest wyróżnione.

Hillary Clinton poprzez przywołanie własnej historii, wzywa kolegów Demokratów do ignorowania rzeczywistości i z zaciekłością broni decyzji o potrzebnie zwiększenia kontroli broni.

Moc NRA

Clinton w swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślała to, jak duży wpływ na wybory w 2016 r. miało NRA. „Temat broni w polityce był toksyczny przez długi czas. Zwolennicy posiadania broni byli lepiej zorganizowani, finansowani, a tym samym, skłonni do bycia wyborcami jednomyślnymi.” W trakcie trwania kampanii prezydenckiej, już podczas pierwszego wystąpienia, Clinton „zaatakowała” NRA stwierdzeniem, że stowarzyszenie jest niebezpieczne dla kandydatów. Tym samym, potwierdziła zdanie męża, Billa Clintona, który w autobiografii „My Life” z 2001 r. odniósł się do funkcjonowania NRA.

„W latach dziewięćdziesiątych, mój mąż zaciekle walczył o to, by Kongres Stanów Zjednoczonych uchwalił ustawę Brady’ego (ustawa dotyczy kontroli nabywców broni prowadzonej na szczeblu federalnym. przy.red.). NRA sprzeciwiało się nowym środkom bezpieczeństwa, co więcej, pomogli pokonać wielu członków demokratycznego Kongresu, co w konsekwencji miało katastrofalne skutki w wyborach w 1994 r. i następnie w 2000 r. To NRA pomogło pokonać Ala Gore’a.”

Clinton omawiając wkład jaki wniosło NRA w jej porażkę, zauważyła:

Jeśli chodzi o NRA, to obiecało zrobić wszystko, aby mnie powstrzymać. Lobby na broń kosztowało ponad 30 milionów dolarów. Nigdy wcześniej, żadna grupa zewnętrzna nie wsparła taką kwotą kandydata na prezydenta. Około dwie trzecie z tych pieniędzy przeznaczone zostały na przedstawiające mnie w negatywnym świetle reklamy.”

Wkład NRA w porażkę Hilary Clinton powinien mobilizować właścicieli broni do dalszej walki w obronie Drugiej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a dla politycznych przeciwników być swoistym ostrzeżeniem.

Przepisywanie historii

Hilary Clinton ze sceny politycznej nie schodzi od ponad trzydziestu lat. Mimo tego faktu, w wydanej książce próbuje przedstawić siebie jako polityka o umiarkowanych poglądach. Stosując tradycyjną, wręcz protekcjonalną, polityczną zagrywkę, „sportsmenka” Clinton raczy czytelnika opowieściami o sprawności myśliwskiej oraz poszanowaniu prawa do posiadania broni.

Pamiętam jak ojciec uczył mnie strzelać w Pensylwanii, gdzie spędzaliśmy wakacje. W latach 80. mieszkając w Arkansas, chodziłam z przyjaciółmi na grudniowe polowania na kaczki. Nigdy nie zapomnę tego, jak stałam w lodowatej wodzie, czekając na pierwsze promienie wschodzącego słońca. Robiłam wszystko, by zapobiec hipotermii. Koniec końców, udało się mi zestrzelić kaczkę. Wróciwszy do domu, Chelsea, która właśnie oglądała bajkę o jelonku Bambi, była oburzana faktem, że z własnej woli zastrzeliłam czyjąś mamusię lub tatusia. Te doświadczenia tylko umacniały mnie w przekonaniu, że dla wielu Amerykanów, polowanie i broń są mocno zakorzenione w kulturze.”

Krótko po tym, Clinton stwierdziła:

„W trakcie trwania każdej kampanii politycznej, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby osiągnąć równowagę między gotowością do podejmowania wspólnych działań w zakresie bezpiecznego dostępu do broni oraz okazywania zrozumienia i szacunku właścicielom broni. Zawsze broniłam drugiej poprawki i nigdy nie zaproponowałam ustawy, która by zakazywała używania broni.”

Ta wypowiedź jest kłamstwem. Clinton nieraz popierała, nawet najbardziej skrajne propozycje dotyczące zwiększonej kontroli posiadania broni. Wielokrotnie, nie zgadzała się również z decyzją Sądu Najwyższego w sprawie District of Columbia przeciwko Heller (przełomowa sprawa, w której Sąd Najwyższy uznał, że druga poprawka chroni indywidualne prawo posiadania broni palnej; przy.red.). W 2000 roku, podczas trwania kampanii do Senatu, wygłosiła przemówienie do Stowarzyszenia Gazety w Ameryce, w którym stwierdziła:

„Musimy licencjonować i rejestrować wszystkie pistolety. Właściwa licencja i rejestracja broni to dwa z najważniejszych elementów prawdziwej polityki bezpieczeństwa.”

W tym roku, Hilary Clinton udzieliła poparcia dla utworzenia bazy danych balistycznych i wprowadzenia zakazu sprzedaży niedrogich pistoletów.

Charles Schumer przyznał, że „Nowy Jork potrzebuje Hillary Clinton, ponieważ z całą pewnością, będzie ona głosować za zwiększoną kontrolą broni.”

Stwierdzenie, że Clinton podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r. zależało na zachowaniu „balansu” w kwestii broni palnej jest sporym niedopowiedzeniem. Clinton bowiem na spotkaniu w ratuszu w Keene, wyraziła poparcie dla konfiskaty broni w stylu australijskim.

Podczas wystąpienia na kanale ABC, w czerwcu 2016 r., gospodarz Gorge Stephanopoulos zapytał Clinton o to, czy wierzy w to, że prawo jednostki do posiadania broni jest prawem konstytucyjnym. Początkowo Clinton uniknęła tego pytania, przyciśnięta przez dziennikarza w końcu przyznała, że „Jeśli jest to prawo konstytucyjne, to, podobnie jak każde inne prawo, podlega rozsądnym przepisom.”

W książce Clinton pisze, że: “Będąc młodą kobietą, poruszało i inspirowało mnie oglądanie Dianne Feinstein, która próbowała “rozprawić się” z NRA.”

Ramy czasowe, o których wspomina Clinton są niejasne. Czy powyższe stwierdzenie dotyczy burmistrza Feinsteina, który pracował nad wydaniem, niezgodnego z Konstytucją, zakazu noszenia broni w San Francisco? Czy może dotyczy to czasów, kiedy D. Feinstein jako senator stanu Kalifornia, chciała konfiskaty, powszechnie używanej samopowtarzalnej broni palnej?

Przez cały okres kariery politycznej, Clinton, niejednokrotnie, pogardliwie odnosiła się do właścicieli broni i drugiej poprawki. Biorąc więc pod uwagę jej długotrwałą do broni palnej, która jest zauważalna i dobrze udokumentowana, próby historycznego rewizjonizmu nie oszukają nikogo.

Ataki na posiadaczy broni i NRA

W książce, Clinton używa obraźliwej retoryki w stosunku do NRA i milionów zwolenników posiadania broni. Według niej, NRA jest: „jedną z najbardziej niebezpiecznych organizacji politycznych w Ameryce.” Jej zdaniem, zwolennicy stoją po „złej stronie” sprawiedliwości, historii, a nawet podstawowej ludzkiej przyzwoitości. Twierdzi, że przez ich skrajną ideologię, tysiące amerykanów, rok rocznie, traci życie. Chociaż Clinton chciałaby przedstawić NRA jako wrogów całej ludzkości, amerykańska opinia, nie do końca podziela jej zdanie. Badanie „Gallup” z 2015 r. wykazało, że 58% Amerykanów pozytywnie odbierało działalność NRA. W lipcu tego roku, Bloomberg stwierdził, że Clinton cieszy się mniejszą popularnością niż prezydent Trump. Ankieta przeprowadzona w czerwcu tego roku wskazała, że popularność Clinton jest mniejsza niż w dniu wyborów – co jest wyjątkową sytuacją wśród pokonanych kandydatów na prezydenta.

Nieodrobiona lekcja

Po wyborach w 2016 r., wiele osób uważało, że partia demokratyczna powinna na nowo zweryfikować swoje stanowisko w wielu kwestiach, by móc, chociaż w jakimś stopniu, konkurować w stanach, które wybrały Trumpa. Clinton uważa, że przywódcy Demokratów nie powinni usprawiedliwiać swoich poglądów kontrolą posiadania broni.

„Jestem pewna, że wielu kolegów Demokratów przyjrzy się kosztom z jakimi wiąże się sprzeciw wobec NRA, i po głębszym zastanowieniu, stwierdzi, że po prostu, nie jest to tego warte. Niektórzy z nich wezmą kwestie związane z bronią pod „topór”, aby nie odwracać uwagi od ekonomii populistycznej. To byłby wielki błąd z ich strony. Demokraci nie powinni odpowiadać za moją porażkę i wycofywać się z obowiązków, których konsekwencją może być czyjeś życie lub śmierć.”

Po klęsce Ala Gore’a w 2000 r., Partia Demokratyczna podjęła wysiłek by zmniejszyć poparcie dla kontroli broni. Kandydaci z ramienia Demokratów mogli w swoich programach wyborczych uwzględniać własne poglądy dotyczące broni. W 2008 r. kandydat na prezydenta, Barack Obama, starał się unikać tematu związanego z regulacją prawa dostępu do broni – ta decyzja spowodowała, że Partia Demokratyczna stała się konkurencyjna w całym kraju.

W tym momencie nie wiadomo, czy przywódcy Demokratów będą słuchać dwukrotnej kandydatki na prezydenta i kontynuować atak na Drugą Poprawkę, czy też odkryją bardziej pragmatyczne podejście, które przeszło w przeszłości. The Hill, 7 września zacytował wypowiedz fundraisera Clinton, który przyznał, że: „Najlepszą rzeczą jaką Clinton może zrobić, to zniknąć… Z powody samolubstwa wyrządza szkody wszystkim. Szczerze mówiąc, żałuję, że tylko…odejdzie.”

Jeżeli chodzi o przestarzałe podejście Clinton, mądrzy Demokraci powinni wyrazić podobny sentyment.

(źródło nraila.org tłumaczenie Marcin Matejek)


W Ameryce rozpoczynanie sporu Narodowym Stowarzyszeniem Strzeleckim Ameryki kosztuje przegrane wybory. W Ameryce to przestroga dla Polityków, w Polsce to zachęta do budowania organizacji społecznych. Zastanawiam się czy takie zjawisko, o którym pisze pani Clinton możliwe jest też w Polsce. Tzn. czy środowiska strzeleckie są w stanie pokazać taką siłę, z którą będą musieli liczyć się politycy. Może z czasem, z całą pewnością coś w tej sprawie już się dzieje. Z całą pewnością trzeba mierzyć właśnie w tym kierunku. Z całą pewnością chciałbym aby takie organizacje czy organizacja istniała w Polsce. Może stowarzyszenie ROMB zajmie kiedyś taką pozycję. Oby tak się stało.

Silna organizacja społeczna zajmująca się sprawami dostępu do broni nie może pod żadnym pozorem uczestniczyć w systemie reglamentowania broni palnej w Polsce. Taki kierunek to zguba, klęska, stępienie siły i uwikłanie się w planowanie doraźnych korzyści, a nie dalekosiężne cele ważne dla całego społeczeństwa. To był powód ostatnich konfliktów w ROMB, bo ja nie zgadzałem się na taką rolę stowarzyszenia ROMB i nadal się nie będę zgadzał.

Zafascynowany wręcz jestem siłą NRA. Marzenie o sile organizacji społecznych w Polsce na miarę NRA oczywiście jest we mnie. Droga jednak do tego bardzo daleka. Potrzeba nam nowych ludzi. Potrzebna nowa jakość w przestrzeni publicznej. W Polsce niezwykle mało jest społeczników. Znacznie więcej jest chętnych do wsadzenia ryja w koryto, pod pozorem działalności społecznej. 

Gdy patrzę na swoją działalność społeczną, na przestrzeni kilku ostaniach lat, mam przekonanie, że Bóg wyjątkowo błogosławi. W związku z tym nie ustaję w wysiłkach zainteresowania dostępem do broni Polaków. Gdyby sondażowe 20% Polaków dostrzegło w dążeniu do zmian prawa o broni samoistną wartość, dałoby to nam niespotykaną w historii naszego kraju siłę mogącą wpływać na polityków. Tylko jak dotrzeć do tych 20% Polaków, jak wzbudzić w nich zainteresowanie? Oto problem, który jest wciąż do rozwiązania w przyszłości.

  • Kamil Nagrodzki

    Kierunek jest już wyznaczony.
    Organizacje takie jak ROMB, Firearms United, Ad Arma itp. powinny
    pytać kandydatów na przedstawicieli w parlamencie o kwestie nas interesujące i wystawiać rekomendacje dla sympatyków czy warto na nich głosować. A po wyborach cały czas ich monitorować czy się nie sprzeniewierzyli i przy kolejnych wyborach rozliczyć.

    • Grzegorz

      Dokładnie!

  • Robert N

    Myślę, że konkluzje są jak najbardziej poprawne. W Polsce !!! również !!! politycy powinni się liczyć z organizacjami społecznymi, oczywiście jeśli są to naprawdę organizacje społeczne. W naszej przestrzeni jest jeszcze całe mnóstwo “organizacji społecznych” będących spadkiem po minionej epoce, ale to odrębny temat. Jak kolega Kamil powyżej wymienił mamy kilka jeśli nie kilkanaście różnych organizacji. NRA jest jedne i jak fakty wskazują politycy muszą się liczyć z jej opinią. Mam nadzieję, że i u nas uda się przeprowadzić coś w rodzaju konsolidacji. Z drugiej strony mam jednak obawy, z tego co wiem taką inicjatywę podjął pan Andrzej ale czytałem również o podobnych działaniach Firearms United. Oby tylko próby zjednoczenia nie przekształciły się w walkę… Wracając jeszcze do tematu polityków, nie wiem skąd im to się bierze ale oni po pewny czasie (najczęściej jak już zostaną wybrani) zaczynają uważać, że wszystko już wiedzą najlepiej i nikogo nie muszą słuchać. Pani Clinton już się o tym przekonała, że w “normalnych krajach” tak nie jest, niestety obawiam się, że niewiele ją to nauczyło teraz uważa pewnie, że trzeba walczyć nie tylko z bronią ale również z NRA.

  • Grzegorz

    “Zwolennicy posiadania broni byli lepiej zorganizowani, finansowani, a tym samym, skłonni do bycia wyborcami jednomyślnymi” – to są słowa pani Clinton.

    ZAPAMIĘTAJMY je POLACY (!!!) jeśli chcemy z naszego kraju uczynić prawdziwie wolną republikę (!!!) rządzoną przez wolnych, dumnych, praworządnych i odważnych Polaków!!!!

  • PK

    Było by idealnie, gdyby udało się w Polsce stworzyć organizację, która stała by się liczącym głosem w debacie z politykami. Żeby tak się jednak stało, musiała by ona zrzeszać, czy też reprezentować znaczną liczbę obywateli (na tym polega siła NRA). Tylko w takim układzie ktokolwiek weźmie nas poważnie i będziemy się liczyć w kształtowaniu prawa. Gdyby, jak Pan pisze, zjednoczyć te sondażowe 20%, to nikt chcący liczyć się w polityce nie przeszedł by obojętnie obok takiej siły. Myślę, że wszelkim minimum było by gdzieś 1,5 – 2mln ludzi, czyli z grubsza 5%.

    To wszystko wygląda pięknie na papierze. Niestety w rzeczywistości, obecnie, nie specjalnie widzę możliwość takiego zrzeszenia. Mamy ROMB, mamy FU, które próbuje coś robić. Niestety tak na poziomie organizacji, jak i poszczególnych ludzi tak już u nas jest, że każdy ciągnie w swoją stronę (co jest normalne), ale przy tym całkowicie neguje potrzeby czy też poglądy innych. Trzeba zdać sobie sprawę, że jest cel nadrzędny, czyli prawo do posiadania broni dla obywateli, ale jednocześnie przyjąć do wiadomości, że różne grupy rozumieją tę kwestię trochę inaczej i nie można z tego powodu przekreślać całości, bo w ten sposób nic nie osiągniemy. Nie sądzicie chyba, że wszyscy zrzeszeni w NRA są zgodni w każdej kwestii? Nie są, a poglądy bywają równie skrajne jak i u nas.
    Z dotychczasowych wypowiedzi odnoszę wrażenie, że inicjatywa FU jest obecnie najbliższa drogi, jaką podąża NRA. Niestety widzę, że ze względu na wypowiedzi osób związanych z niektórymi podmiotami, które już do tej inicjatywy dołączyły, inne stają okoniem, bo mają inną wizję szczegółowych rozwiązań. I jest to, o czym pisałem – nie biorą pod uwagę wspólnego celu, a skupiają się na swoim własnym poletku. Rozumowanie wygląda tak: ktoś coś mówi (w interesie swoim i swojego stowarzyszenia) => ten ktoś, jako stowarzyszenie, należy do inicjatywy FU => FU jest za tym czy innym rozwiązaniem – skandal! BŁĄD FU ma reprezentować interesy ogółu, a nie ten konkretny postulat tego jednego stowarzyszenia. I z wypowiedzi osób związanych z samym FU, a nie koniecznie z którymś z uczestników ich inicjatywy, wnioskuję, że tak właśnie jest.

    Źle to wróży zrzeszeniu na odpowiednio dużą skalę. Dopóki więcej osób uznających prawo do posiadania broni nie zrozumie tej konieczności “zjednoczenia ponad podziałami”, nie osiągniemy NIC.