Wypadek podczas polowania, myśliwy postrzelił śmiertelnie kolegę

Do tragicznego zdarzenia podczas polowania doszło w nocy w gminie Miłakowo (warmińsko-mazurskie), gdzie myśliwy postrzelił śmiertelnie drugiego myśliwego – podała PAP w sobotę policja.

Jak podał rzecznik warmińsko-mazurskiej policji Krzysztof Wasyńczuk obecnie w miejscowości Mysłaki wciąż pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza wraz z technikiem kryminalistyki, którzy ustalają przebieg tragicznego zdarzenia.

“Czynności wykonywane są pod nadzorem prokuratora z Morąga” – dodał.

Jak pierwsze o tragicznym zdarzeniu na polowaniu poinformowało radio RMF. (PAP)


Niedobrze, będzie hejt lewicowych zbawców świata. Wykorzystają nienawistnicy cudzą tragedię do opowiadania swoich bredni o szczęśliwym świecie bez broni. Będą oszalali nienawiścią do łowiectwa opowiadali bajki, jak to pijani myśliwi biegają po lasach. Oj czego to się nie dowiemy o myśliwych, którzy na nasze życie czają się w krzakach.

To nie broń zawiniła, bo to nie jest możliwe. Martwy przedmiot nie może wyrządzić nikomu krzywdy. Zawinił w jakiś sposób człowiek. W jaki? Nie mam pojęcia. Stała się tragedia.


Uzupełnienie  2017-12-31 15:08 (PAP)

Warmińsko-mazurskie/Zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dla myśliwego

66-letni mężczyzna, który w gminie Miłakowo (Warmińsko-mazurskie) śmiertelnie postrzelił podczas polowania kolegę, usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności – podała w niedzielę PAP warmińsko-mazurska policja.

Do zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę w miejscowości Mysłaki (warmińsko-mazurskie). Nie było to duże polowanie z nagonką, ale zorganizowane jedynie przez dwóch myśliwych.

Podczas niego 66-letni myśliwy postrzelił śmiertelnie 54-letniego kolegę – podała PAP w policja.

Od rana w sobotę w miejscowości Mysłaki pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza wraz z technikiem kryminalistyki, którzy ustalali przebieg tragicznego zdarzenia. Postępowanie prowadzi policja pod nadzorem prokuratury w Morągu.

66-latek przesłuchiwany przez śledczych przyznał się do zarzucanego mu czynu, złożył wyjaśnienia. W czasie zdarzenia był trzeźwy – podała policja. (PAP)


  • Rattus Rattus

    Brak kultury strzeleckiej w Polsce objawia się także tym, że w takich wiadomościach brak informacji o broni i amunicji. W doniesieniach o wypadkach drogowych nazywa się rzeczy po imieniu: “samochód osobowy”, “przejazd kolejowy”, “motocykl”. “pas ruchu”. W wypadku incydentu na polowaniu wiemy tylko, że ktoś postrzelił czymś z czegoś kogoś drugiego w coś śmiertelnie.

    • Pawel W

      A także niewiedza o tym, jak przeprowadza się polowania. Myśliwy zgłasza się, że chce polować i kiedy, albo jak chce polować w konkretnym miejscu, to najpierw sprawdzane jest, czy już ktoś tam nie poluje. Nie wpuszcza się 2 myśliwych na ten sam obszar do polowania, chyba, że wybierają się razem, lub jest nagonka. Pytanie – co robił myśliwy w rewirze innego myśliwego.
      Drugie pytanie – czemu myśliwy oddał strzał nie mając 100% pewności, w co strzela? Stara zasada – nie masz 100% pewności i widoku, nie strzelasz, trudno.
      Trzecie pytanie – a co z innymi ludźmi, którzy nie polują, a mają prawo przebywać w danym rewirze myśliwskim?

      • Tomek Olej

        Problem z rozpoznaniem celu jest taki, że w wypadkach z ostatnich lat, wszyscy sprawcy byli przekonani że strzelali do zwierzyny, czyli widzieli to co chcieli widzieć, a nie to co było rzeczywiście widoczne. Pytanie do psychologów/lekarzy jak ten problem rozwiązać. Być może zezwolenie na użycie celowników nokto I termowizyjnych, zmniejszyło by ilość wypadków, bo z polowań nocnych, w aktualnej sytuacji z dzikami, nie da sie zrezygnować.

        • Mozets

          Oczywiście, że ocena tego wypadku jest zupełnie niemożliwa w wypadku braku wiedzy na temat okoliczności wypadku. Bez wątpienia coś “nie zadziałało jak należy” i więcej na ten temat nie powiem ani słowa .
          Natomiast napiszę jak w latach 70 ( znam ten wypadek) wydarzył się wypadek w lasach niedalekich od mojego miejsca zamieszkania. Nie jest to wymysł beletrystyczny aczkolwiek nie dokument.
          Tekst ten jest fragmentem powieści “Reedukacja kapitana M” autorstwa M.Mozets. ( nie wydanej i nie będzie wydana za mojego życia).
          Cytuję:
          *************
          Lasy w Konkolewie obfitowały w dużą ilość zwierzyny. Na polowanie zaproszono prezesa miejscowej organizacji strzeleckiej . Pojechali pięcioosobową grupą. Większość z załogi wojskowego gazika, którym przyjechał zawodowy żołnierz z jednostki miała dubeltówki, wojak – kapitan, miał sztucer z lunetą. W załodze gazika z opuszczonymi szybami i bez brezentowej budy, był także sekretarz partii z miasteczka, weterynarz z miejscowego PGR-u i prokurator powiatu . Prokurator miał zgrabnego sowieckiego „boka”. Sekretarz był pierwszy raz na polowaniu i dobrze nie wiedział jak się ładuje i strzela ale go błyskawicznie przeszkolono. Pokazując załadowanie i rozładowanie broni z naboi śrutowych . Jechali wolno po przesiekach i rozglądali się za zwierzyną. Było to klasyczne dzikie strzelanie z jadącego łazika bez zachowania jakichkolwiek zasad bezpieczeństwa. Jeden z siedzących z tyłu ( weterynarz) położył jednym strzałem wystraszonego zająca , który zerwał się do biegu prawie spod tylnych kół gazika. Myśliwi byli zmęczeni i po godzinie jazdy na świeżym powietrzu zgłodnieli i zatrzymali się. Zjedli kanapki z kiełbasą i popili stakańczykami wódki. Pojazd ruszył dalej. Siedzący na przednim siedzeniu obok wojskowego kierowcy – sekretarz partii, zauważył zająca biegnącego lasem w kierunku przesieki. Zając pojawił się na przesiece blisko gazika i sekretarzowi udało się (jak to często bywa – zupełnemu amatorowi) trafić szaraka dokładnie na środku przesieki. Jednak zając nie był dokładnie trafiony, chyba dostał tylko parę śrucin – bo zaczął się zbierać do ucieczki. Sekretarz zamiast poprawić z drugiej lufy, podniecony, wyskoczył z gazika i trzymając dubeltówkę za lufę obydwiema rękami – solidnie przyłożył postrzałkowi kolbą w łeb. Zając znieruchomiał ale jednocześnie dubeltówka wypaliła i cały ładunek śrutu, z bliska – ugodził sekretarza w okolice serca. Weterynarz stwierdził, że nic się już nie da zrobić i stwierdził zgon. Prokurator mógł tylko spreparować oficjalną wersję zdarzenia i uzgodnić ją z pozostałymi. Polowanie zakończyło się natychmiast zaś ciało miejscowego sekretarza odwieziono do najbliższego szpitala na sekcję zwłok. Prokurator pojechał z wojakiem sporządzić akta sprawy. Występował w niej jako bezpośredni świadek więc sprawa rokowała natychmiastowym umorzeniem bez przypisania winy komukolwiek. Nieszczęśliwy wypadek na polowaniu.
          Koniec cytatu.
          *********