Czy rodzice powinni zabraniać dzieciom zabawy “w wojnę”?

Czy zabawy symulujące brutalne sytuacje są złe? Kiedyś tak myślałam…a potem spędziłam trochę czasu poza Stanami Zjednoczonymi.

Kiedy mój mąż dorastał, jako jedyny chłopiec w rodzinie w której były same dziewczynki, jego matka nie pozwalała mu mieć żadnych zabawkowych pistoletów. Był łagodnym, słodkim dzieckiem. Ale kiedy miał pięć lat, pobiegł do domu swojego przyjaciela i “pożyczył” jeden z zabawkowych pistoletów, którymi się tam bawił i które chciał mieć. Przyniósł go do domu i ukrył w swojej sypialni.

Przez lata za każdym razem, gdy słyszałam tę słynną rodzinną historię, stawałam po stronie teściowej. Kiedy moi synowie byli niemowlakami, wiedziałam dokładnie jak nasze społeczeństwo postrzega męską agresję. Podobnie jak inni rodzice których znałam, miałam gorące pragnienie chronienia moich chłopców. Chciałam mieć pewność, że potrafię pokierować ich zabawą we właściwym kierunku. Miałam także kategoryczny wstręt do zabawek kryjących w sobie przemoc wszelkiego rodzaju. Ich pierwszymi zabawkami były klocki, puzzle i gry oparte na współpracy. Byli empatycznymi i miłymi chłopcami. Czułam niemały triumf, że moja strategia zadziałała: moi łagodni synowie nie wiedzieli nawet co to jest broń.

Potem mój pierworodny poszedł na przyjęcie urodzinowe. W torbach z prezentami dla tych czterolatków znajdował się plastikowy pistolet. Mój syn był całkowicie zauroczony. Próbowałem go od niego odciągnąć. “Bang bang!” krzyczał, biegając z innymi dziećmi. Kilka dni później mój nieśmiały dwulatek zafiksował się na zabawkowym mieczu, który był dołączony do pirackiej zabawki którą ktoś mu podarował, i nigdzie się bez niego nie ruszał. Widziałam, że ten absurdalnie mały miecz sprawiał, że czuł się odważny. Próbowałem (bezskutecznie) wyrwać go z jego małych rączek. To, że tak bardzo lubił tę zabawkową broń głęboko mnie denerwowało.

Kiedy chłopcy mieli trzy i pięć lat, przeprowadziliśmy się do Tokio. W japońskim przedszkolu naszych dzieci, chłopcy biegali i bawili się w różnego rodzaju gry wojenne. Jeszcze bardziej szokujące dla mnie w tamtym czasie było to, że nauczyciele pomagali dzieciom robić ich własną broń ze zwiniętych gazet. Mój najstarszy syn wracał do domu dzień po dniu z rękami pełnymi samodzielnie zrobionych papierowych pistoletów, karabinów i mieczy. On i jego koledzy biegali i walczyli ze sobą. Ta japońska publiczna szkoła podstawowa co roku rozdawała nawet pistolety na wodę wszystkim dzieciom podczas letniego festiwalu. Każde dziecko dostało jeden – nawet trzylatki. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak dzieci krzyczą ze śmiechu, strzelając do siebie w kółko na szkolnym podwórku, byłam zaskoczona tym jak dorośli mogą być tak zblazowani. Nie tylko tolerowali oni tą zabawę: nauczyciele, a nawet dyrektor szkoły pomagali napełnić pistolety dzieci wodą i biegali wokół strzelając i walcząc razem ze swoimi uczniami. Wręcz zachęcali dzieci, zarówno chłopców jak i dziewczynki, do zabawy zabawkowymi pistoletami.

Ich zrównoważona postawa jest niewątpliwie głęboko osadzona w kontekście kulturowym: dziś w Japonii prawie nikt nie posiada broni palnej i prawie nie ma brutalnych incydentów z użyciem broni palnej. Jednak od czasu zamieszkania za granicą, w społeczeństwie w którym małym dzieciom pozwala się na tak wiele ujść dla ich energii, doszłam do przekonania, że jednym z sekretów samoregulacji azjatyckich chłopców jest sposób w jaki postrzegana jest zabawa z elementami agresji. Jest to po prostu normalny etap dzieciństwa, a nie demonizowany i tabuizowany aspekt życia społecznego. Tylko w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, mały chłopiec w Massachusetts został zatrzymany i zmuszony do napisania listu z przeprosinami za posiadanie malutkiego, zabawkowego pistoletu z klocków Lego w szkolnym autobusie; pięciolatek w Maryland został zawieszony na dziesięć dni za posiadanie zabawkowego pistoletu w szkole, był on przesłuchiwany tak długo, że zmoczył spodnie w gabinecie dyrektora; uczniowie szkoły podstawowej w Waszyngtonie zostali zawieszeni za strzelanie z zabawkowych pistoletów NERF, o które nauczyciel poprosił ich w ramach eksperymentu z prawdopodobieństwa; a w Kalifornii szkoła podstawowa ogłosiła plan “odkupienia” zabawkowych pistoletów w zamian za książki.

To chłopcy ponoszą największe konsekwencje naszej paniki związanej z zabawkami w kształcie broni palnej, ale dziewczynki też nie są na to całkowicie odporne: pięcioletnia dziewczynka w Pensylwanii została zawieszona w szkole i poddana ocenie psychiatrycznej, gdy zagroziła, że zastrzeli kolegę z klasy zabawkowym pistoletem do baniek mydlanych Hello Kitty – zabawką, której nawet nie przyniosła do szkoły. Nie zawsze brzydziliśmy się zabawą z bronią; dzieci w latach 50-tych dorastały przesiąknięte programami telewizyjnymi pokazującymi bohaterów z bronią, takich jak Samotny Strażnik, a zabawkowe żołnierzyki i kowbojskie kostiumy były powszechnym wyposażeniem dziecięcych pokojów. Jednak społeczna panika nasiliła się po serii tragicznych strzelanin w szkołach w latach dziewięćdziesiątych, a zwrot w kierunku polityki zerowej tolerancji i regulowania tego jak dzieci powinny się bawić jest coraz silniejszy. Staliśmy się tak spanikowani na punkcie plastikowych zabawek imitujących broń, że wymazujemy je z naszej przeszłości.

Jay Mechling, profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, opowiadał w The Journal of Play jak bardzo był zaskoczony, że ikona powojennego dzieciństwa Amerykanów z lat 50-tych ubiegłego wieku – pistolet Daisy BB – oraz inne zabawkowe pistolety nie były w żaden sposób wyeksponowane kiedy odwiedził Narodowe Muzeum Zabawy Strong. Daisy i inne zabawkowe repliki pistoletów były wielokrotnie nominowane do włączenia do muzealnej Narodowej Galerii Sław Zabawek, ale sprzeciw rodziców i nauczycieli przeważył. Zabawkowe pistolety są systematycznie wymazywane z amerykańskiej kulturowej historii dzieciństwa.

Chociaż wiele osób w Ameryce martwi się, że zabawy z atrapami broni narażają dzieci na przemoc, badania tego nie potwierdzają. W rzeczywistości taka aktywność może pomóc w nauczeniu dzieci odczytywania sygnałów mimicznych i języka ciała innych osób, określenia swojego miejsca w grupie i nauczenia się, jak dostosować swoje zachowanie w różnych sytuacjach społecznych. Zabawa pomaga dzieciom nauczyć się wzajemnego sygnalizowania: to jest tylko fantazja. Jak wyjaśnia Mechling, wykorzystując teorie antropologa Gregory’ego Batesona, kiedy dzieci bawią się zabawkowymi pistoletami, robią to w ramach stworzonej przez siebie zabawy, w której “strzelanie nie jest prawdziwym strzelaniem”. Dzieci nie postrzegają swojej zabawy tak jak ich aktywność postrzegają dorośli. Dla dzieci zabawa z bronią jest po prostu zabawą, podczas gdy dla amerykańskich dorosłych – zwłaszcza w erze post-Columbine – zabawa z plastikową bronią jest formą przemocy.

Kiedy dzieci angażują się w wybraną przez siebie zabawę, są bardziej zaangażowane i zmotywowane do tego aby trwała ona dłużej. Zabawa pobudzająca wyobraźnię jest ćwiczeniem samoregulacji. Samoregulacja z kolei jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu w szkole, ale w ostatnich dekadach cecha ta uległa znacznemu pogorszeniu. (Dzisiejsze pięciolatki mają umiejętności samoregulacji takie jak trzylatki 60 lat temu). Badania wykazały, że uwzględnienie zainteresowania chłopców w wieku przedszkolnym zabawą z atrapami broni prowadzi do prowadzenia dłuższych, bardziej skomplikowanych gier, które wykraczają poza zwykłą prymitywną zabawę. Rząd brytyjski, zaniepokojony umacnianiem się wzorca chłopców w wieku przedszkolnym pozostających w tyle za dziewczynkami, częściowo z powodu polityki zerowej tolerancji która doprowadziła nauczycieli do ograniczenia wszelkich przejawów hałaśliwej zabawy, doradził przedszkolom, by pozwoliły chłopcom bawić się bronio-podobnymi zabawkami i brać udział w innych zabawach według ich wyboru. Badania wskazują, że otwarta akceptacja dla ich zainteresowań pomoże im poczuć się bardziej zaangażowanymi w proces edukacyjny i poprawić wyniki w nauce.

Nie ma wątpliwości, że wolałabym aby moi synowie czytali książki niż bawili się zabawkowymi pistoletami. Nie mam również łatwej odpowiedzi, gdy moi japońscy przyjaciele zastanawiają się nad paradoksem naszego zakazu zabawy atrapami broni, gdy nie zakazujemy prawdziwej broni, która jest przyczyną wypadków i aktów jawnej przemocy wśród nastolatków w USA każdego roku. Czy dyskusyjna korzyść z zakazu prowadzenia zabaw emulujących brutalne sytuacje nie przeważa nad ewentualną szkodą? Szkodą jaką jest karcenie, i w efekcie wprowadzanie poczucia wstydu u małych dzieci za ich wymyślone zabawy, zabawy które je pociągają. Dawanie dzieciom do zrozumienia, że to co czują i robią nie jest dobre, że ich zainteresowania są niewłaściwe, i że ich zabawa nie ma wartości jeśli nie bawią się w sposób który dorośli uznają za akceptowalny?

Moi chłopcy, mający obecnie 12 i 10 lat, uwielbiają piłkę nożną, filmy i gotowanie. Pilnują też swoich dwóch młodszych sióstr. Kiedy cała czwórka bawi się razem, ulubioną grą przygodową jest “dobrzy kontra źli”: trzylatka kroczy dzierżąc mały pistolet, by chronić swoje starsze rodzeństwo przed wyimaginowanymi potworami które łypią na nich z szafy. Poza tymi grami, żaden z chłopców nie interesuje się za bardzo bronią. Z resztą tak samo jak ich ojciec.

Christine Gross-Loh (www.theatlantic.com)

tłumaczył MR