75 lat temu Niemcy rozpoczęli akcję wysiedleńczą getta warszawskiego

75 lat temu, 22 lipca 1942 r. Niemcy rozpoczęli “wysiedlanie” mieszkańców warszawskiego getta. W ciągu dwóch miesięcy do obozu zagłady w Treblince wywieziono 254 tys. ludzi, 11 tys. skierowano do obozów pracy, na miejscu rozstrzelano ok. 6 tys. W getcie legalnie pozostało 35 tys. osób, a ok. 25 tys. żyło w ukryciu.

Warszawskie getto było największym spośród założonych przez Niemców. Według spisu dokonanego na rozkaz władz niemieckich przez Judenrat w październiku 1939 r. w Warszawie przebywało ok. 360 tys. Żydów.

Ich liczba zwiększyła się po zarządzeniu wydanym 30 października 1939 r. przez Heinricha Himmlera, które nakazywało przesiedlenie ludności polskiej i żydowskiej do Generalnego Gubernatorstwa z ziem włączonych do Rzeszy. W jego wyniku od listopada 1939 r. do października 1940 r. do Warszawy przybyło ok. 90 tys. Żydów.

Mimo iż liczba mieszkańców getta na skutek wysokiej śmiertelności i ucieczek pozornie malała, to kolejne migracje wciąż zagęszczały getto, którego terytorium kurczyło się. Od stycznia do marca 1941 r. przybyło do niego ok. 50 tys. Żydów z zachodniej części dystryktu warszawskiego. Wtedy też liczba mieszkańców getta osiągnęła maksimum i wynosiła ok. 460 tys.

Żydzi przebywający w getcie żyli w strasznych warunkach. Marek Stok tak opisywał warszawskie getto w zimie 1941 r.: „Tysiące nędzarzy, żebraków stale biwakuje na ulicy. To nie są ludzie – jakieś straszliwe mary. Upiorne postacie w brudnych łachmanach, szmatach, wychudzone twarze o rozgorączkowanych oczach i spuchniętych z głodu nogach. Są wszędzie. Na podwórkach, na chodnikach, pod murami i na jezdniach, zawodzą, krzyczą proszą o jałmużnę. (…) Nie można przejść dłuższego odcinka ulicami, by nie spotkać trupów ludzkich. Leży trup w łachmanach na chodniku, a ludzie spiesznie, starając się nie patrzeć, przechodzą obok, aż jakaś litościwa dusza przykryje go gazetami. Trupy mężczyzn, kobiet, dzieci. Na wszystkich ulicach”.

Wielka akcja wysiedleńcza w warszawskim getcie rozpoczęła się 22 lipca 1942 r. Była ona częścią operacji o kryptonimie „Reinhardt”, która, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy), zakładała fizyczną likwidację Żydów. Przeprowadzały ją dwie grupy. Pierwszą z nich był sztab specjalnej jednostki dowodzony przez SS, przybyłej do Warszawy z Lublina i mającej już za sobą doświadczenia w akcjach wysiedleńczych na Lubelszczyźnie. Dowodził nią SS-Sturmbanfuerer Hermann Hoefle. Druga składała się z warszawskich esesmanów i gestapowców. Wyróżniali się wśród nich decydujący o przebiegu akcji SS-Untersturmfuerher Karl Brandt i SS-Oberscharfuehrer Gerhard Mende – pracownicy Urzędu Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

Dzień przed rozpoczęciem akcji Niemcy aresztowali około 60 zakładników, m.in. część Rady Żydowskiej. Zatrzymani mieli być rozstrzelani w przypadku niepodporządkowania się ludności getta niemieckim zarządzeniom.

22 lipca 1942 r. na ulicach getta pojawiły się obwieszczenia podpisane przez Radę Żydowską, informujące o decyzji władz niemieckich, dotyczącej przesiedlenia na Wschód wszystkich Żydów zamieszkałych w Warszawie, bez względu na wiek i płeć. Wyłączeni z przesiedleń mieli być zatrudnieni przez władze niemieckie oraz niemieckie przedsiębiorstwa, członkowie i pracownicy Rady Żydowskiej, funkcjonariusze Żydowskiej Służby Porządkowej, personel żydowskich szpitali i wszyscy Żydzi będący członkami najbliższych rodzin (żony, dzieci) wyżej wymienionych.

Punkt 3 powyższego obwieszczenia stwierdzał: „Każdy przesiedleniec Żyd ma prawo zabrać ze swojej własności 15 kg jako bagaż podróżny. Bagaż o wadze powyżej 15 kg będzie skonfiskowany. Wszystkie przedmioty wartościowe, jak pieniądze, biżuteria, złoto itd. mogą być zabrane. Należy zabrać żywność na 3 dni”. Pierwszego dnia akcji wywieziono 6250 osób.

23 lipca Adam Czerniaków, przewodniczący Rady Żydowskiej, nie zgodził się na podpisanie szczegółowego zarządzenia o deportacji, przewidującego dzienne limity osób doprowadzanych na Umschlagplatz, w tym również dzieci. Wieczorem tego samego dnia popełnił samobójstwo. W liście pozostawionym do żony Czerniaków pisał: „Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć”.

Sytuacja panująca w getcie wywoływała dezorientację wśród ludności żydowskiej. Większość Żydów nie chciała wierzyć, że możliwy jest najgorszy scenariusz, czyli wymordowanie całej społeczności getta. Przypuszczano, że dojdzie do deportacji, która obejmie „nieproduktywną” część jego mieszkańców, natomiast zdolni do pracy będą mieli szansę przeżycia.

Byli i tacy, którzy dobrowolnie zgłaszali się na Umschlagplatz. Marek Edelman tak opisuje tę sytuację: „Niemcy, nie przebierając w środkach, stosują nowy chwyt propagandowy. Przyrzekają i dają każdemu ochotniczo zgłaszającemu się do wyjazdu 3 kg chleba i 1 kg marmolady. To wystarcza. Dalej już propaganda i głód robią swoje. Pierwsza daje do ręki niezbity argument przeciwko wszelkim „bajkom” o komorach gazowych (+bo po cóż by dawali chleb, gdyby chcieli mordować+), głód – jeszcze mocniejszy przesłania wszystko obrazem trzech brązowych, wypieczonych bochenków”.

5 sierpnia Janusz Korczak i jego wieloletnia współpracowniczka Stefania Wilczyńska ze swoimi wychowankami z Domu Sierot doprowadzeni zostali na Umschlagplatz. Naoczny świadek tej sceny Nachum Remba pisał: „Na czele pochodu szedł Korczak. Nie! Tego obrazu nigdy nie zapomnę. To nie był marsz do wagonów, to był zorganizowany, niemy protest przeciwko bandytyzmowi! (…) Były to pierwsze żydowskie szeregi, które szły na śmierć z godnością, ciskając barbarzyńcom spojrzenia pełne pogardy (…) Gdy Niemcy zobaczyli Korczaka, pytali: +Kim jest ten człowiek?+”. W ślad za nimi poszły dzieci z innych sierocińców i domów opieki, razem z opiekunami i wychowawcami.

Wywózki trwały przez cały sierpień do pierwszych dni września. „Pętla dookoła getta zaciska się coraz bardziej – wspominał Marek Edelman. (…) Ludzie z plecakami uciekają z ulicy na ulicę, starają się ominąć przewidywany teren blokady. Zgodnie biorą w niej udział żandarmi, Ukraińcy i żydowska policja. Role są podzielone, składnie, porządnie: żandarmi otaczają ulice. Ukraińcy przed nimi ciasnym łańcuchem oplatają domy, policja żydowska wchodzi na podwórze i zwołuje wszystkich mieszkańców, – +Wszyscy Żydzi schodzą na dół, 15 kg bagażu. Kto nie zejdzie będzie rozstrzelany+. (…) Po kolei ze wszystkich klatek zbiegają ludzie. Nerwowo w biegu narzucają na siebie co się da. Niektórzy idą tak, jak stali, czasem prosto z łóżek, inni mają na sobie wszystko co możliwe, plecaki, tłumoki, garnki. Idąc rzucają trwożne spojrzenia wokoło. Stało się”.

Osoby chore i w podeszłym wieku najczęściej zabijano na miejscu, ci, którzy posiadali „dobre” dokumenty przez jakiś czas mogli pozostać jeszcze w getcie. Pozostałą ludność prowadzono na Umschlagplatz. Tam w wielkim tłoku, często godzinami, Żydzi czekali na wagony, którymi wywożono ich do obozu zagłady w Treblince. Świadek tych tragicznych scen pisał: „Wagony bydlęce nie miały stopni. Wyznaczeni przez Lejkina policjanci po dwóch na każdy wagon otrzymali rozkaz liczenia ludzi, po sto osób na wagon. W ciągu niecałej godziny przy akompaniamencie krzyku bitych (…), lamentu matek, które pogubiły swe dzieci, załadowano sześćdziesiąt wagonów. (…) Przez małe, zakratowane drutem okienka przedostał się ostatni krzyk rozpaczy ciasno stłoczonych ludzi”.

Akcję wysiedleńczą przeprowadzały obok SS, jednostki pomocnicze złożone z Litwinów, Ukraińców i Łotyszy.

Ważną rolę w akcji wysiedlania, odegrała Żydowska Służba Porządkowa, która jako bezpośredni wykonawca niemieckich poleceń stała się obiektem powszechnej nienawiści w getcie.

W sierpniu 1942 r. jej funkcjonariusze otrzymali rozkaz, ażeby każdy z nich doprowadzał na Umschlagplatz pięć osób dziennie. Za niewykonanie rozkazu groziło rozstrzelanie lub wysiedlenie z getta wraz z rodziną.

Pod koniec akcji, we wrześniu 1942 r., liczba funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej zredukowana została przez Niemców z 2400 do 380 osób. Ostatecznie większość żydowskich policjantów podzieliła los pozostałych mieszkańców getta.

24 września 1942 r. SS-Untersturmfuehrer Karl Brandt poinformował Radę Żydowską, że akcja wysiedleńcza w getcie warszawskim dobiegła końca.

W czasie Wielkiej Akcji wysiedleńczej w warszawskim getcie ok. 254 tys. Żydów wywieziono do obozu zagłady w Treblince, ponad 11 tys. do bliżej nieokreślonych obozów pracy, a ponad 10 tys. zmarło lub zostało zastrzelonych w getcie.

Podczas trwania deportacji około 8 tys. Żydów uciekło na tzw. aryjską stronę. W getcie legalnie pozostało 35 tys. osób, a ok. 25 tys. żyło w ukryciu.

Dowodzący Wielką Akcją wysiedleń z warszawskiego getta SS-Sturmbanfuerer Hermann Hoefle przeżył wojnę i przez wiele lat żyjąc w Austrii pozostawał bezkarny. Dopiero proces Adolfa Eichmanna jasno ukazał jego zbrodnie. Aresztowany w 1961 r. początkowo przebywał w więzieniu w rodzinnym Salzburgu.

Szymon Wiesenthal, zaangażowany w proces Hoeflego, pisał, iż jego stanowisko wobec zarzutów dawało się streścić następująco: „+Akcja ewakuacyjna, przynajmniej kiedy ja nią dowodziłem, przebiegała całkowicie bez zakłóceń i w sposób humanitarny. Nie spostrzegłem żadnego okrucieństwa lub morderstwa popełnionego na ewakuowanej ludności żydowskiej. Nie tylko ja sam nie popełniłem żadnego okrucieństwa, lecz nie słyszałem również o żadnych okrucieństwach lub zabójstwach ze strony innych członków SS+. (…) Nie wiedział również, że +ewakuowaną ludność żydowską czekała śmierć w obozie zagłady+. Nigdy tych obozów zagłady nie widział. (…) O zagazowywaniu i rozstrzeliwaniach dowiedział się Hoefle, szef sztabu akcji „Reinhard”, dopiero z gazet po wojnie”.

SS-Sturmbanfuerer Hermann Hoefle, człowiek o którym Wiesenthal pisał, że „w hierarchii narodowosocjalistycznego syndykatu zbrodni można go postawić na równi z Globocnikiem (dowódcą akcji „Reinhard”), tuż za Adolfem Eichmannem, po przewiezieniu go do Wiednia 20 sierpnia 1962 r. powiesił się w swojej celi.

Mariusz Jarosiński (PAP)


Aby ta zbrodnia była możliwa musiały poprzedzić ją kilka zjawisk przeprowadzonych zawczasu przez Niemców. Żydom odebrano prawa cywilne. Obrzydzono ich w odbiorze społecznym. Żydom odebrano majątki. Żydom zakazano posiadania broni. Żydów wewnętrznie na siebie napuszczono. Później szło już łatwo…

Takich zbrodni nie da się przerwać gdy już trwają. Takie zbrodnie wymagają przygotowania. Po przygotowaniach nie widać czemu służą, z pozoru mogą być nawet pożyteczne, np. zakazanie posiadania broni w imię bezpieczeństwa publicznego. Takim zbrodniom należny przeciwdziałać na długo przed tym zanim się rozpoczną, nawet za cenę wyszydzania, ośmieszania i uznawania za poddanego spiskowej teorii dziejów.

Od czasu do czasu piszę, że rozbrojenie społeczeństw Europy ma swój cel dalekosiężny. Obecne “delikatne” rozbrajanie to jedynie krok w kierunku celu. Ten cel to holokaust na niespotykaną skalę. Tego celu jeszcze nie widać na horyzoncie, ale po powyżej opisanych zbrodniach można w ogólnym zarysie poznać ich przebieg. Rozbrojenie społeczeństw zawsze ma tylko 1 cel. Ten cel to przygotowanie do zbrodni. Deklarowana przyczyna jest zupełnie inna, ale to nie ma większego znaczenia. Skutków działań nie ocenia się po słowach tych, którzy je organizują. Jak wynika z powyższego opisu Żydzi gdy już byli ładowani do wagonów dalej nie chcieli uwierzyć co ich czeka.

Żydzi nabrali mądrości, chociaż w biblijnym przekazie już była zapisana od wieków. Zachęcam do lektury tekstu pastora Pawła Chojeckiego Żydowski projekt dla Polski. Żydów nauka kosztowała miliony ofiar ludzkich. Dzisiaj Izraelczycy są już mądrzy, Żydzi uzbrojeni. Gdy wzmaga się niebezpieczeństwo jeszcze bardziej się zbroją.

  • Mozets

    CAMPO DI POLEN
    /trawestacja – Campo di Fiori Miłosza/

    W Krakowie na Kazimierzu
    Autokarów warczących rzędy
    Ulica zasłana dymem
    Z czarnych plujących wydechów.
    Patrzą przez szyby na gojów
    Dobrze wykarmione dzieci
    W niebiesko-białych ubrankach
    Owoce ziemi Kanaanu.

    Patrzą na ślady swych ojców
    Spalonych bez sprzeciwienia
    Wysłani do pieca przez ich
    Własnych braci Sonderkomando i kapo
    Dym z obozowych kominów
    Nie docierał do ich pobratymców
    bankierów w USA, marmurów korytarzy
    i złota gabinetów ich banków.

    Nie wspominali Campo di Fiori
    W Nowym Jorku licząc zyski
    W pogodny wieczór wiosenny
    Przy szmerze muzyki Glena Millera
    Doniesienia z gett w Europie nie psuły
    im humoru w szabasowy wieczór
    I nim zgasły płomienie świec
    Szykowali garnitury na nowy dzień

    I nikt z nich nie myślał
    o samotności ginących
    o swoim rodaku Fritzie
    który wynalazł wspaniały cyklon
    o wysyłaniu synów Judy na łono
    Abrahama, a ich niemieccy koledzy
    usłużnie budowali potęgę austriackiego
    malarzyny o błazeńskich pozach.

    I gdy nastał świt
    Już biegli do swoich biurek
    liczyć swoje geszefciarskie zyski
    trzask zamykanych sejfów
    głuszył ich sumienia
    wszak nie ich winą było
    że popioły ich narodu miały
    wymościć drogę do Ziemi Obiecanej.

    A ci ginący – nie samotni
    Zapomniani przez swoich
    Ratowani przez gojów
    Wiedzieli, że ich następcy
    Odpłacą, im za to stokrotnie
    W katowniach ubeckich lochów
    I już z nowymi nazwiskami
    Rozeprą się wygodnie
    Na nowym Campo di Polen.

    © Marek Mozets

    • Andrzej Turczyn

      Nie podoba mi się. Rozumowanie, że Żyd ubek to przedstawiciel narodu Żydowskiego jest wadliwe. Ubecy pochodzenia żydowskiego katowali i mordowali Polaków nie z tego powodu, że byli Żydami, a z tego powodu że byli komunistami.W kulturę, cechy, przekaz jaki niesie naród Żydowski nie jest wpisane to, że trzeba zabijać Polaków. To wpisane jest w komunizm. W związku z tym, faktem jest, że byli Żydzi oprawcy Polaków, ale nie oznacza to, że naród Żydowski jakoś za to ponosi odpowiedzialność.

      • Mozets

        Utwór nie musi się podobać. Jedyne co się wszystkim podoba
        to orkiestra – np. wojskowa. To trawestacja – nie jest to dokument ani opracowanie naukowe i nie podlega prawom oceny „science” (
        nauka). Przeciwnie to forma typu „licentia poetica” (oznacza wolność twórczą i poetycką, dopuszczającą odstępstwa od norm
        językowych, reguł formalnych lub wierności w opisie faktów, zwłaszcza
        historycznych).

        Kto zna oryginalny utwór Miłosza ten mógłby się oburzyć opisem
        radosnej karuzeli funkcjonującej na granicy getta. Oczywiście faktograficznie nic
        takiego nie miało miejsca i Miłosz użył tego także na zasadzie „licentia
        poetica” powodowany modną w tym czasie w środowiskach komunizujących weną „ na
        zamówienie polityczne”. Którą uprawiało zresztą ogromnie dużo pisarzy i poetów
        okresu socrealizmu powojennego. Są to wszystkie znane nazwiska – bo wszyscy
        inni zdolni poeci ( acz niebłagorodni)
        otrzymali knebel wydawniczy. Więc ich nie ma dzisiaj w historii
        literatury a tylko w drugim obiegu. Przymiotniki odnoszące się do narodowości
        piszemy małą literą. W odniesieniu do
        wyznawanej wiary piszemy również mała literą. Np. Żyd – członek państwa Izrael
        – piszemy duża literą. Żyd jako wyznawca religii – piszemy małą literą. Nie ma
        to nic wspólnego z poprawnością polityczną, marksizmem kulturowym itp.itd.aetc.
        Bez obrazy.

        Trep kpt. M. Mozets

      • Ivan

        Ale warto jednak odnotować, że wśród komunistów – tych w ZSRR, jak i tych w PRL, bardzo dużą nadreprezentację stanowili właśnie Żydzi. Tak w aparacie bezpieczeństwa jak i na najwyższych stanowiskach partyjnych. Jak by tego nie interpretować to fakt jest bezsporny. Trochę ich do tego komunizmu ciągnęło.

        Co do wpisu, szkoda że zabrakło tutaj wspomnienia o tej najważniejszej części historii Getta W. O powstaniu ludzi, którzy nie zgodzili się na taki los i – właśnie dzięki broni, choć w beznadziejnej sytuacji, postawili się swoim zaskoczonym mordercom.
        Bo bez broni pozostaje tylko wykonywać niewolniczo rozkazy swoich uzbrojonych oprawców.

        • Mozets

          Nawiasem mówiąc – Trawestacje parafrazy

          Trawestacje, parafrazy oparte na znanych utworach znanych poetów ( tekściarzy piosenek także) . Wiersze o rymach prostych – najlepiej nadają się do tego, ponieważ są najbardziej nośne i najszybciej asymilują się w mózgownicy odbiorcy. Wiadomo – „na rymie wszystko sie trzymie”… Stanowi to przyczynek do innego spojrzenia na ich (poetów) pomysły literackie, czasem pokazuje miałkość tematu, agitację, śmieciowość weny . Lub odwrotnie – uniwersalność tekstu i możliwość jego adaptacji do różnych celów . Pastisz, parodia, parafraza, lub jak woli młodzież – “cover” – wspaniale uczy nas dystansu do uznanych ( i nie ) świętości. Czasem jest literacką ripostą na głupotę, której durnie i tak nie zrozumieją. Z prostej przyczyny – z zasady nic nie czytają… Przy pomocy takich przeróbek wspaniale można walczyć z prostacką propagandą polityczną np. manipulacją, dezinformacją, ogłupianiem ludzi – nawet dość inteligentnych. Takie literackie “materiały wybuchowe” często znajdują się w kuferkach z parodiami, przeróbkami znanych poetów a nawet wieszczów. Że wspomnę A.Mickiewicza i A.Fredro. Reakcje czytelników z racji (często) kąśliwości tekstowej – skłaniają autorów do autocenzury – co prawie zawsze osłabia siłę rażenia takich stworków. Niektórzy odbiorcy ze słabszą psychiką, słabszym poczuciem humoru, lub z betonowymi poglądami, winni sobie odpuścić czytanie takich „ótforuf”. Niektórym autorom ( mnie również na portalu wojskowym) grożono nawet w niewybrednych słowach – “co zrobią z takimi dowcipnisiami”. Mimo, że trawestacje mieszczą się zupełnie swobodnie w ramach publikacji uznanych za nie wulgarne czy cenzuralne. W których nie ma żadnych „-izmów” i „nienawistnej mowy”. W wypadku przeciwnym oskarżono by mnie np. o „nienawistne milczenie”. Czyli jak go nie kijem – to pałą.
          Pozdrawiam. Mozets

      • Minuteman

        A ja mam dla żydów dokładnie tyle samo empatii i współczucia, ile oni mają dla gojów.

        • Mozets

          Jest charakterystyczna data kiedy postawiono pomnik Bohaterów Getta w Warszawie sławiący ich czyn zbrojny , jego wielkość i znaczenie a kiedy postawiono pomnik Powstania Warszawskiego AK. Jak traktowano żołnierzy Powstania Warszawskiego po wojnie i jak jeszcze do dzisiaj ocenia się w wielu wypadkach czyn zbrojny żołnierzy podziemia AK ( największej armii podziemnej w historii świata) włącznie z “Żołnierzami Wyklętymi”. Świadczy to o ogromnym zwycięstwie propagandy stalinowskiej wśród prostych Polaków a właściwie Polako-homosovieticus.
          kpt. M.Mozets.

  • Jan Kowalski
  • Jan Kowalski

    Polakom mało jest znana historia prawdziwych patriotów obywateli Polski narodowości Żydowskiej walczących w ramach ŻZW pod flagami żydowską i polską, którą wywiesili w dniach powstania.To oni tworzyli człon walczących a nie inne organizacje jak celowo pomija się i dzisiaj tą prawdę. Podczas II wojny światowej członkowie Betaru walczyli w Żydowskim Związku Wojskowym, wzięli także udział w powstaniu w getcie warszawskim. Nieliczni ocaleni walczyli rok później w powstaniu warszawskim. Na terenie Brytyjskiego Mandatu Palestyny wielu należało do organizacji paramilitarnej Irgun, walczącej o państwo żydowskie w Palestynie. Część przyłączyła się do radykalnej grupy Lechi.

    Po ustanowieniu niepodległego państwa Izrael, ruch Betar został włączony do partii politycznej Herut, a następnie do Likudu.

    • Mozets

      Irgun powstał z tysięcy dezerterów żydowskich z armii Andersa. Anders postanowił nie nadawać tej sprawie normalnego biegu. Czyli Sądu Polowego i kary śmierci. Lepiej proszę nie zaczynać tak lekkomyślnie tego tematu bo wyjdzie na światło dzienne sprawa organizacji terrorystycznej przyszłego Izraela i kto znany nią dowodził. I bym nie został skłoniony do zamieszczenia publikacji inż. A.N. z Sieradza o tych sprawach. ( Byłego Łodzianina z czasów wojny).

      • Jan Kowalski

        Co miało wyjść to dawno wyszło, kto wie to wie, to tak jak Jasio zesrał się w przedszkolu nikt nic nie wie a widać plamę i czuć zapaszek.
        SPOKO.