Czy dziergany przez Chiny plan pokojowy ma szansę się udać?

Po tym, jak w zeszłym roku Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę, wierni sojusznicy Pekinu w Europie szybko oświadczyli, że Chiny, a może nawet sam Xi Jinping, są “kluczem” do zakończenia wojny. Prawda nie mogłaby być bardziej odmienna: w ciągu kolejnych 13 miesięcy, rola Chin była niewiele większa niż Czarnogóry, gdzie wielu bogatych Rosjan siedzi spokojnie podczas trwania tej wojny, lub Serbii, która pozostaje dziś jedynym prawdziwym europejskim sojusznikiem Rosji.

W obecnej podróży Xi do Moskwy chodzi więc zarówno o przywrócenie pokoju w Kijowie, jak i o ratowanie twarzy. Jeśli uda mu się przekuć swoją wizytę w udaną mediację która zatrzyma walki – nawet jeśli będzie to tylko zawieszenie broni – Xi nie tylko odniesie dyplomatyczne zwycięstwo wysokiej klasy na arenie światowej, ale także zaradzi własnym wojennym problemom Chin.

Podstawowym powodem początkowego ogłoszenia przez Pekin neutralności było to, że Xi został zaskoczony, pomimo strategicznego “nieograniczonego” partnerstwa, które ogłosił z Putinem zaledwie trzy tygodnie przed rozpoczęciem wojny. Putin nie ponosi za to winy; z pewnością nie miał zamiaru oszukiwać Xi. To raczej sam Putin został oszukany – przez swoich własnych szefów wywiadu FSB którzy przewidywali, że Kijów szybko upadnie, co doprowadzi do całkowitej kapitulacji Ukrainy. Jeśli to wszystko wydaje się z perspektywy czasu głupie, to była to głupota podzielana również przez Waszyngton, gdzie podobne dane wywiadowcze CIA skłoniły Bidena do planowania natychmiastowej ewakuacji Zelenskiego.

Jednak dla Chin porażka Rosji w szybkim podbiciu Ukrainy była tylko początkiem serii bardzo nieprzyjemnych niespodzianek. Najpierw nadeszła nocna transformacja NATO: z przestarzałego zimnowojennego paktu w silnie rozszerzający się sojusz. Finlandia i Szwecja wysłały broń jeszcze przed złożeniem wniosku o członkostwo, a Japonia wysłała pomoc finansową tak jakby była państwem członkowskim. Pekin został nagle zmuszony do przeliczenia ogólnej równowagi sił globalnych USA-Chiny, a transformacja ta stała się jeszcze pilniejsza po tym, jak rządy Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch obiecały wysłać okręty wojenne na Morze Południowochińskie. Chińscy propagandyści, którzy wyśmiewali taką staroświecką , uprawianą pod lufami pancerników, dyplomację, mogli przeoczyć towarzyszące jej brytyjskie i francuskie atomowe ofensywne okręty podwodne, ale chińska marynarka wojenna już nie mogła.

Kolejna niemiła niespodzianka przyszła ze strony grupy G7, w skład którego wchodzą USA i ich główni sojusznicy: Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia i Wielka Brytania. Zamiast wahać się i kalkulować, próbując zabezpieczyć swoje własne interesy eksportowe, wszyscy natychmiast zgodzili się na nałożenie na Rosję daleko idących sankcji gospodarczych. W Pekinie natychmiast stało się jasne, że o ile Rosja nie ucierpi poważnie w wyniku sankcji, ponieważ jest samowystarczalna zarówno pod względem energetycznym jak i żywnościowym, pozycja Chin może być o wiele bardziej skomplikowana, gdyż są one największym na świecie importerem paszy dla zwierząt i żywności, a także węgla, ropy i gazu.

Prawdą jest, że popyt na te ostatnie załamałby się w przypadku wojny o Tajwan i sankcji, które nieuchronnie by po niej nastąpiły; skończyłby się eksport morski, podobnie jak zapotrzebowanie na energię ogromnego chińskiego przemysłu eksportowego. Ale 1,4 miliarda ludzi w Chinach musi nadal jeść, a żeby ich wyżywić, kraj ten importuje około 130 milionów ton metrycznych paszy dla zwierząt i żywności, w tym 95 milionów ton metrycznych samej soi. Pod sankcjami G7 ten ogromny ruch tysięcy masowców zostałby zatrzymany. Statki płynące do Chin nie byłyby już ładowane w pacyficznych portach USA i Kanady, które są głównymi źródłami soi, kukurydzy i pszenicy, natomiast atlantyckie porty Argentyny i Brazylii, które są innymi głównymi źródłami importu żywności do Chin, są o wiele za daleko dla chińskiego handlu. W przypadku jakiejkolwiek formy wojny, zbyt łatwo byłoby uniemożliwić statkom płynącym z Chin przepłynięcie przez Atlantyk, wokół Afryki i przez Ocean Indyjski do Cieśniny Malakka.

To wszystko może wydawać się nieprawdopodobne, ale Xi dostrzegł niekorzystną sytuację Chin. Zaledwie dwa dni przed wyjazdem do Moskwy wydał najpilniejszą “dyrektywę nr 1” skoncentrowaną wyłącznie na bezpieczeństwie żywnościowym. Zaczęło się od utartego sloganu – “Musimy zapewnić, że miska ryżu będzie zawsze mocno dzierżona w naszych rękach, a ta miska ryżu jest wypełniona głównie chińskim ziarnem” – potem uznał jdnak, że ludność Chin potrzebuje znacznie więcej niż tylko zboża: potrzebuje mięsa i mleka, które mogą być produkowane tylko wtedy gdy cała gospodarka rolna zostanie drastycznie zmodernizowana, aby osiągnąć samowystarczalność również w zakresie paszy dla zwierząt. Cel ten władza obiecała osiągnąć w “połowie wieku”.

Nie tylko sugeruje to, że jakakolwiek tajwańska przygoda będzie musiała poczekać, ale jednocześnie potwierdza, że Xi w końcu rozumie iż jego obywatele różnią się fizjologicznie od obywateli Mao, którzy przetrwali na głodowych racjach żywnościowych. Kiedy mieszkałem w Pekinie w 1976 roku, dieta mieszkańców składała się z ryżu, pszenicy, sorga, jakijś dziwnej zieleniny, w zimie dodatkowo z kawałków suszonej kapusty, z rzadka pojawiały się jajka a raz w tygodniu dostępne były kawałki kurczaka lub wieprzowiny. Bez wątpienia zwrócono na to uwagę Xi podczas ubiegłorocznych protestów w Szanghaju, podczas których pojawiły się gorzkie skargi na głód, mimo że wszyscy mieli ryżu pod dostatkiem. Ponad rok po nałożeniu sankcji przez G7 Rosjanie nadal jedzą tak samo jak wcześniej; gdyby te same sankcje zostały nałożone na Chiny, poważnie zagroziłyby przetrwaniu reżimu.

W obliczu tak niewesołych perspektyw Xi ma teraz szansę wskoczyć w same centrum globalnej sceny politycznej, jeśli tylko zdoła przekonać Zelenskiego i jego rząd do wynegocjowania warunków zakończenia wojny poprzez ostateczne zaakceptowanie faktu, że Krym jest stracony, a w regionach donieckim i ługańskim konieczne będą nadzorowane przez społeczność międzynarodową plebiscyty (w których uchodźcy z całego świata będą mieli zapewnione prawo głosu). Niezależnie od ich wyniku, zakończenie walk na tych warunkach nie odebrałoby Ukrainie zasługi przeprowadzenia bardzo udanej wojny o niepodległość, która podarowała jej obywatelom jedną bezcenną zdobycz: realnie działający mit narodowy.

Po udanym dyplomatycznym wejściu Pekinu do Zatoki Perskiej, będącym w całości wynikiem rozbicia przez administrację Bidena sojuszu z Saudami, każde porozumienie, które Xi może wywalczyć w sprawie Ukrainy, nawet krótkie zawieszenie broni, byłoby wielkim dyplomatycznym zwycięstwem. Dobrze więc, że Zelenski nie da Xi takiej możliwości. Zdaje on sobie sprawę, że po zakończeniu walk, Ukraina może zostać odbudowana tylko z pomocą USA i ich sojuszników. Musi jednak mieć też świadomość, że tego punktu nie da się osiągnąć jeśli wojna nie zakończy się w jedyny możliwy sposób – jeśli Władimir Putin nie zostanie obalony. A oczekiwanie na to i jednoczesne prowadzenie walk wydaje się obecnie niemożliwe.

I wydaje się, że Xi również nie może na to czekać. Jest bardzo prawdopodobne, że jego wizyta w Moskwie nie zaowocuje niczym więcej, jak tylko podpisaną pod stołem umową o cichym przekazaniu amunicji do haubic 152 mm i tym podobnych, pozostawiając tym samym problem Xi bez rozwiązania. W czasie, gdy chińska gospodarka zwalnia, a bezrobocie wśród młodzieży jest na niespotykanym poziomie, USA i Japonia gwałtownie zwiększają swoje wydatki militarne i umacniają sojusz, który obecnie w pełni obejmuje Indie, a także ponownie uzbrajają Australię. To jednak wojowniczość Xi otoczyła Chiny wrogami. Nie pokładajmy zbyt wielkich nadziei w tym, że wizyta na Kremlu, u oblężonego Putina, skłoni go do zmiany kursu.

Edward Luttwak (unherd.com)

tłumaczył MR