75 lat temu Niemcy rozpoczęli publiczne egzekucje w Radomiu, jako represje za wykradanie pistoletów VIS z radomskiej Fabryki Broni

75 lat temu, w październiku 1942 r., niemieccy okupanci przeprowadzili w Radomiu serię publicznych egzekucji, w trakcie których powieszono 50 osób. Większość ofiar związana była z radomską Fabryką Broni, z której wykradano pistolety Vis, wykorzystywane następnie w działalności konspiracyjnej.

Kradzież broni z radomskiego zakładu była jedną z najważniejszych form działalności Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej w Radomiu. Głównym celem konspiratorów stał się jeden z najlepszych wówczas pistoletów na świecie – legendarny Vis.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP radomski historyk dr Sebastian Piątkowski, system wykradania broni z radomskiej fabryki został zorganizowany perfekcyjnie i przez wiele miesięcy działał wręcz idealnie. Było to możliwe, mimo ścisłej kontroli produkcji, polegającej na tym, że niektóre części pistoletu, m.in. tzw. chwyt, numerowano. „To sprawiało, że do polskiego robotnika pracującego na maszynie w każdej chwili mógł podejść niemiecki majster i sprawdzić, jaką część i o jakim numerze dany pracownik obrabia” – powiedział historyk. Takiego elementu broni nie można było też wynieść z zakładu, bo od razu mogłoby wyjść na jaw, że jakiegoś kolejnego numerowanego fragmentu brakuje.

„Polscy konspiratorzy wpadli jednak na genialny w swojej prostocie pomysł. Mianowicie, niektórym częściom nadawano podwójną numerację” – podkreślił dr Piątkowski. I właśnie takie zdublowane elementy, później składane w całość, wynoszono lub wywożono z fabryki.

W ocenie historyka, system ten działał idealnie, ale w pewnym momencie konspiratorzy wpadli jednak we własną pułapkę. „Z perspektywy lat można powiedzieć, że żołnierze AK w Radomiu stracili czujność” – stwierdził dr Piątkowski. Początkowo bowiem pierwszą czynnością po wykradzeniu pistoletów z fabryki było zaniesienie ich do warsztatu ślusarskiego i tam zatarcie numerów wskazujących na to, że broń o zdublowanej numeracji została wyniesiona z fabryki. „Robiono tak przez pewien czas, ale później tej procedury zaniechano, co – jak się miało okazać – przyniosło tragiczne konsekwencje” – stwierdził badacz radomskiej historii.

12 września 1942 r. z Radomia wyruszyła pociągiem grupa likwidacyjna samodzielnej ekspozytury wywiadowczej w Radomiu, krypt. „Sosna”, która w Końskich miała zlikwidować niemieckiego agenta. Był nim szef wywiadu Komendy Obwodu AK Końskie Maksymilian Szymański ps. „Maks” – „Relampago”, który – jak się okazało – współpracował z Niemcami. Na stacji kolejowej w Rożkach k. Radomia doszło do wymiany ognia z niemieckim patrolem. W wyniku tego zginął polski dowódca akcji – ppor. Jerzy Ewaryst Żetycki ps. „Andrzej”. Według Piątkowskiego do dzisiaj nie wiadomo, czy spotkanie z Niemcami było dziełem przypadku, czy konspiratorzy wpadli w zasadzkę. Katastrofalne – jak zaznaczył badacz historii – okazało się jednak to, że w ręce Niemców dostała się m.in. broń porzucona na stacji przez konspiratorów. Kiedy Niemcy sprawdzili pistolety, wyszło na jaw, że jeden z Vis-ów o takim numerze jest użytkowany przez niemieckiego policjanta, a drugi przez polskiego funkcjonariusza policji. „Jednoznacznie widać było, że numery zostały zdublowane. Niemcy dostali dowód na to, że w Fabryce Broni wykrada się Visy na potrzeby polskiej konspiracji” – stwierdził historyk.

W ciągu następnego miesiąca przez Radom przetoczyła się fala aresztowań. Zatrzymano wówczas ponad 100 osób. „Były to uderzenie bardzo celne, przede wszystkim w struktury Armii Krajowej” – zaznaczył historyk. W nocy z 24 na 25 września Gestapo wkroczyło też na wydział produkcji pistoletów w radomskiej Fabryce Broni, aresztując 40 robotników, większość z nich należała do konspiracji.

Aresztowanych umieszczono w trakcie śledztwa w więzieniu przy ul. Malczewskiego, a następnie przesłuchiwano w siedzibie Sipo przy ul. Kościuszki, poddając wymyślnym torturom. W październiku 1942 r. zapadła decyzja o skazaniu na karę śmierci i straceniu 50 aresztowanych. O ile wcześniejsze egzekucje miały charakter tajny, tym razem Niemcy postanowili je przeprowadzić w sposób publiczny.

Równo miesiąc po starciu w Rożkach, 12 października 1942 r., przy stacji kolejowej zbudowano szubienice i powieszono pierwszych 10 skazanych. Ciała straconych wisiały tam przez cały dzień. Każdy przejeżdżający pociąg osobowy zatrzymywał się w tym miejscu na kilkanaście minut, by pasażerowie mogli przyjrzeć się przerażającemu widokowi.

„Oczywiście były to działania mające na celu zastraszenie Polaków, by przekonali się, co grozi angażującym się w działania konspiracyjne. I faktycznie mieszkańców Radomia ogarnęło przerażenie, bo – jak na realia okupacyjne – Niemcy wykazali się niezwykłym bestialstwem” – stwierdził Piątkowski.

13 października druga szubienica stanęła przy tzw. szosie kieleckiej, dzień później – następna przed jedną z hal Fabryki Broni. 15 października, w czwartek – będącym w Radomiu dniem targowym – egzekucję wykonano przy szosie warszawskiej. Okupantowi zależało na tym, by straceńców zobaczyli także podążający na targowisko mieszkańcy podradomskich wsi.

W sumie stracono 50 osób. Byli to mężczyźni i kobiety w różnym wieku, w większości zaangażowane w działalność konspiracyjną. Ogromne straty poniosły wówczas rodziny m.in. Winczewskich, Kiełbowskich i Graboszów. Reszta z aresztowanych została w przeważającej większości deportowana większości do obozów koncentracyjnych i tam poniosła śmierć.

„12 października 1942 r. zostali straceni na szubienicy w Rożkach koło Radomia moi bracia Jan Bogusław Winczewski, z zawodu oficer WP, oraz Henryk Winczewski, urzędnik skarbowy. 15 października 1942 r. zostały stracone na szubienicy w Radomiu przy szosie warszawskiej: moja matka Stanisława Winczewska oraz bratowa Ada z Mayerów Winczewska. Ta ostatnia znajdowała się w chwili egzekucji w trzecim lub czwarty miesiącu ciąży. Brat mój Józef (14 lat – PAP) był przez jakiś czas więziony w Radomiu. Co się z nim później stało – nie wiadomo. Zaginął po nim wszelki ślad. Tadeusz Kozerski (kuzyn żony Henryka – PAP) został stracony dnia 14 października 1942 r. na szubienicy przed Fabryką Broni” – zeznała w grudniu 1945 r. przed komisją badania zbrodni hitlerowskich bliska krewna ofiar, 26-letnia Halina Jamroż z Winczewskich.

Żona innego powieszonego Bronisława Kurys mówiła: „14 października 1942 r. został mój mąż stracony przez Niemców na szubienicy w Radomiu koło Fabryki Broni. W dniu tym byłam na miejscu stracenia jeszcze przed egzekucją. Gdy przyjechał samochód i gdy zobaczyłam swego męża wśród mężczyzn skazanych na śmierć, których przywieziono tym samochodem, zemdlałam. Gdy mnie ocucono, już piętnastu mężczyzn, a wśród nich i mój mąż, wisiało na szubienicy” – zeznała w 1945 r. 32-letnia wówczas kobieta przed komisją badania zbrodni hitlerowskich.

Zdaniem dr. Piątkowskiego, starcie w Rożkach i odwetowe egzekucje, miały dla okupowanego Radomia daleko idące konsekwencje. „Przede wszystkim sparaliżowały działalność konspiracyjną w Fabryce Broni, a przynajmniej w pierwszych tygodniach i miesiącach po egzekucjach ten strach wzbudzony przez Niemców był w życiu miasta bardzo widoczny” – zaznaczył Piątkowski.

Zapisy relacji świadków dotyczących wydarzeń z października 1942 r. w Radomiu zamieszczone są w portalu ZapisyTerroru.pl, prowadzonym przez Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego. Znajdują się tam także relacje o masowych egzekucjach na radomskim Firleju, życiu w radomskim getcie, brutalnych przesłuchaniach w siedzibie Gestapo przy ul. Kościuszki oraz pacyfikacjach okolicznych miejscowości, m.in. Karolina i Zwolenia. (PAP)

 

Polacy narażali aby posiadać broń do walki z niemieckim okupantem. Niektórzy oddali życie, aby inni mogli mieć czym strzelać do Niemców. Broń jest cenna jak życie, pisałem o tym niejednokrotnie, przy przeróżnych okazjach. Powyższy opis tragicznych wydarzeń pokazuje jak bardzo ważne jest posiadanie broni w czasie gdy ktoś arbitralnie zakazuje. Ileż to przykładów na tym blogu opisałem, że każdy zakaz posiadania broni jest ściśle związany z jakimś zbrodniczym zamiarem wobec tego komu broni się zakazuje.

Teraz gdy mamy możliwość zdobywania pozwoleń na broń, trzeba z tego intensywnie korzystać. Broń w każdym polskim domu, ten cale wcale nie jest przesadzony. W przyszłym roku Fabryka Broni “Łucznik” Radom planuje wznowić produkcję pistoletu VIS. Osobiście zapewniał mnie o tym prezes Fabryki. Warto zawczasu się przygotować. Trzeba zdobyć pozwolenie, to w Polsce ciągle dość czasochłonna i kosztowna procedura.

 

  • Bartosz Alchimowicz

    Szkoda, że ludzie których wybieramy do rzadzenia tym krajem nie wyciągają wniosków z niedalekiej przeszłości. Pomnikami i muzeami się nie obronimy…w każdej wojnie cywile są najbardziej poszkodowani i ginie ich najwięcej.

  • Krzysztof Jabłoński

    Dziś w Polsce nie trzeba ryzykować życiem, żeby zdobyć broń, a jednak wielu Polaków nie podejmuje żadnego wysiłku celem jej posiadania. Potrzeba posiadania broni w Polakach umarła, razem z potrzebą wolności, którą oddają za ułudę bezpieczeństwa. Niestety ludzie, którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność.

    • Starypryk

      Bez obrazy ale takie teksty to propagandowa papka ,to co mam sobie w łeb strzelić?razem z 36 milionami ludzi bo ty klamke w domciu masz ?

      • Krzysztof Jabłoński

        Bez urazy, ale bez broni nawet tego nie możesz zrobić. Co się zaś tyczy samej treści, to warto by zapytać autora tych słów – Benjamina Franklina. Niestety od ponad 200 lat nie odpowiada na depesze. Co ma zrobić 36 milionów bezbronnych Polaków? Jeśli dla Ciebie jedynym wyjściem jest “strzelić sobie w łeb”, to jest to dla mnie zwyczajnie smutne.

        • Starypryk

          Bez urazy, ale moje strzelanie w łeb wynika z twoich słów ,wszak nie zasługuję na nic .
          Większość Polaków zarabia grosze którymi muszą wiązać koniec z koncem a ty im wyjeżdżasz z potrzebą posiadania broni ? jeszcze piszesz bzdety o tym na co zasługują a na co nie !!!
          Od obrony jest ARMIA ,na to płacą wszyscy ,jak kogoś stać ,to sobie wyrobi pozwolenie i będzie mógł być tym “lepszym “Polakiem .

          • Obserwator

            Celne podsumowanie postawy prezentowanej przez znaczną część tzw. środowiska strzeleckiego. Pozdrawiam.

          • Bartosz Alchimowicz

            Niestety jak jest konflikt zbrony to nasze tzw. wojsko (armię to ma USA i Rosja) nie zapewni nam nawet 2 dni obrony. Bez wsparcia uzbrojonych cywili i rozleglej rezerwy nie ma szans na jakąkolwiek walkę. Jeden rosyjski generał kiedyś powiedział – wojnę rozpoczyna wojsko zawodowe kończy rezerwa. Dlatego uważam ze ten radosny głupkowaty pacyfizm i liczenie na USA będzie miał szybciej czy później swoją cenę. Wspomnę jeszcze ze KAŻDY nasz sąsiad ma aramię lub wojsko które nas pokona (nie mowie o Czechach czy krajach powiedzmy do 10 mln mieszkancow). Ukraina ma już 250 tys żołnierzy, a stosunki polityczne zmieniają się dużo dużo szybciej niż budowa dobrej obrony danego kraju.

          • Starypryk

            Armia jest wypadkową potencjału technologicznego i gospodarczego danego kraju i oczywiście zasoby ludzkie.
            Nasza gospodarka to ósmy cud świata wedle dziennika telewizyjnego czy różnych trybun ludu ,nasze technologię podbijają świat w okolicach biegunów .
            Przypominam że w 1939 r wydatki na armię hamowały rozwój kraju a i tak to nie pomogło ,chcę powiedzieć że sami nie jesteśmy w stanie się obronić ,nasz potencjał jest za mały a zwiększanie armii skonczy się katastrofą gospodarczą ,sami się wykonczymy .
            Jedna z dróg to rozwój technologiczny i eksport tak jak robi to Izrael czy USA ,problem w tym że to musi być robione na najwyższym poziomie i wtedy otwiera się jakaś szansa ,co do sojuszy jeteśmy na nie skazani bo przez te trzydzieści lat skutecznie działamo by w tym kraju żadna technologia ani nowoczesny przemysł nie powstał ,ta emigracja tych milionów wykształconych ludzi to nie zaden przypadek, to celowe działanie by ten kraj się nie rozwijał .

          • Bartosz Alchimowicz

            Dlatego likwidowanie powszechnego poboru było błędem biorąc pod uwagę nasze położenie. Kim ma wielką armię bez gospodarki. Nas nie stać na armię zawodową. A wartość różnych sojuszy było widać w 39. Umiesz liczyć licz na siebie. Nikt nie będzie umieral za jakiś tam kraj nad Wisłą. Trzeba robić co się da we własnym zakresie a można sproro, ale to nie jest robione.

          • Starypryk

            Kim ma mięso armatnie a nie armię, to jest dobre w propagandzie , nikt nie chce umierać za coś i masz rację najlepiej liczyć na siebie ,tylko że my nie mamy takiego potencjału ani możliwości by sami się obronić .
            Powszechny pobór moim zdaniem, załatwi ilość ale nie jakość , uważam że lepszą alternatywą jest mniejsza armia zawodowa ale lepiej wyszkolona i wyposażona bo jej wartość jest ceniona i szanowana .

          • Bartosz Alchimowicz

            Widzę nasze wojsko z bliska i jest słabo (i mało). A wiara ze wojsko będzie toczyć wojnę pod blokiem i nie wpłynie to na życie cywili jest po prostu naiwne. Zawodowcy zaczynają konflikt a dosłownie po chwili jednostki muszą być uzupełniane o rezerwy i wszystkich powołanych. Masz zapewne zielona książeczkę w szafie jak ja? Więc osobiście wolę nauczyć się strzelać wcześniej a nie w okopie i iść juz z własnym karabinem, u potencjalnego wroga będzie podobnie. W razie większego konfliktu masa ludzi dostaje powołanie i tyle. I to od nas zależy czy na wojnę pòjda ludzie z karabinem i podstawami czy barany na rzeź. Rosja tez nie ma samych żołnierzy specnazu. Tam po niedługim czasie też będą takie same Janusze wojny jak my.

          • Starypryk

            Nie no spoko,tylko nie zapominaj o potencjale i możliwościach danego kraju , mamy 48 f16 tak? jakto się ma do rosjan? a nie zamienisz kraju w wielkie lotnisko ,kupią jeszcze 100 a i to nadal będzie relatywnie niewielka siła a koszta kosmiczne by to utrzymać i tak w każdej z broni osobna ,powtarzam ,nasz potencjał nie pozwala utrzymywać wielkiej armii .
            Uzbrojony cywil ,to albo będzie bronił się przed innym uzbrojonym cywilem albo jak warunki będą pozwalać zostanie partyzantem .
            My ciągle poruszamy się w warunkach wojny tradycyjnej , w stylu II światowa , a tu masz wojnę hybrydową ,bezzałogowy sprzęt latający jeżdżący i pływający i inne cuda na kiju które mogą zmienić obraz pola walaki o 180 stopni i wysłać cały ten kosztowny sprzęt do lamusa ,bo się może okazać że dron za kilkaset dolarów jest w stanie zniszczyć czołg czy helikopter za miliony dolarów .
            Możemy się oczywiśćie spierać i debatować do tak zwanej u…j śmierci ,ale najważniejsze by to na gadaniu się konczyło 🙂

          • Bartosz Alchimowicz

            No właśnie. Ne stać nas na armię zawodową. Wiec powinnismy szkolić i wyposażać w broń każdego kto chce i może. Lepiej mieć 2-3 miliony w rezerwie z bronią w domu ja np. Finowie vzy Szwajcarzy niż nie mieć nic. Lepiej też zginąć w walce niż przez strzał w potylice. Kim ma technologiczny skansen ale obecnie Korea pn jest nie do zdobycia. Można ich bombardować i tyle.

  • TenSamJa
  • KBPol

    Za okupacji hitlerowskiej – kara śmierci za kradzież broni z fabryki,
    za SLD/PSL/PO/PiS – do 8 lat za posiadanie “nielegalnej” broni czy amunicji.
    Jakże niewiele się zmieniło…