W obronie przed lewicową tyranią ludzie w USA zaczynają tworzyć quasi-secesyjne ruchy obywatelskie

Ruchy obywatelskie, w kilku stanach zdominowanych przez lewicową politykę, badają sposoby na wyjście z niewoli wysokich podatków, uciążliwych przepisów i innych ingerencji rządowych. W całym kraju zaczyna być słychać szepty o secesji – tworzeniu nowych stanów w ramach istniejących, tak aby konserwatywny głos był słyszalny nad kakofonią lewicowo-ekstremistycznych dźwięków. Kiedy dyskutujący na różnych kanałach telewizyjnych mówią o dzisiejszym toksycznym klimacie politycznym, przypominającym wojnę domową, nie mają pojęcia jak bardzo blisko są prawdy. Na zachodnim wybrzeżu Ameryki, gdzie liberalna polityka stała się tak naturalna jak sól w oceanicznym powietrzu, konserwatywna część społeczeństwa zaczyna szukać wyzwolenia od tej szkodliwej polityki, usilnie propagowanej w Oregonie i Kalifornii.

“Oregon jest kontrolowany przez północno-zachodnią część stanu, od Portland do Eugene. To głównie tereny miejskie, a ich decyzje nie reprezentują tak naprawdę wiejskiej części Oregonu”, powiedział Mike McCarter, prezes Move Oregon’s border for a Greater Idaho. “Mają swój plan działania i posuwają się do przodu, a nas kompletnie nie słuchają”. Ruch “Wielkiego Idaho” dąży do oderwania dużej części Oregonu, rozciągającej się aż do Oceanu Spokojnego, i przyłączenia się do stanu Idaho, który jego zdaniem ma wartości bliższe wartościom wyznawanym przez mieszkańców terenów dążących do tego międzystanowego transferu. Tak więc w przypadku Oregonu, ruch nie mówi o secesji, ale raczej o zmianie granic, przynajmniej zgodnie z wystosowaną petycją. “Ta propozycja różni się od secesji, ponieważ jest to po prostu przesunięcie granic, które nie wpływa na równowagę sił w Senacie Stanów Zjednoczonych” – stwierdza petycja. “To nie tworzy nowego stanu ani nie zwiększa liczby stanów”. Republikański gubernator Idaho, Brad Little, z przychylnością patrzy na pomysł by do gniazda w Idaho dołączyły jakieś pokrewne dusze. „Spoglądają na Idaho z sympatią z powodu naszej atmosfery regulacyjnej, naszych wartości. Nie dziwi mnie to ani trochę.”

W Fox News, Little powiedział: „To, co ich interesuje, to to, że chcieliby mieć trochę więcej autonomii, trochę więcej kontroli, trochę więcej wolności i ja to mogę w pełni zrozumieć”.

Na południe od Oregonu, w Kalifornii, żyje i ma się dobrze bardziej tradycyjny pomysł secesjonistów, czyli stworzenie nowego stanu. Tutaj mieszkańcy terenów wiejskich, niezadowoleni z oczywistego lewicowego wychylenia stanu w ostatnich dekadach, pragną odizolować się od nadmorskich skupisk ludności i od stolicy stanu – Sacramento.

Kampania Nowej Kalifornii, stworzona przez Roberta Paula Prestona i Toma Reeda, ma na celu powołanie nowego stanu, odrębnego od Los Angeles, San Francisco i innych ośrodków miejskich w których rządzi lewicowa polityka. „Obecnie stanem Kalifornia rządzi tyrania”, wyjaśnia strona internetowa grupy. Dlatego też grupa uważa, że „obowiązkiem ludzi, którzy cierpią z powodu wysokiego poziomu nadużyć i uzurpacji ze strony drapieżnego rządu jest zniesienie i ustanowienie nowego rządu przez ludzi i dla ludzi z Bogiem”.

U podstaw kampanii Nowej Kalifornii leży przepaść wiejsko-miejska i wynikająca z tego przepaść polityczna skutkująca rozczarowaniem wobec obecnych władz Kalifornii. „Coś jest nie tak, kiedy masz takie wiejskie hrabstwo jak to,  jedziesz do Orange County, które jest w większości miejskie i widzisz tam dokładnie te same problemy. Tak się dzieje z powodu tego, że stan jest źle zarządzany i opodatkowany” powiedział Preston.

Sprawa nie dotyczy tylko zachodniego wybrzeża. Na środkowym zachodzie, mieszkańcy wiejskich terenów Illinois szukają ucieczki od problemu zadłużenia Chicago i jego ogromnego politycznego wpływu na resztę stanu, poprzez ogłoszenie hrabstwa Cook i Chicago odrębnym stanem. W Nowym Jorku istnieje propozycja podziału Empire State na trzy autonomiczne i samorządne regiony – każdy z własnym gubernatorem i legislaturą (nypost.com). Na poziomie federalnym stan pozostawałby jedną jednostką administracyjną, ale te trzy regiony mogłyby samodzielnie rządzić na poziomie stanowym.

Jest jeszcze Wirginia. W Old Dominion, gdzie Demokraci sprawują obecnie większościową kontrolę nad obiema izbami ustawodawczymi a gubernator Ralph Northam jest również zagorzałym demokratą, zarówno on jak i jego partyjni koledzy naciskają na wprowadzenie surowych nowych przepisów dotyczących kontroli broni i radykalnych środków aborcyjnych, co rozgniewało wiele osób w stanie. Ten gniew doprowadził do utworzenia ruchu Vexit lub Virginia exit, którego nazwa nawiązuje do wyjścia UK z EU (thepetitionsite.com).

Rick Boyer z hrabstwa Campbell w stanie Wirginia, stworzył petycję, aby umożliwić hrabstwom opuszczenie stanu Wirginia i dołączenie do bardziej konserwatywnego i przyjaznego stanu Wirginia Zachodnia. Petycja ma bardzo wysokie poparcie, w tym wielebnego Jerry’ego Falwella i gubernatora Wirginii Zachodniej Jima Justice’a.

Justice, Republikanin, przekazał kilka słów powitania dla każdego, kto chce dołączyć do swojego państwa. „Jeśli nie jesteś naprawdę szczęśliwy tam gdzie jesteś, stoimy z otwartymi ramionami, aby zabrać cię z Wirginii lub skądkolwiek indziej”, powiedział Justice na uniwersytecie Liberty w Lynchburgu w Wirginii. „Zdecydowanie popieramy Drugą Poprawkę i zdecydowanie opowiadamy się za ochroną życia nienarodzonego”.

Czy któryś z tych ruchów typu secesyjnego ma szanse odnieść prawdziwy sukces? Prawdopodobnie nie, a wynikający z tych działań chaos może przeważać nad potencjalnymi zyskami .

Ale w 2016 roku wielu mówiło w tym samym tonie  o prezydenturze Donalda Trumpa. I proszę, jak rzeczywistość potrafi zaskoczyć.

James Murphy (źródło thenewamerican.com tłumaczenie Maciej Rozwadowski)

Każdy kto mieszka w mieście które w wyniku reformy administracyjnej utraciło status miasta wojewódzkiego wie jak to jest gdy nagle “nowa stolica” zaczyna odbierać miastu środki na funkcjonowanie i rozwój. Każdy kto mieszka w gminie która, w wyniku imperialistycznych zapędów jakiegoś polityka, została przyłączona do dużej miejskiej aglomeracji wie jak to jest gdy koszty życia gwałtownie wzrastają bez żadnego związanego z tym wzrostu jego jakości.

Wielu ludzi tutaj nie powinno więc dziwić, że Amerykanie robią to co robią – próbują wyrwać się z dusznego lewicowego otoczenia i żyć tak jak żyli jeszcze dwadzieścia-trzydzieści lat temu. Bez nadgorliwej i mało skutecznej odgórnej regulacji, bez faworyzowania mniejszości kosztem większości i bez opierania, mających bezpośredni wpływ na ludzki byt, działań tylko na populistycznych hasłach skierowanych do coraz liczniejszego “proletariatu”.

To co odróżnia Stany od tego coraz bardziej “ludowego” państwa to fakt, że ludzie tam mają narzędzia do walki o lepszą przyszłość dla siebie i swoich dzieci i jednocześnie widzą zagrożenia płynące z polityki liberalizmu socjalnego.

Przecież gdyby ta polityka, tak powszechnie stosowana w Europie, była zgodna z duchem Ameryki to nie byłoby ruchu “Great Idaho” a Kalifornii nikt nie nazywałby uszczypliwie “kalifornijską republiką ludową”.

Tam gdzie prawa jednostki są zachowane tam ludzie mogą czuć się prawdziwie bezpiecznie, jeśli jednak pojawia się bezkształtny “lud”, a krzywda milionów zaczyna być traktowana jak statystyka, poczucie bezpieczeństwa musi ulegać powolnej degradacji. To zapewne właśnie poczucie umykającej wolności i topniejącego bezpieczeństwa są motorem rozpędzających się w USA oddolnych ruchów obywatelskich.

Należy życzyć Amerykanom wszelkiej pomyślności w ich  prawdziwie wolnościowych działaniach – ludzie praktykujący “zrównoważoną wolność” mogą na to wszystko jedynie patrzeć z zazdrością. 

Maciej Rozwadowski