Poddany pańszczyźniany

Poddany pańszczyźniany nie chce ani sprawiedliwości ani wolności, po co mu to. Poddany pańszczyźniany wierzy szczerze, że możne źle z wolności korzystać, a sprawiedliwość to za trudne dla niego słowo. Pan mu powiedział, że z wolności trzeba umieć korzystać, trzeba się nauczyć. Skoro poddany pańszczyźniany nigdy nie był wolny, to nie potrafi używać wolności. Pan powiedział poddanemu, że nauczy, pomoże. Poddany pańszczyźniany to rozumie. O sprawiedliwości poddany nie myśli, bo to trudna rzecz. Zawsze to pan sprawiedliwościowy batem wymierzał, poddany pańszczyźniany umie przylać, ale ile razy? E, to lepiej jak będzie sprawiedliwością zajmował się pan, on wie lepiej, on uczony, on szkoły skończył. Uczony to i mądry i sprawiedliwy i sprawiedliwości się w szkołach nauczył – każdy poddany pańszczyźniany to wie.

Poddany pańszczyźniany chce tylko aby pan mniej dusił. Może dusić, wyzyskiwać, ale mniej. Trochę mniej, a właściwie co to za słowa, po co to takie rzeczy o panu mówić? Na tym polega zgoda społeczna pomiędzy poddanym pańszczyźnianym a panem, że poddany pańszczyźniany z radością jest poddanym pańszczyźnianym. Jest poddanym, bo chce nim być. Jest mu dobrze, gdy pan mu batem dupę zleje. Bardzo dobrze szczególnie gdy poddany pańszczyźniany wie, że innych mocniej leje. Mnie niech mniej leje, a ich mocniej leje – cwanie myśli sobie poddany pańszczyźniany.

Duchowe prawdy też poddany pańszczyźniany zna, rozumie, wie, że są święte i tajemnicą wiary objęte. Są uczeńsi, lepsi, bardziej zaznajomieni z Panem Bogiem. Taka społeczna drabina do samego Pana Boga, że najpierw ksiądz, za nim pan, a później poddany wierny panu – tak przecież Pan Bóg postanowił. No jakby nie było panów, to kto by miał dostęp do Pana Boga? No kto? Przecież nie poddany pańszczyźniany, tu trzeba pana, trzeba pośrednika, aby u Pana Boga dopomógł i szepną słowo w konfesjonale.

W takim miejscu gdzie jest dużo poddanych pańszczyźnianych, najbardziej wykolejona władza jest i bezkarna i bezpieczna. I żeby nie było, że ja tu coś o kimś konkretnie piszę, a gdzie tam! Piszę o sam nie wiem jak odległych i nierealnych miejscach 🙂 . U nas wiadomo demokracja. Niech się nikomu nie kojarzy ten wpis z otaczającym nas światem. No gdzie by kto pomyślał, że tu są poddani pańszczyźniani. Kto? My? Nigdy!

Takie filozofowanie w sobotni wieczór.

Teraz czas na historię, naszą, polską.

 

Jak naprawdę wyglądali polscy chłopi pańszczyźniani?

Nieludzki i wprost niewyobrażalny wyzysk. Praca tak ciężka, że do podobnej nie zmuszano nawet zwierząt. Żałosne zarobki, brak jakiejkolwiek opieki i horrendalne warunki życia. Polscy chłopi pańszczyźniani nie byli wcale zdrowi, silni i zahartowani. W przededniu upadku Rzeczypospolitej przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy.

O wyglądzie zewnętrznym mieszkańców polskich wsi pod koniec XVIII wieku możemy się przekonać sięgając po Historię chłopów polskich Aleksandra Świętochowskiego. Autor, na kartach opasłego, klasycznego dzieła przytoczył między innymi relację Williama Coxe’a.

„Są niewolniczo uniżeni”

Brytyjski podróżnik i historyk zjeździł pół Europy. W trakcie swych licznych wojaży trafił także nad Wisłę. Opis, który wyszedł spod jego pióra uchodzi za wyjątkowo wartościowy, ponieważ trudno zarzucać mu stronniczość.

Coxe przedstawiał to, co zobaczył i nie miał żadnego interesu w koloryzowaniu polskiej rzeczywistości. Dodatkowo potrafił odnieść wygląd polskich chłopów do tego, jak prezentowali się włościanie w innych rejonach kontynentu. Pisał:

Nigdy nie mógłbym wystawić sobie w myśli okolic tak smutnych i pustych. (…) Przez 45 mil spotkaliśmy tylko 2 powozy i 12 wozów (…) Widok nędznych wsi zgadzał się zupełnie z mizerną okolicą, która je otacza.

Angielskiego podróżnika w każdej wsi obskakiwały tłumy żebraków (Adam Dobrowolski/domena publiczna).

Brytyjczyk relacjonował wrażenia ze spotkań z mieszkańcami zapadłych wiosek, przez które przejeżdżał w drodze z Warszawy do Krakowa. W pierwszej kolejności w oczy rzuciła mu się plaga żebractwa:

Wieśniacy w tym kraju są biedniejsi i posępniejsi, niż w innych, które zwiedziliśmy. Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem.

W porównaniu z chłopami szwajcarskimi, którzy są grzeczni, ale również wymagają grzeczności, polscy są niewolniczo uniżeni: kłaniają się do ziemi zdjąwszy kapelusz, trzymają go w ręku dopóty, póki im człowiek nie zejdzie z oczu.

Niscy, wychudzeni i obdarci

Coxe nie miał również nic dobrego do powiedzenia o wyglądzie zewnętrznym napotkanych ludzi:

Chłop polski ma wygląd dziki, spaloną, ciemną, prawie czarną twarz, chude policzki, zapadnięte oczy, wzrost niski; porusza się wolno, ogólna apatia czyni go niezdolnym do odczucia zarówno wielkiej radości, jak cierpienia.

Zimą w prostym kożuchu, latem w koszuli i spodniach ze zgrzebnego płótna, boso, wlecze się leniwie za swoim chudym, kudłatym koniem, ciągnącym sochę, którą rozdziera zachwaszczoną rolę, ażeby z niej zebrać zapas na zimę, niewystarczający mu na wyżywienie rodziny i dobytku.

Coxe był zaskoczony tym, jak nędznie żyli polscy chłopi (Aleksander Kotsis/domena publiczna).

„Gniją w brudzie i nędzy”

Podróżnik z Wysp nie był odosobniony w swych opiniach. Również cytowany przez Świętochowskiego Francuz, który w tym samym czasie trafił nad Wisłę, miał bardzo złe zdanie o tym, co zobaczył na polskiej wsi:

Włościanie których liczbę do sześciu milionów rachują, zwani chłopami, stanowili przed podziałem 2/3 narodu. Mało się różniąc od bydła, nie mają żadnej własności, żyją z dnia na dzień, gniją w brudzie i nędzy.

Dla braku światła i środków do życia połowa ich potomstwa przepada, któraby ludność powiększyła (… ). Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może.

„Mało czują i mało myślą”

O tym, że powyższe komentarze wcale nie odbiegały od rzeczywistości świadczą także słowa Stanisława Staszica. W Przestrogach słynny oświeceniowy działacz i katolicki ksiądz w jednej osobie z goryczą pisał:

Pięć części narodu polskiego stoi przed mymi oczyma. Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpół nago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte; wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe; mając oczy głęboko w głowie zapadłe, dychawicznemi piersiami i bezustannie robią.

Również ksiądz Stanisław Staszic nie pozostawiał złudzeń co do kondycji i wyglądu chłopów (Władysław Barwicki/domena publiczna).

Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą — to ich największą szczęśliwością. Ledwie w nich dostrzec można duszę rozumną. Ich zwierzchnia postać z pierwszego wejrzenia więcej podobieństwa okazuje do zwierza, niźli do człowieka.

(w całości za facebook.com/chloppanszczyzniany)