Strach – zabójca rozumu

Frank Herbert napisał w Diunie: “Strach jest zabójcą umysłu. Strach to mała śmierć…”. Rzeczywiście, strach jest najbardziej niebezpiecznym wirusem który nas infekuje.

Jakie strachy ogarniają ludzi:

Strach przed wirusem.
Strach przed byciem nazwanym rasistą.
Strach przed byciem „wykasowanym”.
Strach przed „tymi innymi”.
Strach przed obroną własnych przekonań.
Strach przed naszą historią.
Strach przed tym, że nie jesteśmy poprawni politycznie.
Nawet strach przed mówieniem prawdy.

Strach działa. Twarz Ameryki przybrała bladą barwę. Zanim zstąpiło na nas widmo roku 2021 z dumą identyfikowaliśmy się jako “The Land of the Free and the Home of the Brave”.

Teraz, po roku asekuranctwa i cichej desperacji, poprzedzonej deszczem lęków, staliśmy się “Milczeniem Owiec”.
Nasz Straszący Przywódca bezustannie uderza w swój bęben strachu, wbijając nas w poczucie wszechogarniającej choroby. Dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem Prezydent powiedział nam: “Chcę wysłać bezpośrednią wiadomość do narodu amerykańskiego…. Spoglądamy na nadchodzącą zimę jako czas ciężkich chorób i śmierci dla nieszczepionych – dla nich samych, ich rodzin i szpitali które wkrótce będą przepełnione.” Przygotujcie się na swoją zimę śmierci – doradza nam pan Prezydent.

Nigdy w historii Ameryki prezydent otwarcie nie powiedział Amerykanom żeby się bali: śmierć nadchodzi po was. Normą jest coś wręcz przeciwnego. Franklin Delano Roosevelt w swoim pierwszym inauguracyjnym przemówieniu, powiedział: “Nie mamy się czego bać, z wyjątkiem samego strachu”. Wtedy zagrożeniem był Wielki Kryzys. Teraz mamy całą litanię nowo wymyślonych irracjonalnych lęków do pokonania, ale być może nie mamy już narodowego ducha z poprzedniej epoki by stawić im czoła.

Co jest gorsze od bycia nazwanym rasistą? Bycie nazwanym tchórzem.

Niepokojące jest, iż prezydent Biden ciągle naciska, by naród w całości i bez wyjątku przyłączył się do niego w strachu, bo w przeciwnym razie poniesie z jego ręki surową karę. Głośno mówi, że stawia przymus podporządkowania się ponad naszą wolnością: “Tu nie chodzi o wolność czy twój osobisty wybór” – powiedział do narodu pusto w dniu 8 września 2020 roku.

Panie prezydencie, jest dokładnie odwrotnie, chodzi właśnie o wolność.

On używa siły swojego urzędu aby wymusić na wszystkich posłuszeństwo wobec politycznego dyktatu. Ale nie było i nie ma żadnej publicznej zgody dla ustanawiania nakazów. “Zgoda rządzonych” jest jednak nieistotna dla Joe Bidena. Wmawia on sobie, że potencjalnie chroni życie ułamka procenta generując ogromne szkody uboczne w postaci pozbawienia dziesiątek milionów środków do życia i rozjechania amerykańskiego stylu życia, a także szkód o nieznanych rozmiarach w psychice młodego pokolenia. Rozpacz i gwałtownie rosnąca liczba samobójstw są akceptowalnymi stratami dla administracji tak długo, jak długo utrzymuje się strach przed COVID. Tak bardzo mu na tobie zależy, że wyrzuci cię z pracy za brak przyjęcia wymaganych zastrzyków. Żadnych wyjątków, nawet komandosi Navy SEALs, nawet dzielne dusze które opiekowały się zarażonymi.

Jego irracjonalne gardłowanie za tym aby każda osoba została “w pełni zaszczepiona”, co jak się okazuje jest samo w sobie terminem żyjącym własnym życiem, z pewnością rodzi podejrzenia, że istnieje jakiś ukryty motyw takiego postępowania. Może chodzi o położenie fundamentów pod egzekwowanie niekwestionowanej akceptacji dla poczynań władzy.

Philip K. Dick, autor książki “Człowiek z Wysokiego Zamku, powiedział kiedyśRzeczywistość jest tym, co nie znika nawet gdy przestajesz w nią wierzyć”. A rzeczywistość jest taka, że to nasze przekonania są tym co czyni nas ludźmi i narodem.

Nasza rzeczywistość zmienia się na naszych oczach, gdy przestajemy wierzyć w nauki humanistyczne naszego narodu: naszą historię, kulturę, filozofię, społeczeństwo. To są przekonania które odróżniają Amerykę od wszystkich innych narodów, obecnych i przeszłych. Ci którzy wierzą, że te przekonania są warte zachowania, nie mogą pozostać milczący.

Znacząca większość Amerykanów pozostaje, jak na razie, cichymi i beznamiętnymi obserwatorami narodowej, biernej akceptacji uzurpowanej nagle władzy nad naszym życiem i zasobami. Potulnie i posłusznie wykonujemy dyktaty z góry, bez względu na to jak bardzo są one nieuzasadnione, źle ocenione i irracjonalne. W końcu to oni są ekspertami, to oni są autorytetami. Masz jeszcze jakieś pytania?

Patrzymy jak nasza historia zostaje wykasowana, i nie wzbudza to w nas większych emocji niż informacja o zdjęciu z anteny ulubionego programu telewizyjnego. Co ciekawe, media zapewniają nas, że to wszystko dla dobra publicznego. Mówią nam: nie czujcie dumy z waszego kraju i jego historii, wstydźcie się tego.

Czy ktoś tu ostatnio widział rozsądek? Wygląda na to, że zaginął. Ten obłąkany pogląd jest najsilniejszym powodem by nie porzucać, a uczyć się i rozumieć zarówno historię amerykańską, jak i dla celów porównawczych, historię świata.

Należy również stawić czoła społecznym lękom przed “byciem wykasowanym” w wyniku okazywania niewystarczającego współczucia dla kliki defetystów. Ich taktyka na rozwiązanie swoich problemów z podtrzymaniem poczucia własnej wartości jest następująca – biorą oni swoje problemy i robią tak aby stały się twoimi problemami. Jeśli nie robisz wszystkiego aby zlikwidować te problemy to będą oni twierdzić, że ich gnębisz.

Mówi się nam, abyśmy odrzucili zasady wolności i ścisłego indywidualizmu, ponieważ idea konkurowania i bycia samodzielnym nie powinna już być uważana za cnotę, ostro definiującą to czym jest bycie Amerykaninem. Honor, godność, odpowiedzialność, wyrozumiałość: to wszystko, jak informują nas nasze oświecone elity, jest pozostałością po jakimś opresyjnym patriarchacie. Oni chcą z nas zrobić ckliwą papkę.
Radykalna lewica uważa powyższe cechy za zniewagę dla słabych. Ci “słabi” to według nich tacy którzy są zadowoleni z banalnego życia w stabilnym środowisku, w którym władza uzurpuje sobie prawo do dokonywania odgórnie wszystkich wyborów życiowych, które stoją w sprzeczności z tym co nazywamy wolnym życiem w Ameryce. Mówią nam, że dla niektórych poprzeczka ustawiona jest za wysoko, więc musimy obniżyć standardy dla wszystkich. Należy przyginać gałęzie do ziemi aby inni nie musieli zbytnio się wysilać sięgając po owoce.

Lewicowy sen o sprawiedliwości jest taki: Wszyscy żyją we wspólnej nędzy. W krainie gdzie zamiast nieograniczonych możliwości istnieje jedynie wymuszona przeciętność. Posłusznie wykonują bezsensowną, gwarantowaną rządową pracę z odpowiednimi minimalnymi oczekiwaniami co do wydajności lub awansu. Mieszkają w rządowych mieszkaniach podzielonych na strefy, aby zapewnić zgodność z zatwierdzonymi wytycznymi dotyczącymi różnorodności. Wegetują pod stałym nadzorem władzy, monitorującej wszystko i wszystkich pod kątem zdefiniowanej przez nią zgodności. To jest właśnie ich wersja raju na ziemi.

Ta ogólnie zła kondycja która ogarnęła ducha Ameryki objawia się jako utrata zaufania, celowo i świadomie narzucona przez siły wewnętrzne. Siły, których otwarcie wyrażonym zamiarem jest fundamentalna zmiana charakteru Stanów Zjednoczonych; oraz siły psychologiczne, czyli pełzający w głowach świadomych Amerykanów niepokój , dotyczący tego jak poradzić sobie z atakiem który przypuszczany jest codziennie na amerykańskie wartości.

Dla wolnych obywateli Stanów Zjednoczonych strach nie może być żadnym wyznacznikiem. Jest on jednak kluczem do funkcji kontrolnej dla wszelkich nadzorców. Musimy, lub przynajmniej najmniej bojaźliwi spośród nas muszą położyć kres nakręconej spirali strachu. Odwaga wskrzeszona raz rozprzestrzenia się dalej. Musimy sprawić by nie było wątpliwości co do naszej determinacji w kontynuowaniu wolnościowego stylu życia w Ameryce. Zacznijmy od rozmów z przyjaciółmi by ich wzmocnić. Ścierajmy się z przeciwnymi poglądami by podważyć ich motywy w wolnym kraju.

Potrzebujemy przywódców którzy się ujawnią. Póki co, nasi senatorowie i przedstawiciele, którzy sami żyją w strachu przed przegranymi wyborami, muszą pokazać trochę kręgosłupa moralnego. Wypiszcie się z Partii Strachu. Pozwólcie usłyszeć siebie jako nasz głos w wyrażaniu tego co to znaczy być Amerykaninem.

Rick McDowell. (www.americanthinker.com)

tłumaczył MR.