Dlaczego przymus przynależności do stowarzyszeń strzeleckich jest ZŁY

Poniżej tekst Pawła Dyngosza, prezesa stowarzyszenia Braterstwo, zdaje się największego stowarzyszenia sportowego i kolekcjonerskiego w Polsce.


Dzień dobry, dyskutujemy nad kształtem nowej UoBiA i pojawiają się głosy domagające się przymusowego zrzeszania w organizacjach. Chciałbym rozwinąć temat dlaczego przymus przynależności do organizacji jest krzywdzący i całkowicie niepotrzebny.

Strzelectwo w Polsce cierpi na jeden fundamentalny problem: jest za mało strzelców. Nawet kominiarzy jest więcej niż kolekcjonerów broni palnej w Polsce. Mała ilość strzelców sprawia, że politycznie nasz głos jest cichy, nasze postulaty społecznie ignorowane, a nasza siła sprawcza niewielka. Co ważniejsze, strzelcy mają niewielką siłę oddziaływania ekonomicznego. Trudno jest stworzyć nowoczesną, doinwestowaną firmę szkoleniową, jeśli z oferty będzie chciało skorzystać 50-100 osób rocznie. Jest mało miejsca dla bardziej wyspecjalizowanych odłamów strzelectwa: longshotów, dynamiki, czy choćby odchodzącego już w niebyt sportowy pistoletu dowolnego, bo jeśli w naszym powiecie strzela 200 osób, to ile z nich będzie w ogóle myślało o strzelaniu długodystansowym?

Najgorzej jest z obiektami. Dobra strzelnica, poza silną społecznością lokalną, która obroni miejsce przed deweloperami, czy niechętnymi sąsiadami, potrzebuje dużych nakładów. W dużych miastach nawet niewielka strzelnica może generować koszty rzędu kilkunastu tysięcy miesięcznie. Aby powstał obiekt klasy ogólnopolskiej, niezbędne są miliony złotych.
Uzbieranie miliona złotych na obiekt nie jest obecnie wykonalne dla żadnej organizacji strzeleckiej (nie liczę PZSS), nawet w perspektywie kilku lat zbierania. Strzelnice w dużych miastach powstają powoli, bo ogromne koszta stałe wymagają albo wysokich cen albo ogromnej ilości użytkowników, a często obu tych rzeczy. Na prowincji otwieranie strzelnic często nie przynosi specjalnych efektów, bo chętnych do strzelania jest tak mało, że obiekt żyje tylko w niektóre dni weekendowe.

O wiele łatwiej by było, gdyby chętnych strzelców — a więc płacących klientów — było znacznie więcej. Mając dużą bazę klientów firmy otwierają nawet najtrudniejsze, najbardziej kosztowne działalności, wymagające obecności na wszystkich kontynentach i dwuletnich łańcuchów logistycznych. Także w Polsce większa ilość klientów sprawi, że rynek strzelnic poprawi się i przyspieszy.

Barierą w gwałtownym wzroście ilości strzelców w Polsce nie jest już uznaniowość Policji (choć starają się jak mogą), a skomplikowane procedury wykraczające poza niezbędne warunki (święta trójca: dorosłość, praworządność, zdrowie psychiczne). Duża część osób lekko zainteresowanych strzelectwem zniechęca się gdy słyszy o 6 miesiącach oczekiwania, kilku przelewach na łączną kwotę 2 tys zł, regularnym odstrzeliwaniu “zawodów” na wiwat i zależności od prezesów klubów. Obecne procedury całkowicie nie pasują do kraju leżącego w Europie. Odejście od nieżyciowych procedur jest niezbędne, aby ruch w strzelectwie się unormował w szybkim wzroście.

Myślę, że większość osób zgodzi się, że istnienie klubów strzeleckich to korzystne zjawisko. Moim zdaniem — bardzo korzystne. Klubów powinno być jak najwięcej, zrzeszających różnych ludzi, o zróżnicowanych zainteresowaniach czy pasjach. Środowisko strzeleckie jest obszerne i nie ma jednego typu strzelców. Szeroka, różnorodna oferta podnosi atrakcyjność hobby zarówno dla ludzi z pozwoleniami na broń, jak i osób, które dopiero zainteresują się bronią palną w przyszłości.

Kluby i stowarzyszenia strzeleckie organizują lokalne działania, zdobywają i utrzymują obiekty strzeleckie i stanowią miejsce pierwszych spotkań laików ze strzelectwem.
Obecnie coraz więcej ludzi pierwszą styczność ze strzelectwem zalicza też przez internet: czytając, oglądając filmiki na youtube, rozmawiając ze strzelcami. Jednak nawet najlepsze informacje teoretyczne w internecie nie trafią do wszystkich zainteresowanych i w dalszym ciągu większość strzelców uzyskuje pierwsze informacje w swoim klubie strzeleckim.
Klubów powinno być dużo, aby była między nimi zdrowa konkurencja, dbałość o członków i stały impuls do rozwoju dla całego środowiska. Kluby strzeleckie to wizytówka strzelectwa i powinny prezentować jak najwyższy poziom.

Dlaczego zatem przymus przynależności do stowarzyszeń nie byłby korzystny, skoro najwięcej wysiłku obecnie wymaga kontakt z PZSS (dużo osób chce zlikwidować tylko to), a kluby działają pozytywnie i są niezbędne?

Przymus przynależności:
1. utrzymuje przy życiu organizacje patologiczne, pasożytnicze i nie mające żadnej pożytecznej funkcji społecznej (a czasami trzy w jednym),
2. znacząco zwiększa koszta dla potencjalnych strzelców,
3. nie przydaje się większości osób
4. limituje dostęp do hobby, utrudniając poszerzanie grona strzelców
5. napędza tworzenie i utrzymywanie “hurtowni strzeleckich”, czyli premiuje organizacje ułatwiające spełnianie wymogów, a nie rzeczywiste osiągnięcia (spełnianie wymogów staje się koronnym osiągnięciem organizacji)
6. daje silną motywację do federalizowania strzelectwa i próby wpisywania monopoli lub oligopoli w prawo

ad1.
Największą wadą przymusu jest utrzymywanie organizacji, które nie powinny istnieć lub nie powinny istnieć w tym kształcie. Jeśli utrzymanie pozwolenia wymaga członkostwa w jakimś klubie, to w wielu miejsach w kraju, zwłaszcza gdzie infrastruktura jest gorsza powstanie lokalny monopol. Ludzie będą zmuszeni do dołączenia do jakiegoś klubu i będą żywić organizację, która istnieje tam siłą inercji. Może ten klub ma prezesa – buca, może ma nieżyciowe opłaty i wymagania, może traktuje nowych strzelców źle i zniechęca ich do hobby? Jeśli organizacja ma lokalny monopol i zagwarantowany ustawą stały dopływ nowych “jeleni”, to nie ma żadnej motywacji do zmiany.

W takim klubie wszystko może być rodem z lat 80 i będzie to świetnie funkcjonowało. Znacie takie kluby w swojej okolicy? Większość na pewno zna. Nie ma żadnej potrzeby inwestowania w polepszenie warunków, jeśli klient przyjdzie tak, czy siak. Albo jeśli klientów będzie tak dużo, że nawet zniechęcając 95% z nich klub się bez problemu utrzyma. Nieważne co myślą ludzie, byle tylko raz wpłacili przelew.

Takie kluby ograniczają swoich członków, nie trzymają nawet minimum jakości (szkoleń, imprez, czy kontaktów w lokalnej społeczności) i utrudniają nam przekonywanie wahających się do spróbowania strzelectwa. Takie kluby są powodem, dla którego na każdym kursie na patent w Braterstwie jest ktoś, kto przyjechał 400 km na kurs i po kursie wróci 400 km do domu. W lokalnej społeczności nie da się w cywilizowany sposób wypełnić obowiązku ustawowego, więc ci pechowcy wolą spędzić 2 dni w samochodzie. To jest oznaka niesamowitej patologii środowiska, którą obserwuję regularnie.

Jeśli nędzny klub nie miałby zagwarantowanego prawem dopływu klientów, zdechłby z głodu lub się poprawił. Oba rozwiązania są korzystne, bo na miejsce upadłego klubu ktoś rzutki powoła inny, lepszy.

ad 2.
Członkostwo w klubie kosztuje. Da się zrobić organizację, która spełnia wymagania ustawowe nie pobierając za to ani grosza — w ten sposób operowało Braterstwo w latach 2014-16 — ale wymaga to społecznej pracy i pewnej umiejętności automatyzacji biurokracji, co raczej rzadko idzie w parze (trochę to dziwne, patrząc ilu jest programistów w naszych szeregach). Nie da się na takim systemie pociągnąć całego kraju (bo nawet 20 gr za samą tylko kopertę razy 400 000 potencjalnych osób bankrutuje każdego społecznika), a liczenie, że zbawi nas ktoś, kto poświęci życie w żmudnym klepaniu tych bzdurnych papierów nie powinno stanowić podstaw przy tworzeniu prawa.

Zatem członkostwo w klubie kosztuje. Bardzo niewiele organizacji strzeleckich w Polsce pobiera mniej niż 100 zł rocznie, zwykle są to kwoty wielokrotnie wyższe. Nawet tysiące złotych każdego roku. Tak duży, nieuzasadniony koszt zniechęca sporą część osób, które mogłyby się zainteresować strzelectwem (a każdy z nich jest na wagę złota). W momencie, gdy ważny jest fakt członkostwa, kluby mogą pobierać pieniądze nie dając od siebie zbyt wiele i rzeczywiście ma to teraz miejsce, gdyż wiele organizacji nie udostępnia swoim członkom strzelnicy, a wszystkie zawody, czy spotkania są dodatkowo płatne. Sumy opłat stanowią niebagatelny argument dla osób, które nie są bronią od małego zafascynowane, a tylko chcieliby sobie “postrzelać” (ja w tej liczbie).

Obecnie za cenę członkostwa (i udziału w przymusowych “imprezach”) w większości klubów strzeleckich, można kupić naboje wystarczające do regularnego treningu, lub w perspektywie kilku lat odłożyć na nową broń. Można się zapisać na porządne szkolenie każdego roku, wypożyczyć na strzelnicy nową, ciekawą broń lub sfinansować wahającym się znajomym wstęp na komercyjne strzelanie. Można zrobić wiele fajnych, budujących rzeczy za pieniądze, które obecnie są wyrzucane w błoto na obowiązkowe członkostwa.

ad 3.
Obowiązkowe członkostwa nie dają korzyści przynajmniej połowie osób, które NIE CHCĄ brać udziału w (często nudnych i słabych) aktywnościach organizowanych przez klub. Strzelcy uważają to za marnowanie czasu i pieniędzy i tylko prawny przymus skłania ich do odstrzelenia na pałę kilku osobostartów. Może mają bardziej zajęty rok, może chwilowo strzelectwo sportowe odeszło na drugi plan, może uprawiają dyscypliny, których się lokalnie nie organizuje. A może ich klub organizuje tylko kilka spotkań w roku, w dni powszednie i strzelcy nawet nie mają kiedy skorzystać z oferty klubu? Takie osoby chodzą na zawody do klubu X, ale należą do Y, bo może jest tańszy, bliżej, bardziej znany, itp.
Członkostwa w klubach często są marnowaniem pieniędzy. Pełno jest osób, które broń mają, żeby mieć. Bo lubią. Dalej płacą za członkostwa (przymusowe), chociaż chcą tylko sobie trzymać pistolet. Nie ma nic złego w braku wzmożonej aktywności strzeleckiej. Nie świadczy to o braku bezpieczeństwa, czy o “bezprawności” takiego pozwolenia.

Oczywiście jest grono zawodników, którzy robią punkty, jeżdżą, rywalizują. Lubią to. Jestem pewien, że dalej będą organizowane zawody strzeleckie, w których takie osoby będą mogły wziąć udział. Ale to zdecydowana mniejszość. 70-90% osób (ciężko mi oszacować) chodzi na imprezy klubów, do których są przymusowo przypisani z powodu przykazu ustawowego. To nieetyczne, żeby zmuszać dorosłych ludzi do płatnych czynności pozbawionych znaczenia społecznego (start w zawodach nie poprawia bezpieczeństwa publicznego) w imię “dobrego brzmienia przepisu”.
Zresztą, z punktu widzenia etyki sam fakt, że przynależność byłaby przymusowa jest całkowicie niedopuszczalny, więc nie będę się skupiał na istotnych argumentach wolnościowych, bo są oczywiste.

ad 4.
Kluby to z definicji zamknięte zbiory osób. Część takich zbiorów nie będzie chciała nabierać nowych członków. “a jak przyjdzie wariat?”, “nie mamy już miejsca na strzelnicy”, “czy teraz każdy burek musi mieć broń?”. Strzelectwo do tej pory było ekskluzywną, elitarną aktywnością i niemało osób tęskni za tym. Lubią się czuć wyżej niż rozbrojony plebs. Nie chcą się ocierać o osoby, dla których pistolet to tak samo przydatne narzędzie jak szlifierka kątowa i jak szlifierka byłoby traktowane: użytkowo, bez czci i szlifowania oksydy po nocach. Do tego (uzasadnione lub nie) obawy o bezpieczeństwo i uzyskujemy częste dzisiaj warunki wstępne: wysokie wpisowe, członkowie wprowadzający, obowiązkowe staże treningowe, długie oczekiwanie na wydawanie dokumentów (żeby delikwent “dojrzał” do pozwolenia).
Jeśli członkostwo jest przymusowe, to wprowadzenie takich warunków w wielu klubach (a w wielu takie są od zawsze) zabije skutecznie rozwój. Gdzie Jan Kowalski pójdzie, skoro trzy okoliczne kluby go nie chcą, a bez członkostwa nie może uzyskać pozwolenia, żeby pokazać w tych okolicznych klubach, że jest godny zaufania? Paragraf 22.

Stowarzyszenia kolekcjonerskie były pomyślane w noweli UoBiA 2011 roku jako mechanizm wewnętrznej kontroli. Żeby “wariaci” i “niedojrzali” byli wycinani przez sprawiedliwe i roztropne środowisko. Pomysł ciekawy, bo samooczyszczenie brzmi fajnie. Ale nie działa w rzeczywistości. Gdy ja chciałem uzyskać pozwolenie do celów kolekcjonerskich w 2014 roku, to nie było nikogo w okolicy, kto by mnie chciał przyjąć. Nie miałem żadnych znajomości, ani pleców. Stowarzyszenia z innych województw proponowały mi kilka staży na targach, itp, żeby mnie “sprawdzić”. Jestem i byłem dorosłym, praworządnym Polakiem. Mam nawet wykształcenie i potrafię się wysłowić nie obrażając rozmówcy. Mimo tego nie byłem w stanie przejść sita, było za gęste. “Sprawiedliwe i roztropne” środowisko okazało się raczej ludźmi, którzy zapomnieli jakie trudne są początki bez pleców.

Założyłem Braterstwo, żeby już żaden praworządny Polak (a tylko tacy uzyskują u nas pozwolenia na broń) nie był nigdy sprawdzany po długości nosa, czy rozstawie źrenic przez nadgorliwców. Organizacje społeczne nie mają dostępu do żadnych rejestrów, czy danych o ludziach i nie mają możliwości ich skutecznie weryfikować. Mogą to robić po wzroście, kolorze oczu lub ilości znajomych w klubie i żadna z tych metod nie pasuje do XXI wieku. Obecnie uzyskanie pozwolenia do celów kolekcjonerskich działa tak, jak powinny działać wszystkie: spełniasz “świętą trójcę”, składasz papier i dostajesz pozwolenie.
Nie chcę sobie uzurpować znaczącego udziału we wzroście ilości kolekcjonerów (główne zasługi ma śp. 9×19, który polecał każdemu kombinację sport + kolekcja), ale jakimś trafem po 2014 roku liczebność rośnie wykładniczo w statystykach policyjnych

ad 5.
Hurtownie strzeleckie. Dzień dobry, nazywam się Paweł, mam 29 lat, jestem programistą i (magią automatyzacji) prowadzę największe stowarzyszenie strzeleckie w Polsce. W temacie hurtowni jestem ekspertem, można zadawać pytania.
Wybrałem celowo pejoratywnie kojarzącą się w tym kontekście nazwę “hurtownie”, bo to jest zjawisko patologiczne. Jeśli w jednym stowarzyszeniu jest 3 tysiące ludzi i to nie jest klub z ogromną strzelnicą w mieście liczącym ponad 300 tys osób, to coś nie gra. Masowe bicie papierów jest objawem walki ze zbędnym przymusem, który nie spełnia żadnej roli społecznej. Możemy zrobić organizację na milion osób (dokupię tylko mocniejszy serwer), ale nie ma to żadnego sensu. Kolekcjonowanie danych osobowych przez byty prawne i podbijanie dziesiątek papierów dziennie nie buduje naszego środowiska, tylko pozwala na rozbrojenie zbędnych, idiotycznych pomysłów.

Kluby strzeleckie powinny być lokalne. Przydomowe. Zrzeszać kilkuset co najwyżej pasjonatów (jedyny wyjątek: duże miasta i duże kluby z dużymi obiektami). Z prezesem każdy powinien być na “ty”, a prezes powinien znać ludzi po imionach. Tylko w ten sposób mamy gwarancję lepszej obsługi, miłych kontaktów i jakości w środowisku.

Hurtownie powstają z powodu połączenia kilku powyższych punktów: zbędnego przymusu, marnych klubów lokalnych, wysokich opłat w tych klubach i trudnych barier wejścia. Jeśli ktoś ma ganiać na drugie województwo odbywać “staże na targach” dla krótkowzrocznych autorytetów kolekcjonerskich, to woli wejść na Braterstwo, zapłacić przelewem 10 zł i już, akredytujemy go błyskawicznie jako kolekcjonera (mam taką moc ustawową). Zatem trudno się dziwić, że ludzie płyną do dużych, medialnie znanych organizacji (niska cena także nie przeszkadza). Hurtownia to jest najlepszy symptom problemów. Możecie nie wiedzieć, że kluby z miejscowości X są drogie, a z Y nie przyjmują nowych. Ale jeśli wiecie, że w ciągu niecałego roku od założenia KS Amator (fundament Braterstwa) jest największą organizacją strzelecką w Polsce (otwarcie 01.11.2016 roku), to czy potrzeba lepszego dowodu na patologię obecnego systemu?

W Braterstwie próbujemy dawać od siebie coś więcej niż papier. Nie musielibyśmy, bo papier spokojnie wystarczy. Ale lubię myśleć, że członkowie z Białegostoku zapisali się dla wspierania PatentStrzelecki.eu, a nie dlatego, że najtaniej w kraju akredytujemy kolekcjonerów.
Inne organizacje też rosną w siłę. Ale zarówno one, jak i my rośniemy w tym tempie nie dlatego, że jesteśmy tacy strasznie super, tylko dlatego, że jest to najlepsze rozwiązanie w kiepskiej sytuacji. Czy już zawsze będę musiał wypisywać co drugi dzień kilkadziesiąt zaświadczeń (wczoraj: 45 sztuk) i wysyłać po ludziach? Tak ma wyglądać moje osiągnięcie w branży strzeleckiej: człowiek-pieczątka? Po co tworzyć taką patologię, która później z trudem jest omijana?

Braterstwo organizuje sporo zawodów, szkolenia do patentu, treningi. Opracowujemy materiały edukacyjne, promujemy strzelectwo. Dajemy ludziom uczestniczyć w prawdziwym stowarzyszeniu strzelców i kolekcjonerów, takim jakie sobie wymarzył ustawodawca. Jesteśmy aktywni, ale nie aż tak aktywni, żeby przyciągnąć 5 tys członków na podstawie samej tej działalności. Większość przyszła, żeby wypełnić idiotyczne przymusy.

Próby zakazywania hurtowni nie pomogą. Albo wzmocnią patologiczne kluby lokalne, albo spowodują, że będę musiał powołać setki organizacji w KRSie i zautomatyzować samo automatyzowanie przymusu. Mogę automatyzować na wielu poziomach abstrakcji i robię to szybciej niż ustawodawca, więc zakaz nie zlikwiduje problemu. Zresztą, hurtownie to nie jest problem, tylko symptom. Pokazują gdzie prawo jest błędne, niewydolne i niepotrzebne. Trzeba poprawić problemy z prawem, a hurtownie same poznikają.

ad 6.
Organizacja, która przekracza kilka tysięcy PESELI staje się duża. Za duża. Patologicznie za duża. Nabiera wiatru w żagle i często marzy o tym, żeby być największą. Żeby samodzielnie ustalać co trzeba, a czego nie trzeba. Jak szkolić. Jak przeprowadzać imprezy. Kto może prowadzić zajęcia na strzelnicy. Czy dana osoba ma prawo w tym roku posiadać broń, czy poprzez złą lub “zbyt małą” aktywność to prawo utraciła?
Ktoś kto szefuje dużej organizacji ma dobrze podbudowane ego. Ludzie piszą per “Panie Prezesie”, można ustawić członków do pionu, wiele od prezesa zależy. Życie nabiera sensu i wszystko wydaje się smaczniejsze. Apetyt rośnie. Fajnie byłoby trzymać więcej w garści, “mądrze administrować” także innymi ludźmi (to nic, że praworządni, zdrowi psychicznie i dorośli ludzie nie wymagają administracji jak dzieci). Najlepiej zbudować jeszcze większą organizację, jakąś federacją, albo związek. A może polski związek? :)
W ten sposób prywatyzacja prawa wkracza w etap finalny, gdy jedna organizacja z powodu zapisów ustawowych oraz odcięcia innych dróg ucieczki poprzez blokadę autorstwa hoplofobicznych organów administracji (egzaminy WPA) decyduje o kształcie nie tylko sportu strzeleckiego, ale samego ruchu posiadaczy pozwoleń w Polsce. Czy ten wpływ jest korzystny?

Mając przymus budujemy podwaliny pod federacje, zrzeszenia i związki. Hurtownie to zbyt oczywisty symptom problemów, więc najlepiej go ukryć w krajobrazie poprzez uznaniowość koncesji na organizacje strzeleckie. Za wysoko podskakuje? Wystarczy zabrać koncesję na koncesjonowanie i jest cichutko i poslusznie.
Koncesja może się nazywać różnie: może licencja klubowa, może “certyfikat”. Ale dochodzimy do tego, żeby organizacje społeczne, które mają kontrolować ludzi też były kontrolowane. Kontrola najwyższą formą zaufania i nigdy jej za dużo w naszym systemie.
Przymus karmi ambicje i popycha ludzi do dalszych kombinacji. Skoro organizacja może ściągnąć 300 tys zł rocznie ze składek (przy 1.5 tys ludzi), to ile składek by ściągnęła z 1 mln? W Excelu szybko wyskoczy, że 200 mln. Ile to pożytecznych projektów by się za to zbudowało. Przedszkola dla bezdomnych dzieci, schroniska dla psów, piękne strzelnice, idealne materiały szkoleniowe, głodnych nakarmić, nagich przyodziać. Przy okazji “prężni działacze” też się jakoś wyżywią. Budujemy kolejne patologie.

Przymus uczy ludzi, że państwo jest słabe, oddaje obywateli na pastwę oligopoli i cwaniaków, którzy nie muszą nic robić, aby zbierać pieniądze. Nie ma znaczenia dla organu administracyjnego, że jesteś dorosłym, zdrowym psychicznie i praworządnym człowiekiem. Dalej jesteś dzieckiem, które ktoś mądrzejszy musi “ustawić”, “wyszkolić” i pilnować, żeby sobie nie zrobiło krzywdy ostrym przedmiotem. Obrzydliwe podejście do zweryfikowanych w wielu etapach, cennych członków społeczności lokalnych.

Zapraszam do dyskusji.

Paweł Dyngosz

  • Robert N

    Panie Pawle, sytuacja jest naprawdę zabawna – przepraszam, nie chcę się pastwić. Walcząc z systemem można powiedzieć niechcący stał się pan szefem, żeby nie powiedzieć właścicielem największej chyba organizacji będącej częścią tegoż systemu z którym właśnie pan walczy. Doprawdy nie wiem czy panu gratulować czy współczuć i bynajmniej nie chcę być złośliwy. To wszystko o czym pan pisze to “święta” prawda … ale … pan opisuje świat idealny. My żyjemy jednak w świecie pełnym patologii i co w związku z tym się dzieje? Powstają nowe patologie po to aby zwalczać te “stare” i wtedy nasuwa się pytanie co jest “lepsze” ta stara patologia czy ta nowa? Wiem, że najlepiej byłoby się pozbyć obu, tylko jak to zrobić? Wprowadzając trzecią patologię? To już naprawdę zaczynają być rozważania filozoficzne. Dlaczego panu współczuję? Bo pan ma świadomość tych patologii a jednocześnie sytuacja a może pana charakter a może po prostu zbieg okoliczności powodują, że pan w tym siedzi… po uszy (…ale może to co napisałem to jedna wielka bzdura, przecież się nie znamy) Raz jeszcze szacunek

    • sz p

      Proszę nie obraź się ale, chyba masz rację, że napisałeś bzdurę. Albo niejasno i ja nie zrozumiałem.
      Bo konkretnie sprawa jest prosta: Patologią jest wpojony Polakom strach przed bronią (hoplofobia) oraz ustanowienie reglamentacji. Patologią jest mętne prawo, tworzone w sposób mętny właśnie po to, aby znajomi królika mieli możliwość korzystania z furtek. Patologią jest monopol na interpretację prawa.
      Od 2011 patologia z nieznanych powodów dopuściła nieznajomych królika do korzystania z ustawowo wyznaczonych furtek.

      Czy na pewno patologią jest korzytanie z tych furtek? Jeśli mieszkasz w patologicznej dzielnicy, to niby siedzisz w patologii, ale nie znaczy to, że jesteś jej częścią.

      • Robert N

        Wcale się nie obrażam, ale chyba jednak niekoniecznie się zrozumieliśmy. Sam skorzystałem z patologicznych rozwiązań…porostu innych nie ma. Pisząc swoje refleksje powyżej próbowałem się “ubrać” trochę w skórę autora tekstu, twórcy Braterstwa. Ja wykorzystałem furtkę i już, on poszedł o krok lub dwa dalej, można powiedzieć stworzył następną furtkę która otworzyła drogę innym i chwała mu za to. Zastanawiałem się tylko jaka to trudna dla niego sytuacja. Jest przeciwnikiem dużych organizacji, jest przeciwnikiem przymusowej przynależności a jednocześnie jest szefem największej z nich i za bardzo nie może z tego wyjść. Kupa ludzi mu zaufała, nie bardzo może ich teraz zostawić na lodzie, trochę taka sytuacja “bez wyjścia”. Powiem tak, na pewno mu nie zazdroszczę ale bez wątpienia podziwiam. Poza tym jest to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu i z “prostym kręgosłupem” czyli póki ma energię do działania jest dobrze… a jak mieszkasz w patologicznej dzielnicy to mniej lub bardziej jesteś jej częścią, chcesz czy nie chcesz.

        • Będę prowadził Braterstwo tak długo, jak długo będzie potrzebne.

          Sytuacja jest dziwna, bo de facto staram się propagować coś, co odbierze mi władzę i możliwość zarabiania (gdybym kiedyś chciał zarabiać na Braterstwie). To bardzo ciekawe ćwiczenie siły woli.

          • Robert N

            no właśnie o tym myślałem pisząc, że masz “prosty kręgosłup”

        • sz p

          Teraz zrozumiałem.

  • A mi się wydaje, że Braterstwo ze swoją polityką taniości – w kraju pełnym ludzi ubogich portfelem ale bogatych ideą i pragnących broni palnej – przyczynia się swoją działalnością do powiększania się społeczności strzelców, pasjonatów, amatorów i wszelkiej maści posiadaczy broni. Przynajmniej na razie nie skaził się chorobą pazerności i chciwości, na którą niestety bardzo niewielu ludzi jest odpornych. W innych klubach, szczególnie strzeleckich widzę tendencję do bardziej lub mniej dyskretnego powiększania dojenia klubowiczów na opłatach, obowiązkowych startach itp, itd. Pomijając już kluby-strzelnice mające chyba ambicje bycia elitarnymi, gdzie w ogóle nie przyjdzie większość Kowalskich, bo ceny są gdzieś z głębin kosmosu!

    • Robert N

      jak najbardziej się z tym zgadzam, stąd też mój szacunek do poczynań pana Pawła

    • norfonde

      Elyta, elytarny się to pisze, nie elita. By należeć do elity trzeba coś sobą reprezentować, mieć wybitne osiągnięcia. Nabijanie na kasę fiskalną zeta za sztukę wystrzelonej 22lr to droga w drugim kierunku.

  • Starypryk

    Na boga ,cała ustwa to jedna wielka patologia która dla wielu stała się “normalna” i są gotowi bronić i bronią tej “normalności do upadłego .
    Jak widać obrocy tego szamba trzymają się dzielnie i do normalności daleko a jak się wróży to może i jeszcze dalej będzie .
    Ta “elita” działa też na innych polach co świetnie widać w całym kraju .

  • DjAbra

    z obecnej ustawy wystarczyło by wywalić widzimisię komendanta i przymus przynależności do stowarzyszeń i było by dobrze wg mnie.

    • Pawel W

      I przenieść chociaż boczny zapłon z kat B do tej samej, co broń pneumatyczna.

  • Wojtek Sokołowski

    Świetny tekst.
    Autor sam przed sobą przyznaje do czego zmusiło go obecne przepisy

  • Pompkarz Mossberg

    Populizm i demagogia w tytule i nie tylko.
    Dopóki pozwolenie jest wydawane ,, do celu” np. sportowego czy łowieckiego, dopóty żeby zdać egzamin na patent strzelecki lub egzamin łowiecki trzeba należeć do struktury PZSS lub PZŁ, a są to dokumenty wymagane przez WPA do wniosku o uzyskanie pozwolenia na broń. Tylko nowa ustawa z obywatelską kartą broni, bez obowiązku zdawania egzaminu, mogła by to zmienić i Nas od tego uwolnić.
    Jeżeli paru posiadaczy broni zechce postrzelać w swoim towarzystwie, to formą prawną zrzeszania się jest właśnie stowarzyszenie- w tym przypadku o charakterze strzeleckim. To też warunek konieczny.
    Składka w stowarzyszeniu 100 zł rocznie? Jakie miał by Pan oczekiwania za 8 zł miesięcznie od swojego klubu? 5 naboi, jedna tarcza, a w sobotę mycie okien, kibla i sprzątanie strzelnicy- bo na sprzątaczkę nie starczy.
    Stowarzyszenie Budowy Latawców może uprawiać swoje hobby na każdej łące, a mimo to łąki nie są pełne pilotów latawców. My mamy trudniej, potrzebujemy strzelnic, kulochwytów, magazynów broni, pozwoleń, atestów licencji itd. Dlatego nic dziwnego, że miasta nie są pełne strzelnic wypchanych ludźmi po brzegi. Czy to Pan wcześniej wspominał o strzelnicy za 1 mln. zł.?
    Dokonał Pan wielkiej rzeczy, dał się Pan unieść wiatrowi historii i pokazał Pan, że Polak potrafi. Odgryzł się Pan na lokalnych Watażkach z miejscowych klubików strzeleckich, którzy odrzucili pańską ofertę członkostwa i pokazał prawdziwy rozmach i nową wizję strzelectwa. W takiej sytuacji łatwo o ,, wodę sodową” i poczucie własnej nieomylności. Obym tym razem ja się mylił, że to Pana przerosło. Liczę, że doprowadzi Pan swój lud w miarę szybko do swojej ziemi obiecanej, a nie będzie się Pan plątał z nimi w kółko, jak Mojżesz po pustyni. Też nie podobają mi się realia klubowe, które Pan jednostronnie opisuje, bo można inaczej.
    Po lekturze mam jednak wątpliwości, czy Pańska wizja jest tą jedynie słuszną.

    • sz p

      No właśnie o to chodzi – niech nowa ustawa uwolni od obowiązku przynależenia. Zdefiniuj proszę “populizm” i “demagogię”.

      I kogo masz na myśli pisząc “my”? Możecie się ujawnić? Spiknęliście się dobrowolnie czy przymusowo? Potrzebujecie kulochwytów? Ale będziecie je nosić przy sobie? Chcecie żeby ktoś kupował wam naboje, tarcze i zorganizował wam magazyn broni? To może też żeby wam portki podciągał?
      Bo tak normalnie kolego, to strzelnica jest i jeśli chcesz skorzystać, to płacisz za wejście i korzystasz. Nie martw się o kulochwyt i kibel. Gdybyś szedł na basen, to z wiadrem wody? Stary, nie musisz, to zmartwienie właściciela.

      • Pompkarz Mossberg

        Nie pobudzaj się tak ( rozumiem, że zaproponowałeś przejście na ,, Ty”) ja Ci nie wróg. Jestem członkiem stowarzyszenia, które działa od 21 lat i więcej przeżyłem z kolegami różnych akcji związku i policji w strzelectwie od Ciebie. Mam pozwolenie na broń od 2001 r. we wszystkich trzech kategoriach i wiem o czym mówię. Jestem z czasów w których żeby mieć broń, trzeba było udowadniać policji ponadprzeciętne zaangażowanie w strzelectwie i przedstawiać wyniki z zawodów, a nie tylko zaświadczenie z klubu internetowego. Nota bene kilku członków naszego klubu jest członkami Twojej organizacji. Mam uprawnienia sędziego strzelectwa, instruktora, aktualnie pełnię funkcję trenera klubowego i prezesa zarządu klubu więc znam temat, a Ty powściągnij lejce i trochę szacunku dla starszego kolegi Panie Prezesie. Strzelnicy nie szukam, Nasz klub jest gospodarzem krytej strzelnicy od dwóch dekad. Nikogo nie werbujemy ani przymusowo, ani dobrowolnie- bo nie musimy. Pasjonaci strzelania sami przychodzą i znajdują odpowiednie środowisko do rozwijania swojej pasji, nie działamy w internecie, tylko w realu. Strzelamy ze wszystkiego, do czego da się wsypać proch, albo włożyć nabój. Pawle, zaprosiłeś do dyskusji, to Ci odpowiedziałem. Nie bardzo zgadzam się z Twoim stanowiskiem i nie będę ponownie tego wyjaśniał, bo merytoryczny poziom Twojej wypowiedzi mnie rozczarował. Jeżeli nie rozumiesz po co ludzie zakładają stowarzyszenia i dlaczego chcąc obecnie otrzymać pozwolenie trzeba należeć do jakiegoś związku, to musi Ci to wytłumaczyć ktoś inny. Mnie też to czasem uwiera, ale takie są dzisiejsze realia. Od bicia piany wolimy( z kolegami) pokonywać trudności i stawiać sobie wyzwania. I nie martw się o to, kto nam będzie ,, portki podciągał”, martw się lepiej o to, co stanie się z kolekcjonerami po wejściu projektu ustawy o broni i amunicji Kukiz’15.

        • Wojtek Sokołowski

          Internetowy anonim piszący pod śmiesznym nickiem domaga się szacunku.
          Paradne…..

        • sz p

          Szanuję Twoją osobę starszy kolego, ale to nie koliduje z wytykaniem błędów Pompkarzowi Mossbergowi, który będąc postacią zmyśloną może być traktowany dużo bardziej bezpośrednio niż osoba nieanonimowa. Dziękuję za wycinek z biografii ale wróćmy do dyskusji.
          Ale wcześniej kawałek od p. Turczyna:
          Nie strofuj szydercy, aby cię nie znienawidził; strofuj mądrego, a będzie cię kochał.
          Liczę, że mnie kolego nie znienawidzisz…
          Otóż:
          1. Zarzuciłeś populizm i demagogię a nie udowodniłeś tego.
          2. Napisałeś że tylko nowa ustawa może nas uwolnić i z tym się zgadzam, i wnioskuję, że skoro użyłeś słowa “uwolnić”, to rozumiesz, że jesteśmy zniewoleni przymusem.
          3. Nagle przeskakujesz na twierdzenie, że warunkiem koniecznym postrzelania w towarzystwie kolegów jest zrzeszenie się w stowarzyszeniu strzeleckim, uformowanym prawnie. Bez uzasadnienia brzmi jak bredzenie i dlatego się czepiam.
          4. Nagle przeskakujesz do przykładowej składki w stowarzyszeniu 100zł i rozpisujesz koszty utrzymania obiektu ale strzelców… – A mieliśmy dyskutować o dobrowolności zrzeszania się. Nie widzisz że odjechałeś?
          5. Powiedz dzieciakowi z latawcem, że nie może go mieć póki się nie zapisze do klubu latawcowego – dzieciak Cię wyśmieje.
          6. Potem jedziesz z litanią potrzeb:
          A) strzelnice – No ale co to ma do dyskusji o przymusie zrzeszania się?
          B) kulochwyty – To one nie są częścią strzelnicy???
          C) magazyny broni – Na co to komu? Uzasadnij proszę, biorąc pod uwagę zwykłego strzelca, który nie chce się zrzeszać i ma w domu własny sejf na broń.
          D) pozwolenia, atesty, licencje itd – Jakie pozwolenia, atesty, licencje itd? O czym tym bre… (przepraszam) piszesz? Co to ma do przymusu zrzeszania się?
          7. Co ukryłeś pod pojęciami “ziemia obiecana” i “plątanie się w kółko”?

          Czy dość merytorycznie? Poprzedni komentarz też był merytoryczny, wybacz że jego treść wyraziłem złośliwością, przez co treść właściwą trudniej było dostrzec.

          Na koniec nie na temat, ale najważniejsze – bardzo nieładnie postąpiłeś i winieneś przeprosić tu wszystkich, zwłaszcza Pawła. Jakiś anonim (ja) skomentował Twój komentarz, a Ty przypiąłeś to Pawłowi. Nieładnie wobec Pawła i wobec wszystkich tutaj. Kumasz że tu jest otwarte forum Trybuna?

        • Jakby co, to ww. wypowiedź na którą odpowiadasz nie jest moja. To jakiś inny człowiek.

          • Pompkarz Mossberg

            Nie było tematu. Pozdrawiam.

    • sz p

      A może nie macie strzelnicy blisko i chcecie ją stworzyć, i potrzebujecie siebie żeby razem unieść ciężar tej inwestycji? Super. Ale przymusowo werbujecie czy dobrowolnie?

  • Grzegorz

    Dziękuję za Pana jasny, uczciwy, rzetelny głos Panie Pawle!!!! Dziękuję, że Pan się NIE WTOPIŁ w “polskie piekiełko” i “polskie żerowisko”!!! Bo przecież mógłby Pan siedzieć cicho albo nawet zachwalać obecny stan rzeczy i czerpać z niech naprawdę niemałe pieniądze. Ale Pan staje po stronie Polaków, polskiej racji stanu. Tak jak mecenas Andrzej Turczyn. Dziękuję Bogu Biblii za Pański prawdziwy i odważny głos!!!

    “Korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy” mówi Bóg w Biblii. Nie ma nic złego w bogaceniu się i uczciwym zarabianiu dużych pieniędzy w warunkach zdrowej konkurencji. Ale u nas jest żerowisko i okazuje się, że w temacie broni palnej i amunicji przedstawiciele żerowiska podnieśli swoje głowy. Oni wiedzą, że unormowanie jasnych kryteriów w prawie tak, aby każdy praworządny i zdrowy na umyśle Polak z minimalnymi opłatami administracyjnymi miał prawo do broni palnej uzdrowi ten obecny nowotwór i panowie będą musieli zacząć zarabiać pieniądze w warunkach rynkowej konkurencji (wartościowe szkolenia, dobrej jakości sprzęt) lub zmienić branżę. Ot tyle w temacie!

    Pozdrawiam serdecznie Panie Pawle i życzę zdrowia, wszelkiej pomyślności i błogosławieństwa Bożego!!!